CORONA – najnowocześniejszy system wywiadowczy zimnej wojny

Opublikowano: 05.11.2021 | Kategorie: Historia, Nauka i technika, Polityka, Publicystyka

Liczba wyświetleń: 1429

Rosnące napięcia na linii USA–ZSRR sprawiły, że lata 50. XX wieku były jednym z „najgorętszych” okresów zimnej wojny. Wówczas doszło też do przełomu w technologii wywiadowczej, którego częścią były szpiegowskie satelity programu CORONA. Dlaczego powstały? Jak działały?

Do powstania satelitów szpiegowskich, w dużej mierze przyczynił się gwałtowny, zimnowojenny rozwój technologii kosmicznych, którymi zainteresowały się supermocarstwa. Nowoczesne rozwiązania w tym zakresie były bardzo pożądane, z uwagi na możliwość wykorzystania ich do prowadzenia badań naukowych, działalności wywiadowczej, ale także do zyskania przewagi na wrogiem w przypadku ewentualnego konfliktu. Za początek rywalizacji między USA a ZSRR na tym polu można uznać datę 4 października 1957 r., wtedy to Związek Radziecki wystrzelił Sputnika I – pierwszego sztucznego satelitę. Wydarzenie to zaskoczyło Amerykanów, którzy zaczęli uważać, że wrogie mocarstwo zdobyło nad nimi technologiczną przewagę. Prezydent Eisenhower w odpowiedzi na sowieckie sukcesy podpisał 29 lipca 1958 roku National Aeronautics and Space Act. Jednym z zapisów tej ustawy było utworzenie cywilnej agencji kosmicznej – NASA (National Aeronautics and Space Administration).

Missile gap

Wspomniany wcześniej Sputnik I został wyniesiony w przestrzeń kosmiczną przez nowoczesną międzykontynentalną rakietę balistyczną SS-60. Udany test tej rakiety odbył się zaledwie trzy miesiące przed wyniesieniem satelity. Z tego powodu amerykański rząd zaczął obawiać się niespodziewanego uderzenia na ważne obiekty ze strony ZSRR oraz jego szybko rosnącego arsenału urządzeń zdolnych do przenoszenia głowic jądrowych. Obawy te podzielała komisja powołana przez prezydenta Eisenhowera pod przewodnictwem Horacego Rowana Gaithera, zajmująca się wykreowaniem strategii mającej przygotować USA na wypadek ataku nuklearnego. Jej tajny raport (raport Gaithera) został opisany przez „The Washington Post” następującymi słowami: „[Raport] przedstawia naród poruszający się w przerażającym kierunku do statusu drugorzędnej siły. Przedstawia Amerykę jako wrażliwą na niemal natychmiastowy atak ze strony najeżonego rakietami Związku Radzieckiego. Wskazuje na długoterminowe zagrożenie katastrofą w konfrontacji z rosnącą militarną potęgą ZSRR” (Chalmers Roberts, tłum. M. K.).

Przekonanie o znacznej sowieckiej przewadze w liczbie rakiet sprawiło, że zaczęto mówić o tzw. luce rakietowej.

Pod przykrywką

Choć amerykańskie służby wywiadowcze nadały swojemu nowemu projektowi kryptonim „CORONA”, to oficjalnie kolejne starty w jego ramach nosiły nazwę „Discoverer” (Odkrywca), żeby ukryć prawdziwe cele programu. Władze informowały, że satelity będą wykorzystywane w celach naukowych, a General Electric we współpracy z uczelniami sił lotniczych zaprojektowało system podtrzymywania życia zwany mouse house lub monkey mansion, żeby jeszcze bardziej uwiarygodnić naukowość misji.

Działania zmierzające do zakamuflowania tego szpiegowskiego programu nie były zbyt udane, zwłaszcza że starty odbywały się z terenu Bazy Sił Powietrznych Vandenberg (obecnie Baza Sił Kosmicznych Vandenberg) w stanie Kalifornia. Jej położenie sprawiało, że podążając pobliską autostradą lub płynąc niedaleko oceanicznego wybrzeża, można było z łatwością zauważyć kierunek lotu rakiety. Do celów naukowych wystrzeliwano słabsze rakiety w kierunku wschodnim, co pozwalało wykorzystać ruch obrotowy Ziemi. Z kolei do wykonywania zdjęć dużych połaci terenu, korzystniej jest skierować pojazd kosmiczny w kierunku południowym (do realizacji tego celu wykorzystywano z kolei rakiety o większej mocy).

