COVID-19 kaleczy moje człowieczeństwo

Opublikowano: 10.09.2021 | Kategorie: Publicystyka, Społeczeństwo, Zdrowie

Liczba wyświetleń: 1976

OD ADMINISTRATORA „WOLNYCH MEDIÓW”: Poniższy artykuł napisał maseczkowiec, który narzeka na osoby nie stosujące się do nakazów sanitarnych rządu i niechętne szczepieniom na koronawirusa. Wybitnie nie zgadzam się z jego poglądami, gdyż uważam maseczki za szkodliwe dla zdrowia, podobnie jak eksperymentalne preparaty genetyczne, które nie gwarantują zdrowia, ale przedstawiam je w ramach wolności słowa, by pokazać sposób myślenia takich osób i zainicjować dyskusję. Uważam, że jest ciekawy, bo pokazuje, że maseczkowcom nie chodzi o zdrowie, tylko o posłuszeństwo.

No, może z tym okaleczeniem to trochę przesada, lecz przecież coś jednak jest na rzeczy. Po półtora roku (od marca 2020) trwania stanu pandemii (epidemii) koronawirusa COVID-19 moje człowieczeństwo uległo pewnej degradacji. Spróbuję to opisać z indywidualnego punktu widzenia, co podkreślam mocno, by nie być posądzonym o uogólnianie indywidualnego doświadczenia, a już w szczególności indywidualnych odczuć. Jednak na obraz czasów pandemii złożą się tysiące zapisanych relacji, wspomnień, świadectw. Niech dołączy do nich i to.

Przez cały niemal rok 2020 nosiłem maski bez większego oporu i nawet z nieszczególnie silnym poczuciem dyskomfortu, ale od pewnego czasu, którego nie potrafię dokładnie określić, zacząłem się denerwować w sytuacjach, w których zmuszony byłem stykać się, w przestrzeni zamkniętej, z osobami nie noszącymi masek. Dotyczy to głównie dwóch zasadniczych przestrzeni, obecności w których nie sposób od czasu do czasu uniknąć. Mam na myśli przestrzenie handlowe (sklepy spożywcze, markety), komunikację – miejską i dalekobieżną oraz banki i może od czasu do czasu, niestety, jakieś urzędy. Wizyty w przestrzeniach zamkniętych, takich jak kina, teatry, księgarnie odpuściłem sobie dokumentnie także po tym, gdy zostały otwarte, bo obecność w nich nie jest – przykro mi czynić tę uwagę – bezwzględnie konieczna. Nikt nie może mnie posądzić o to, że lekceważę kulturę – jestem właścicielem wielu setek książek, mnóstwa kaset z filmami i spektaklami teatralnymi, mam telewizor i internet, więc mogę z kultury korzystać do woli, ale produktów żywnościowych nie sprokuruję sobie samodzielnie, przemieścić się z miejsca na miejsce od czasu do czasu muszę (a auta osobistego posiadać nie chcę z lęku przed szaleństwem polskich – pożal się boże – kierowców), a z bankowości internetowej nie korzystam,również z lęku, więc do banku muszę od czasu do czasu się wybrać.

Kiedy więc w owe miejsca się udaję i widzę osoby nie stosujące się do obowiązku noszenia maski, trafia mnie szlag i budzą się we mnie instynkty krwiożercze. I przyznam szczerze, że to nie strach przed zakażeniem mną powoduje, lecz wściekłość i upokorzenie wywołane tym, że wielu innych nie stosuje się do przepisów, podczas gdy ja w sposób zdyscyplinowany je respektuję. Do irytacji skierowanej ku innym, nieomaskowanym (przypominam, że mam na myśli przestrzenie zamknięte) dołącza się irytacja nakierowana na obsługę (sprzedawców, konduktorów, kierowców, urzędników, etc.), która nie dyscyplinuje klientów czy pasażerów. Przez półtora roku obostrzeń sanitarnych ani razu, powtarzam, ani razu nie miałem okazji być świadkiem takiego dyscyplinowania, a to o czymś mówi. Trzecia warstwa agresji jest autoagresją, to znaczy nakierowana jest na mnie samego. Jestem na siebie zły, że jestem frajerem i respektuję przepisy płacąc za to dyskomfortem, podczas gdy wielu innych ma to w dupie. Ta synergicznie wzmocniona złość kumuluje się w szewską pasję, białą gorączkę, cichą furię.

