Cena redefinicji i prawne skutki rezolucji ONZ

Opublikowano: 08.01.2023 | Kategorie: Polityka, Prawo, Publicystyka, Publikacje WM, Społeczeństwo

Liczba wyświetleń: 2476

Od zakończenia II wojny upłynął szmat czasu. Zdawało się, że wszyscy potępili i odżegnali się od stosowania okupacji cudzego terytorium i nieludzkiego traktowania ludów podbitych. Okazuje się, że przypisujący sobie status najbardziej poszkodowanych przyjęli na siebie rolę sprawiedliwych, upoważniając się zarazem do wiernego naśladowania napiętnowanych wzorców. W ten sposób za grzechy dziadka Hansa, czy Benito odpowiedzialni są współcześni Bogu ducha winni — Jurgen, Bronek, Sasza, Ali, Peter.

Głosowanie Zgromadzenia Ogólnego ONZ nad wydaniem opinii przez Trybunał Międzynarodowy w 2004 roku dotyczące nielegalnego charakteru wznoszenia przez Izrael muru oddzielającego przyniosło wygraną Palestyńczyków. Kolejne głosowanie z końca 2022 r. zmierzające do uzyskania oceny prawnej skutków okupacji terenów palestyńskich powtarza ten sukces. Wyroki wydawane przez Trybunał Międzynarodowy są w zasadzie zwycięstwem moralnym, gdyż nie ma on mocy sprawczej. Tłumaczy to nonszalancką postawę Izraela; jego przedstawiciel z jednej strony bagatelizuje znaczenie werdyktu, z drugiej stara się wpływać na przedstawicieli pozostałych państw, by nie szkodziły jego reputacji, głosując „za”, albo przynajmniej wstrzymywały się od głosu.

Rzecznik Hamasu Hazem Qassem skomentował opinię Trybunału sceptycznie: „Rezolucja jest jedną z serii decyzji instytucji międzynarodowych dotyczących spraw Palestyńczyków. Żaden z problemów nie został dzięki nim rozwiązany. Rzecz w tym, że jak długo Stany Zjednoczone będą partnerem Izraela, a Waszyngton będzie osłaniać okupację, znaczenie wszystkich rezolucji będzie na miarę wartości atramentu i papieru”. Izraelski polityk i deputowany Knesetu Victor Liberman wyraził swoje zdanie na Twitterze: „Przegłosowano nikczemną decyzję, która dowodzi, że w tej chwili Izrael nie może mieć zaufania do instytucji międzynarodowych. Przegłosowana decyzja jest przejawem niesprawiedliwości i hipokryzji”.

O tym, co jest istotą wygranej Palestyńczyków, debatują za pośrednictwem telewizji Al Jazeera: adwokat Daniel Seidemann z Jerozolimy, Nour Odeh – publicystka z Ramallah, Bill Law – konsultant, wydawca i dyrektor „The Gulf Matters” z Londynu.

DANIEL SEIDEMANN: Izrael jest zaniepokojony, ponieważ większość społeczeństwa tkwi w stanie głębokiego przekonania o bezzasadności zarzutu samej okupacji. Rządzimy na terytorium Palestyńczyków wbrew ich woli. Okupacja nabrała charakteru przerzutów. Tymczasem my zaprzeczamy, że to zjawisko w ogóle istnieje. Nasz ambasador w ONZ i premier zareagowali oburzeniem w tonie -jak macie czelność nas oskarżać jako państwo okupacyjne. Izraelski Sąd Najwyższy, armia izraelska także mówią, że okupujemy, ale większość urzędników odrzuca fakt okupacji, co dokładnie potwierdza potrzebę istnienia takich rezolucji jak ostatnia. Izrael albo zakończy okupację, albo okupacja stanie się jego końcem. Przesłanie rezolucji ONZ mówi: pora na realizm, pora zakończyć ignorowanie rzeczywistości.