Geneza i założenia Projektu CORONA

Wspomniana wcześniej luka sprawiła, że wywiad USA poszukiwał jak najwydajniejszych oraz najbezpieczniejszych sposobów na pozyskiwanie ważnych informacji o działaniach ZSRR. Początkowo korzystano z balonów i szybowców wyposażonych w aparaty szpiegowskie, jednakże były one mocno uzależnione od wiatru i stosunkowo łatwe do zestrzelenia. 4 lipca 1956 roku do służby wszedł samolot szpiegowski Lockheed Martin U2 „Dragon Lady”, który latał na wysokości nieosiągalnej dla sowieckich myśliwców i systemów obrony przeciwlotniczej. Pomimo tego, że U2 mógł bez przeszkód wykonywać zdjęcia obiektów strategicznych, dowództwo zdawało sobie sprawę, że ZSRR po pewnym czasie zmodernizuje swoje siły i wywiadowi potrzebny będzie zupełnie nowy system. Poza tym zawsze mógł się wydarzyć niespodziewany incydent, którego skutkiem mogła być utrata samolotu na terytorium wroga.

Projekt Corona został autoryzowany przez Eisenhowera w lutym 1958 roku. W ciągu 11 miesięcy od podpisania umowy, miał odbyć się pierwszy start w ramach programu. Tak krótki okres przeznaczony na budowę satelity wynikał z nacisków ówczesnej administracji, która chciała jak najszybciej uzyskać dane o faktycznej liczebności sowieckich sił nuklearnych. Twórcom udało się dotrzymać harmonogramu, gdyż zespół składał się z wysokiej klasy specjalistów (pracujących dla General Electric i Lockheed Martina) i otrzymał duże środki finansowe. Dodatkową motywacją uczestników tego przedsięwzięcia był prestiż projektu, który miał przygotować ojczyznę na ewentualny atak obcego mocarstwa.

System Corona składał się z: rakiety wynoszącej Thor, pojazdu Agena oraz SRV (Satellite Recovery Vehicle). Rakieta Thor powstała jako IRBM (Intermediate Range Ballistic Missile), czyli rakieta średniego zasięgu, ale z uwagi na nieprzychylne opinie wśród wojsk rakietowych, postanowiono wykorzystać ją w celu wyniesienia Ageny na niską orbitę ziemską (poniżej 1000 km nad Ziemią). Pojazd Agena wyposażono w kamery z trójosiową stabilizacją, napęd umożliwiający korygowanie wysokości oraz urządzenie dostarczające film na Ziemię (SVR). SVR było wystrzeliwane, gdy Agena ustawiała się pionowo w stronę Ziemi. Po wejściu w ziemską atmosferę otwierał się spadochron, a pojemnik był przechwytywany przez zmodyfikowany samolot Fairchild C-119 lub, w przypadku niepowodzenia, przez marynarkę wojenną. Początkowo planowano wysyłanie fotografii drogą radiową do centrali wywiadowczej, jednak z uwagi na trudności techniczne porzucono ten pomysł.

Bezpośrednio po przechwyceniu, zdjęcia były przesyłane do nowojorskiego oddziału firmy Eastman Kodak, która zajmowała się ich przetwarzaniem. Po obróbce trafiały do National Photographic Interpretation Center (NPIC), gdzie specjaliści analizowali i interpretowali to, co zostało utrwalone na filmie przez najnowocześniejsze aparaty tamtego okresu.