Jest jeszcze gorzej. Moja złość, irytacja, złość, furia, upokorzenie nie pojawiają się wyłącznie w momencie wejścia do takiego przybytku i w czasie przebywania w nim (n.p. czynienia zakupów czy podczas podróży), ale dużo wcześniej, w przewidywaniu takiej sytuacji, gdy decyduję się na wyjście z domu w celu udania się do sklepu czy w podróży. Moja wściekłość jest więc antycypowana, czuję ją już wtedy, gdy zbliżam się do sklepu, banku lub czekam na autobus na przystanku bądź na pociąg na peronie, a niejednokrotnie dużo wcześniej, gdy dopiero planuję tego rodzaju aktywność. Bo wiem, że niezawodnie natknę się na osoby, które nie noszą masek, a znajdują się niedaleko ode mnie. Tym samym banalne, pospolite, zazwyczaj emocjonalnie obojętne, choć czasem przynoszące odrobinę przyjemności czynności dokonywania zakupów lub odbywania podróży stały się źródłem psychicznej udręki i to rozlanej w czasie. Innymi słowy żyję w stanie nieustannego wkurwienia.

Ktoś może powiedzieć, że stres związany z życiem społecznym to nic nadzwyczajnego i zawsze człowiekowi towarzyszy w życiu codziennym i niecodziennym. Wychodząc z domu, robiąc zakupy, korzystając z komunikacji, idąc do kina czy teatru etc. zawsze narażamy się na ryzyko doznania jakiejś przykrości ze strony innych. To prawda, ale czymś innym jest potencjalne ryzyko zaistnienia takiej sytuacji, statystycznie rzadko występujące, a czym innym stres, który wiąże się z pewnością, że natkniemy się na okoliczności wprowadzające nas we frustrację, irytację, dyskomfort, gdy mamy – praktycznie – stuprocentową pewność (o czym przekonuje nas empiria codzienna) narażenia się na przykrość.

Wspomniałem o unikaniu wizyt w kinie czy teatrze. Bardzo chętnie bym się tam wybrał (ostatnio byłem w kinie w lutym 2020 roku na filmie Quentina Tarantino „Pewnego razu w Hollywood”, w teatrze jeszcze wcześniej, nie pamiętam na jakim przedstawieniu). Jednak, choć kina zostały udostępnione publiczności, nie zdecydowałem się tam wybrać. W wyobraźni widzę bowiem taką sekwencję zdarzeń. Jadę do kina tramwajem lub autobusem, zirytowany tym, że część pasażerów, częściej młodych niż starszych, nie ma na twarzy masek. Wchodzę do kinowego hallu z kasami biletowymi. Sala wypełniona jest przybyłymi, którzy w większości przypadków także nie ma na twarzy masek, względnie mają je pod nosem lub co gorsza pod podbródkiem, co jest przecież równoznaczne z nienoszeniem maski. Nabywam bilet i mieszam się w nieomaskowaną w większości publicznością. Na kilka minut przed rozpoczęciem seansu bileter zaczyna wpuszczać na salę kinową. Są dwa możliwe warianty takiej sytuacji. Jeśli posiadacze biletów na seans zorientują się, że bileter (bileterzy) nie reagują na brak masek u osób wręczających im bilety do kontroli, sami też nie nakładają maski (nawet jeśli je mają).