HASHEM AHELBARRA: Po wielu latach braku zainteresowania sprawami Palestyńczyków, ten krok w szerokich kręgach postrzegany jest jako sukces nie tylko dyplomatyczny.

NOUR ODEH: Z jednej strony Palestyńczycy dają dowód wielkiej konsekwencji, obierając drogę odpowiedzialności prawnej, wykorzystują wszelkie dostępne instytucje i narzędzia w systemie, mimo oporów samego systemu. Obnażają rzeczywistość o istnieniu okupacji izraelskiej, co do której Izrael wyczerpał wszelkie cechy definicji okupacji, przekształcił ją w interes kolonialny bez najmniejszego śladu zakończenia procederu na podstawie przepisów prawa międzynarodowego. Sytuacja obnaża stan prawny, stopień jego przestrzegania przez strony zaangażowane, hipokryzję interpretacji przez tak długi czas nakazując konfrontację z rzeczywistością. Widoczne są działania Izraela mające cechy apartheidu. Zdumiewa, że opinie autorytetów odrzucają zarzut o okupacji kolonialnej, posługując się określeniem „osadnictwa”. Dążenie Palestyńczyków zmierza w kierunku przyznania racji zasadzie gry zgodnej z obowiązującymi zasadami albo nieuznawania tychże zasad przez wyłączenie Palestyńczyków jako uprawnionych do korzystania z zapisów. Interpretacja wyprowadziła problem na rozdroża.

HASHEM AHELBARRA: Patrzę na wynik głosowania: 87 „za”, 24 „przeciw” i 53 „wstrzymujących się”. Czy jest to wynik przełomowy oznaczający tworzenie się sentymentu propalestyńskiego?

BILL LAW: Sądzę, że jest to jakiś przełom, aczkolwiek byłbym ostrożny, jak będzie rzutował na dalsze decyzje. Popatrzmy, że wśród wstrzymujących się znalazła się Szwecja, Holandia, Francja. Warto odnotować też Bahrain należący do grupy nakłanianych przez Izrael do respektowania tzw. Porozumienia Abrahama (z 15.09.2020 r.). Wszystkie głosowały za przyjęciem rezolucji, czyli Sudan, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrain, oczywiście Egipt, Jordania i Saudowie. Trzeba pamiętać, że Izrael zainwestował wiele wysiłku w poparcie dla swych autorytarnych ekip rządzących. Ludzie na ulicy w dalszym ciągu popierają Palestyńczyków, co może być źródłem dalszych napięć. Nie budzi zdziwienia postawa Amerykanów i ich wasali, w tym Kanadyjczyków. Furia Izraela wynika stąd, że wynik głosowania był jak żądło pomimo usilnych starań układania się z wieloma państwami dla uzyskania poparcia. Bardzo wymowna jest skala wstrzymujących się od głosowania w zestawieniu ze skrajnie prawicowym charakterem składu gabinetu Netanjahu.

HASHEM AHELBARRA: Jakie mogą wynikać z tego konsekwencje dla Netanjahu będącego szefem takiego rządu?

DANIEL SEIDEMANN: Netanjahu ma zadanie pozyskania tych, którzy rezolucję poparli. Łatwiejsza jest współpraca z tymi, którzy byli jej przeciwni. Netanjahu zaprzecza istnieniu okupacji, zwłaszcza kiedy wziąć pod uwagę jej eskalację. Istnieją przesłanki, że jego rząd jakby nieświadom przejawów okupacji nie wykazuje woli jej zakończenia. Jak na ironię ci, którzy poparli rezolucję, apelując do Trybunału o wydanie opinii, oddają Izraelowi ogromną przysługę, bo zmuszają nas do zmierzenia się z rzeczywistością. Przeciwnicy rezolucji są bliskimi zamożnego wujka chętnie finansującego nasze uzależnienie od okupacji i osadnictwa jak od kokainy. Zamiast tego należałoby wysłać ich wszystkich na leczenie odwykowe i skonfrontować kraj z okupacyjną rzeczywistością, co przyniosłoby rozwiązania dla nas i Palestyńczyków.