CORONA: trudne początki i wielki rozwój

Od stycznia 1959 roku do czerwca 1960 roku odbyło się 12 startów Corony, lecz wszystkie zakończyły się niepowodzeniem. Budziło to coraz większe wątpliwości, nawet u prezydenta Eisenhowera, wielkiego zwolennika tego przedsięwzięcia. Jednakże zestrzelenie samolotu U2 oraz pojmanie jego pilota Gary’ego Powersa przez Związek Radziecki w maju 1960 roku sprawiło, że Amerykanie, pomimo awarii i rosnących kosztów, chcieli szybko skonstruować samolot, mogący bezpiecznie poruszać się w przestrzeni powietrznej nad terenem kontrolowanym przez siły wroga. Pierwszym obiecującym startem okazał się ten z numerem „13”, podczas którego pusty pojemnik SVR zdołał wrócić na Ziemię. Co prawda nie wszystko zostało odpowiednio dopracowane, gdyż kapsuła nie została przechwycona w powietrzu przez załogę samolotu C-119 „Pelican 1”, a wpadła do Pacyfiku. Dopiero Corona/Discoverer „14” okazała się pierwszą udaną misją, podczas której urządzenie wykonało zdjęcia i zdołało wysłać SVR z filmem bezpiecznie na Ziemię. W tym przypadku załoga C-119 „Pelican 9” zdołała złapać kapsułę w powietrzu za pomocą specjalnych haków.

Pomimo licznych zalet system CORONA miał jedną, istotną wadę – przekazywał zdjęcia ze znacznym opóźnieniem, w porównaniu do słynnego U2. Dlatego następca Eisenhowera, prezydent John Fitzgerald Kennedy, podczas kryzysu kubańskiego przywrócił szpiegowskie samoloty do służby, co miało umożliwić lepszą obserwację działań kubańskiego reżimu. Warto jednak pamiętać, że także system CORONA przyczynił się do rozwiązania tej kryzysowej sytuacji. Wykonane wcześniej zdjęcia kompleksów rakietowych znajdujących się na terenie ZSRR, były doskonałym materiałem szkoleniowym dla wywiadu i ułatwiły wykrycie elementów podobnych instalacji na wyspie rządzonej przez Fidela Castro.

W latach 1959-1972 w ramach projektu CORONA odbyło się 145 startów, a 105 misji zakończyło się sukcesem. Satelity wykonały 800 tys. zdjęć, z czego większość obejmowała zasięgiem Związek Radziecki i strefę jego wpływów (m.in. wszystkie bazy rakiet międzykontynentalnych). Satelity były ciągle rozwijane, a każda następna generacja dysponowała aparatami o wyższej rozdzielczości i szczegółowości zdjęć, dzięki czemu CIA mogło pozyskiwać coraz dokładniejsze informacje o działaniach nieprzyjaciół.

Napięty harmonogram prac, liczne usterki czy znacznie przekroczony budżet nie powstrzymały amerykańskich inżynierów przed ukończeniem programu. Był to ponadczasowy projekt, który całkowicie odmienił działania wywiadowcze i położył podwaliny pod współczesne systemy satelitarne, które towarzyszą nam praktycznie każdego dnia.

Autorstwo: Michał Kłodziński
Źródło: Histmag.org
Licencja: CC BY-SA 3.0

Bibliografia

1. Chalmers Roberts, „Enormous Arms Outlay Is Held Vital to Survival”, „The Washington Post”, December 20, 1957.

2. Fernandes Pedro, „The role of Intelligence during the Cold War”.

3. Ingard Clausen, Edward A. Miller (red.), „Intelligence Revolution 1960: Retrieving the Corona imagery that helped win the Cold War”, Center for the Study of National Reconnaissance, Chantilly, Virginia 2012.

4. „Satellite Reconnaissance: Secret Eyes in Space”.

5. „The birth of NASA”.

6. Thielmann Greg, „The Missile Gap Myth and its Progeny”.


TAGI: , , , ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

2 komentarze

  1. pikpok 05.11.2021 22:13

    Obecnie jesteśmy okrutnie ,, grillowani”. Jesteśmy jak te gotowane żaby.
    Starlink i HAARP.
    https://www.wojsko-polskie.pl/awl/u/df/26/df267913-af99-4412-9f32-132a57a6ad65/9kotasinska.pdf

  2. pikpok 06.11.2021 16:53

    Corona virus?
    https://www.ninds.nih.gov/News-Events/News-and-Press-Releases/Press-Releases/NIH-study-uncovers-blood-vessel-damage-in-COVID-19-patients
    Byliśmy kompletnie zaskoczeni. Początkowo spodziewaliśmy się, że zobaczymy uszkodzenia spowodowane brakiem tlenu. Zamiast tego widzieliśmy wieloogniskowe obszary uszkodzeń, które zwykle są związane z udarami i chorobami neurozapalnymi” – powiedział dr Nath.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.