Nie jest jednak lepiej także w sytuacji, gdy bileter (bileterzy) przypominają o obowiązku noszenia masek, względnie nie wpuszczają do sali widzów nieomaskowanych. W takiej sytuacji, widzowie z biletami zakrywają twarz (często bez zakrycia nosa) maską na sam moment kontroli. Gdy jednak widzowie wejdą na salę, po grze pozorów zacznie się ogólne zdejmowanie masek, a gdy zgaśnie światło raczej nie dojrzy się osoby, która zachowałaby maskę na twarzy. Jestem pewien, że tak przebiegałaby moja wizyta w kinie, więc rezygnuję i jestem zły zaocznie na widzów-bezmaskowców, na bierność obsługi i na siebie samego, za upokorzenie wywołane rezygnacją (kapitulacja) z przyjemności obejrzenia filmu z powodu lekceważącej postawy ze strony innych. Takie oto mechanizmy, których analizę można by tu długo kontynuować, sprawiają, że towarzyszy mi permanentny stan irytacji, nienawiści i pogardy dla innych i dla siebie samego. Nienawidzę społeczeństwa, którego jestem częścią, nienawidzę siebie i sobą też pogardzam, a to przecież uczucia złe, szkodliwe dla innych i dla własnego samopoczucia i zdrowia, nie tylko psychicznego.

W ten oto sposób, choć nie zaraziłem się koronawirusem, nie zachorowałem na COVID-19 (a przynajmniej nie miałem żadnych powszechnie znanych tego objawów), jestem zaszczepiony podwójną dawką Astrazeneki, żyję w bezustannym stanie irytacji, stresu, złości, nienawiści, pogardy i autopogardy. A przecież nikogo nie muszę przekonywać, że takie życie, to udręka, która sprawia, że wszystkiego, lub prawie wszystkiego, się odechciewa. Ktoś może doradzać: wyluzuj, nie myśl o innych, olej bezmaskowców, nie bij się z koniem, sam noś maskę, a z resztą daj sobie spokój, świata nie zmienisz.

Może to i dobra, rozsądna rada, tyle że mój charakter i temperament nie pozwala mi się do niej zastosować. Nie potrafię machnąć ręką i spuścić uszy po sobie kiedy otaczający mnie zewsząd, na każdym kroku bezmaskowcy mówią do mnie bezgłośnie: „Nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi”.

Analogiczny proces wewnętrzny przechodzę w odniesieniu do niezaszczepionych. Wtedy zaczynam też odczuwać, że cała ludzka kultura, tak mi bliska, jest tak krucha, że można ją o dupę potłuc. A walczyć z tymi objawami ludzkiej głupoty nie sposób, bo to walka z wiatrakami, donkiszoteria. I wtedy odzywa się we mnie bestia, zwierzęca natura i podpowiada mi najgorsze myśli.

Tak oto uległo degeneracji moje (i bez tego nie nadmiernie wygórowane) człowieczeństwo. Afera epidemiczna pogorszyła generalnie nasze człowieczeństwo. Homo sum … i co z tego wynika?

Autorstwo: Krzysztof Lubczyński
Źródło: Trybuna.info


TAGI: , ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

11 komentarzy

  1. Jack Ravenno 10.09.2021 14:07

    Z głupcami się nie dyskutuje.

    Czy las powstrzyma grzybiarza?
    Tak samo kawałek włóknistej szmaty zatrzyma wirusa.
    Mam gdzieś debilizm tego typa. Niech z tej nienawiści zdycha. Może dzięki temu kilkoro normalnych ludzi odetchnie w końcu bez stresu.

    Gamoń!

  2. j3w 10.09.2021 16:26

    Ohh autor tego tekstu równie dobrze, mógłby być człowiekiem nie lubiącym chodzić w masce i napisać taki tekst z tej perspektywy modyfikując go w kilku miejscach. Byłby takim samym pieniarzem tylko z przeciwnym przekazem.

