Cudowne, polskie jedzenie…

Opublikowano: 28.07.2017 | Kategorie: Publicystyka, Turystyka i podróże

Wróciliśmy z zagranicznych wojaży, zwiedziliśmy Kahlenberg, zatokę Kvarner, z urokliwymi miejscowościami Opatija, Lovran, Ika, Ičići oraz włoską Wenecję. Pierwsze wrażenie po powrocie, to „Aaa!!!”, ale o tym trochę później…

Unia Europejska zniszczyła wszystko co dobre, ale czego się spodziewać po molochu wzorowanych na sowieckich kołchozach. Zajmę się dziś tylko żywnością. Dobra, zdrowa żywność stała się dostępna dla bogatych snobów, mniej zamożni skazani są na sieciówkowy syf – na Zachodzie jest to spotęgowane na maksa.

W Polsce dochodzi dosyć napastliwy przekaz gastromaniaków typu Makłowicz i Okrasa. Obydwoje projektują ze zdrową, ogólnie dostępną żywnością, ale jeden będzie reklamował syf z Tesco, a drugi odeśle was na „ryneczek Lidla”, ale człowiek nie jest ubezwłasnowolniony, jednak wybierze najlepsze.

Kto był w Chorwacji i Włoszech i kupował tamtejszy „chleb” (celowo w cudzysłowie), to wie o czym piszę. Chleb pompowany, wyglądający jak placek biszkoptowy i po dobie rozsypujący się jak plażowa babka z piasku. Trzeba za takiego depciucha dać równowartość ośmiu złotych. Z byle jakiej mąki, walący chemią. Jeśli ktoś, gdzieś dopadł lepszy, niech się pochwali.

Następna sprawa – pomidorki. Przecież to kraje ciepłe, pomidory powinny rosnąć niemal wszędzie. Niestety, wszystko opanowały sieciówki i sprzedają pomidora, który smakiem przypomina rozmoczony styropian. Cena około siedmiu złotych za kilogram najtańszych.

Inne „produkty”. Kupiliśmy włoski majonez, bo nam brakło w podróży, a nasza Klara to jest majonezowa dziewczyna i musi mieć go na każdej kanapce. Po przyjeździe smarujemy nim kanapki dla psów (żeby tylko obrońcy zwierząt się do nas nie przyczepili), bo nie da się go normalnie spożytkować. Masło w chorwackiej sieciówce to koszt około dwudziestu złotych. Oczywiście kostka masła tam to 250 gram, ale i tak cena jest wzięta z kosmosu. Włoskie trochę tańsze, ale takie jakieś pergaminowo-przeźroczyste i bez podanego składu.

Można by długo pociągnąć temat bezsmakowych jogurtów, rzadkiej śmietany, jakichś deserów, które smakują, jak słodkie błotko, ale po co?

No i jak się już rozpakowaliśmy w naszym kraju po podróży, przespaliśmy się, odpoczęliśmy, to ruszyliśmy na jarmark w Rabce.

Wpierw zaszliśmy po wspaniały chleb do piekarni GS. Niech Pan Bóg im pobłogosławi za trud ich pracy, za niezmienną od komuny recepturę wypieku. Chleb żytni na naturalnym zakwasie, bułki i pączusie z adwokatem (albo budyniem).

Zanurzyliśmy się na jarmarku w tych cudownie pachnących jarzynach. Pomidory za 3,5 złotego, ziemniaki po 10 zł za worek 15-kilogramowy, buraczki z botwinką po 2 zł za kilogram, dynie, pieczarki, fasolka szparagowa… Mniam!!! Potem ruszyliśmy po owoce. Są już pierwsze, tegoroczne jabłka po 2 zł za kilogram, polskie morele po 4,5 zł za kilogram i tanie nektarynki i brzoskwinie też po 4,5 zł za kilogram.

Na końcu kupiłem szyneczkę, kiełbaskę i salcesonik – wszystko „od chłopa”. A można by jeszcze więcej, bo przecież stoją panie gospodynie z jajkami, serem, śmietaną, oscypkami, bundzem… Czego chcieć więcej?