HASHEM AHELBARRA: Jaki może być ciąg dalszy?

NOUR ODEH: Ten rząd przyjął aneksję jako oficjalny kierunek polityczny, nie nazywając go ekspansją. Dla Palestyńczyków wydłuża się droga do wolności, co oni doskonale rozumieją. Są świadomi, że państwa przodujące w respektowaniu prawa międzynarodowego długo sprzeciwiały się wdrażaniu tego prawa, a teraz w pełni zdają sobie sprawę z uporu w jego stosowaniu przez Palestyńczyków. Konsekwentnie przyjmując zobowiązania wynikające z prawa międzynarodowego, można powiedzieć, że ludzie na południu będą musieli do niego dostosować się i być rozliczani z działania. Palestyńczycy zostali pod każdym względem wykluczeni z możliwości egzekwowania prawa międzynarodowego. Kiedy Trybunał Międzynarodowy opublikuje swoją opinię potwierdzającą istnienie reżimu kolonialno-osadniczego, co jest w sprzeczności z prawem międzynarodowym, a w związku z tym państwa mają obowiązek podjąć działanie w drodze sankcji, bojkotu, zerwania zwyczajowych więzi z państwem, które praktykuje zasady apartheidu, traktując jak pariasa. Teraz Izrael i wybielający jego czyny sprzymierzeńcy zawęzili sobie pole działania uporczywego zaprzeczania pozbawiania praw Palestyńczyków, popełniania przestępstw w wyniku zajmowania ich ziemi, prześladowań i t.p.

HASHEM AHELBARRA: Bill, przyglądając się temu przypadkowi rozpatrywanemu przez Trybunał Sprawiedliwości, czy może on zakończyć się postępowaniem ugodowym między dwiema stronami, wtedy jedna ze stron odstąpi od roszczeń zgodnie ze wskazaniem Trybunału? Zapowiadając, że mamy do czynienia ze skomplikowaną drogą, czy istnieje szansa na polityczne rozwiązanie, zwłaszcza jeśli chodzi o USA, z uniknięciem potępienia Izraela?

BILL LAW: Sądzę, że ta szczególna sprawa skupia tak szerokie kręgi opinii publicznej świadomej stopnia, w jakim Izrael skolonizował Zachodni Brzeg polityką apartheidu, że Netanjahu gotowy jest poświęcić demokrację na rzecz tej skrajnej agendy. Nie widać, by którakolwiek strona miała ustąpić. Trudna do przewidzenia jest wygrana Demokratów, z kolei powrót Republikanów będzie oznaczał duże poparcie dla Netanjahu. Najbardziej zdumiewające jest uporczywe powtarzanie, że jedyną demokracją na Wschodzie jest Izrael. Jaka to demokracja, w której decyzje Sądu Najwyższego obalane są w Knesecie przez rasistów, przestępców, homofobów najgorszego gatunku, tylko dlatego, żeby ustrzec Netanjahu przed pójściem do więzienia. Jestem przekonany, że dla sojuszników Izraela będzie rzeczą coraz trudniejszą udzielać poparcia tak szkodliwemu reżimowi, jaki zaprowadził Netanjahu. Nadchodzący rok będzie bardzo trudny dla Palestyńczyków, ale wcale nie łatwiejszy dla Izraela. Tyle że teraz pozycja Izraela jest znacznie bardziej osłabiona niż wcześniej, przed głosowaniem.

HASHEM AHELBARRA: Czego można spodziewać się po tak ortodoksyjnym rządzie Izraela, jaki jest teraz?

DANIEL SEIDEMANN: Niczego dobrego. Ten rząd nie ma żadnych wartości ani nie podziela dążeń liberalno-demokratycznych. Lepiej poczekać nieco, może nie będzie tak źle jak się wydaje. Jesteśmy w okresie wielkiej niewiadomej, przygotowujemy się do nowej normalności. Za nami czas, kiedy agresywnie głoszono apologię okupacji. Pora zastanowić się jak naszemu społeczeństwu przedstawić niebezpieczeństwa ustawicznej okupacji. Nie chodzi wyłącznie o dorosłych, ale też dzieci i wnuków.