    Przy czym powątpiewam we wniosek zawarty w ostatnim paragrafie, jakoby akurat takie doznania miały wpływ na człowieczeństwo autora 😉

  3. akami 10.09.2021 18:22

    śmieszne, z powodu zwykłej grypy, typu a , b i c dezorganizuje się ludziom życie. Grypa jak była tak jest, tylko obecnie nazywa sie to cozwidem19. Niesamowite jest to, że 99% ludzi nosi szmatki na buziach bezrefleksyjnie. NIe wiedzą, nie maja takiej potrzeby aby wiedzieć, że te szmateczki, czy maseczki, aby zabrzmiało powazniej to tylko kawałek materiału, nic więcej. Jeśli ktos naprawde sądzi, że ten kawałek materiału cos poradzi. OK. Ludzie robią różne rzeczy. np smarują sie bobrzym sadłem. Jesli ma to pomóc psychicznie wyjśc z choroby, ok. Ale niech naprawde nikt nie dyskutuje z faktami. A one sa porażające. Po pierwsze nikt, żaden zespół naukowców nie wyizolował wirusa, który ponoc jest najbardziej groxnym na swiecie. Dlaczego? Pomimo nagrody miliona dolarów? Nikomu sie nie udała ta sztuka. Ostatni zespół, który to zrobił, z 1500 próbek wyizolował w 99% wirusa grypy, typu, a, b i c. Czyli jednak. Cozwid19 to jednak genialny produkt medialny. Wytwór wirtualny. Podmieniony pod grypę. Może to własnie tłumaczy brak grypy w ststystykach zachorowań i śmiertelności. I dokładną zbieżność statystyczną. Cozwid19 zaczyna się dokładnie z poczatkiem sezonu grypowego. Ilośc zgonów dokładnie odpowiada statystykom grypy. Aktualnie ilośc zgonów jest wyższa. Ale to wynika z braku funkcjonowania służby zdrowia oraz z preparatów, które de facto pogarszaja ludziom naturalna odporność. Powodują choroby zakrzepowe, auto immunologiczne. Każdy wyszczep to kolejna osoba roznosząca przez określony czas zarazki grypy. Tak się nnakręca kolejne fale. Mi jest wstyd za ludzkość. Okazało się, że ludzie naprawdę inteligentni, mądrzy życiowo, to około 30%. Pozostali z różnych wzgledów reagują histerycznie na dowody, które wskazują, że dali się oszukac isa zwodzeni za nos jak dzieci we mgle. Jeszcze nie jest za późno. Jedna, dwie dawki, da sie to jeszcze odrobic. Gorzej, gdy niektórzy pójda w to dalej bezrefleksyjnie. Kolejne dawki, to kolejne stopniowe degradowanie naturalnej odporności organizmu. Czyli rzeczywiście. Ostatnia prosta. Zresztą te srodowiska, któe za tym stoja, one uwielbiają symbolike. Dwuznacznośc, ukryte znaczenia i maja diabelskie poczucie humoru. Po prostu rycza ze smiechu widząc jaką mają władze nad swoimi marionetkami. Większośc zakleszczonych to ofiary mediów głównego nurtu. Osoby, które nie maja aż takien naturalnej wrodzonej ciekawosci aby poszukiwac informacji z każdej strony i dopiero po maksymalnym researchu wyciągac wnioski i podejmować działania. Prośba. Nie reagujcie nerwowo. Możecie jeszcze z tego wyjśc. Wystarczy pokusic sie o wysiłek i zacząć czytać obiektywne opinie, poparte faktami, nie propagandą.

  4. Szwęda 10.09.2021 18:34

    A swoją drogą ciekawe dlaczego nie sfabrykowano jeszcze wyizolowania coronowirusa, przecież już tak wiele na świecie zbudowano – i wciąż trwa ta robota – gigantycznych “budowli” opartych na kłamstwie?!