Nakupiliśmy dwie skrzynki cudownego, polskiego jedzenia za jedyne 150 zł. To była uczta i pierwsze, pozytywne wrażenie po powrocie z tzw. „Zachodu”. Chwilo trwaj!!!

Cudowne, polskie jedzenie…

Autorstwo: Trybeus
Źródło: NEon24.pl

TAGI: , , ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU: Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

4 komentarze

  1. Vici 29.07.2017 11:13

    Ja już 13 lat na świństwach angielskich funkcjonuję. Chociaż dużo tu sklepów Polskich to niestety sprzedają produkty polskich wielkich firm, które niestety są beznadziejne i rozkładają się w lodówce po paru dniach. Polska dobra żywność jest bezcenna i nie dajcie tym wielkokorporacyjnym bandytom zniszczyć drobnych producentów- Żywność to Polski skarb.

  2. ludziedobrejroboty.pl 29.07.2017 15:05

    Osobnik – ja
    Waga – stała od wieków (wahania 2 – 3 kg)
    Po czteromiesięcznym pobycie w Szwajcarii (Montreaux) i ‚tuczeniu’ na tamtejszej stołówce – znaczny przybór wagi, wystający brzuch (chyba pierwszy raz w ciągu mojego życia, nie licząc miesięcznego pobytu na Lazurowym Wybrzeżu kilka lat temu), grube łuda i wielka d*pa.
    Reasumując, nie mogłem ‚wejśc’ w spodnie (a nogi w nogawki), które przed wyjazdem musiały byc wspomagane paskiem (żeby nie było, nie przeżerałem się, wręcz odczuwałem pewne braki)

  3. PanOdkrywca 29.07.2017 17:34

    Nie mam pojęcia, gdzie był Autor i w jakich miejscach robił zakupy… i co z czym porównuje.

    Ja dziś w nocy wróciłem z kilkudniowego wyjazdu do Chorwacji i mam dokumentnie inne wrażenie.

    Bo tak, jak ceny są dla standardowego Polaka z kosmosu*, tak zakupy na Green Market w Puli to przyjemność, której każdemu życzę. Coś, co kiedyś działało w Polsce i zostało administracyjnie zniszczone. Owoce od miejscowych rolników, sery z kooperatyw, miód czy rakija z małych rodzinnych interesów. I to owoce, które pachną, które można w nieskończoność jeść i ciągle mało.

    Podobnie, jak z pieczywem- jeśli się kupuje np burki w sieciowych „piekarniach”, takich jak „Brioszka”, to fakt- są smaczne przez pierwszą godzinę. Ale to syf dla turystów. Pieczywo kupowane w malutkich, ukrytych na przedmieściach rodzinnych piekarniach to znów przyjemność i jedzenie bułek czy chleba bez masła czy dodatkowych „atrakcji”.

    * np mleko w kartonie, kupowane w Lidlu, kosztuje w przeliczeniu dobrze ponad 5 złotych, czy wędlina, również z Lidla kosztuje prawie dwa razy tyle, nie mówiąc o np serach czy nabiale

    PS Nawet tego Lidla nie ma co porównywać- wybór wszystkiego dużo większy, nie mówiąc o artykułach celowanych w tamtego nabywcę. Widział ktoś w „naszym” Lidlu kilka rodzajów puszek z sardynkami, kilkanaście rodzajów octu, czy dżemów.
    Specjalnie sobie do Polski, żeby znajomym pokazać, chorwacką gazetkę reklamową przywiozłem :-)

  4. janpol 31.07.2017 01:47

    No i o to m.in. toczy się walka z US-manami i ich sposobem produkcji żywności (w tym z tym całym TPP, TTIP itp.), sposobem handlu i rozwiązywania ew. problemów (głównie zgodnie z durnowatym ( a TAK!!!) US – prawem i przez „US – lajerów”). Chodzi o to abyśmy „żarli” to „przemysłowe g…no” i stracili samowystarczalność (np. tu Polski w wytwarzaniu żywności i to dobrej jakości).

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.