  5. Szwęda 10.09.2021 18:54

    Biedny, biedny człowiek…

  6. Komzar 10.09.2021 21:10

    Fajnie opisane. Dobrze widać do czego doprowadza strach. To rodzaj pułapki, bankowości internetowej się boi, ale i do banków się boi no i lipa. Szach Mat.

  7. cacor 10.09.2021 22:31

    Cóż zrobić, współczuć człowiekowi braku rozumu. Najgorsze, że człowiek ów jest zły na innych, za to, że myślą samodzielnie, a tylko on potulnie wykonuje rozkazy…
    Z drugiej strony muszę pochwalić zachowanie jegomościa – boi się “zarazy” to nie wychodzi do tłumu – tutaj ma rację, niech lepiej siedzi w domu, a reszta niech normalnie żyje.

  8. agama 11.09.2021 13:29

    Ale brak maseczek u sanepidowców, policjantów czy polityków nie wzbudza takich negatywnych emocji? Poza tym wirus przedostaje się też przez oczy, więc same maseczki to najwyżej placebo i symbol bezrefleksyjnego zowczenia jak u fanatyków religijnych

  9. Irfy 11.09.2021 15:35

    To nie jest artykuł o “maseczkach”, tylko o wierze/religii oraz tolerancji. Autor listu uwierzył, wiarą prawdziwą, niezłomną i głęboką, że noszenie szmatki na twarzy “ochroni go przed złem”. W tym wypadku zdefiniowanym jako wirus Grypy 19. I teraz z pełnym przekonaniem narzeka i pomstuje na “niewiernych”.

    Na takiej samej zasadzie afgański talib biada, że kobiety, które nie poruszają się w worach na kartofle z dziurami na oczy doprowadzą do zagłady świata. Te same przesłanki kierowały ludźmi palącymi na stosach “czarownice”. Problem pojawia się w chwili, kiedy taki “maseczkowiec”, talib albo chrześcijański fanatyk zaczyna swoją wiarę szerzyć w postaci wymuszonych rządowych nakazów albo za pomocą karabinu maszynowego i pałki.

    Dopóki więc fan maseczek czuje “zdehumanizowany absmak”, to mieści się w społecznej normie. Bo tak to już jest. Jedni czują irytację na widok dwóch obściskujących się panów, inni na widok ludzi “bez maseczek” a jeszcze inni, w tym ja – na widok ludzi, którzy w tych szmatach chodzą. Niebezpiecznie robi się jednak w momencie, kiedy takie chodzenie albo niechodzenie staje się obowiązkowe. A “maseczkowcowi” polecam więcej tolerancji. I cierpliwości. Przyda mu się, szczególnie, jeśli przejdzie do czynów i zacznie ludzi nagabywać. Na przykład ode mnie tacy nagabywacze słyszą pytanie, czy przed piąchą w twarz też chroni?

  10. Norgebeet 11.09.2021 15:57

    Strach, to jedyne uczucie, które opanowało autora tekstu. Wyłącz telewizor na tydzień a zobaczysz, że pandemia zniknie. Maseczki mają ją właśnie przypominać.

  11. noone 12.09.2021 09:13

    Nie należy znęcać się nad osobami słabszymi. Autor mógł być w jakiś sposób zmanipulowany, otępiony, jest osobą bardzo młodą lub starszą (unika bankowości internetowej), uległ propagandzie – psychozie strachu lub ma po prostu paranoję.
    Jednak większość osób zaszczepionych które znam to są osoby dosadnie mówiąc głupie. Głupie również w codziennym życiu – w tym co mówią i robią. Idą z tłumem ulegając tej zbiorowej halucynacji ślepo wierząc że gospodarz chce dla nich dobrze a tak naprawdę zabiera je do “chatki obok pieńka”.
    Autor niedługo będzie mógł się spełnić – jako zasłużony w walce z covid-19 dostanie zapewne jakieś narzędzie przymusu i tak jak dawniej ormo będzie mógł kultywować tradycje swoich przodków robiąc “ścieżki zdrowia” dla wszystkich krnąbrnych.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.