HASHEM AHELBARRA: Arabowie powtarzają, że zostali zdradzeni przez sąsiadów i społeczność międzynarodową, zwłaszcza przez Stany Zjednoczone. Jeśli opublikowana zostanie opinia Trybunału, Palestyńczycy przedstawią ją na forum Rady Bezpieczeństwa, która nigdy nie przejawiała sympatii dla nich, co wtedy?

NOUR ODEH: Rada Bezpieczeństwa jest jednym z rozwiązań, ale nie jedynym. Przypomnieć warto apartheid Afryki Południowej. Wszystkie te państwa, które piały peany na cześć Nelsona Mandeli, w rzeczywistości były mu bardzo przeciwne. Sam Mandela uznawany był wcześniej za terrorystę przez Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię i inne zachodnie demokracje do chwili kiedy nie dało się tego uzasadnić politycznie. Dlaczego nie mielibyśmy spodziewać się czegoś podobnego z Izraelem? Żmudne, bolesne, okupione łzami i krwią, zmagania Palestyńczyków nie mogą trwać wiecznie, gdy faktom nie da się zaprzeczyć. Werdykt Trybunału zmieni nastawienie parlamentów zachodnich demokracji, które szanując go będą musiały być równie konsekwentne, jak konsekwentnie gwałciły dotychczas własne prawo, by sprostać szczególnym i wyjątkowym prawom Izraela jako sojusznika. Tą polityką kraje stawiały Izrael w roli „państwa ponad prawem”. Owa wyjątkowość będzie nie do utrzymania, a izraelska redefinicja kolonializmu wreszcie upadnie.

HASHEM AHELBARRA: Co myśleć w takim razie o amerykańskiej propozycji rozmów pokojowych między Palestyńczykami i Izraelem. Zerwane w 2014, czy mają szanse przy skrajnie prawicowym rządzie? Czy przyszłość rysuje się mniej stabilna i niepewna?

BILL LAW: Rzeczywiście wchodzimy w okres nieprzewidywalnej niestabilności. Mam nadzieję, że Izrael odczuje rosnącą presję napiętnowania. Jeśli liberalna demokracja ma jakiekolwiek wartości, to w końcu zdobędzie się na napiętnowanie Izraela za to, co robi. Słyszeliśmy od króla Jordanii Abdullaha, że są czerwone linie, których się nie przekracza. Dlatego, jeżeli ktoś chce przekroczyć barierę świętego miejsca, właśnie to jest naruszeniem czerwonej linii. Wiele postaci w świecie politycznym Bliskiego Wschodu dostrzega zagrożenie destabilizacją, stąd bierze się źródło połączonych sił, które będą mogły przekonać Izrael, że jednak są państwem okupacyjnym, powinni przemyśleć, że swoją polityką nie tylko niszczą Palestyńczyków, ale demokrację w Izraelu.

Wstęp i tłumaczenie: Jola
Źródło zagraniczne: YouTube.com
Źródło polskie: WolneMedia.net


TAGI: ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

4 komentarze

  1. replikant3d 08.01.2023 11:40

    Syjoniści mają to głęboko w ,,czterech literach,, Rządzą światem i trzymają ,,za pysk,, finanse praktycznie wszystkich narodów. Z rezolucji tylko się śmieją bo to teatrzyk dla mas. Wiedzą że nikt im nic nie zrobi.

  2. MasaKalambura 08.01.2023 14:10

    Tak do końca się nie śmieją. Nawet oni, a zwłaszcza oni znają zagrożenie płynące ze zorganizowanego potępienia większości narodów. Póki są pod ochroną USA mogą udawać i się śmiać. Niech jednak USA podwinie się noga, a to przecież może się stać z przyczyn naturalnych, i wtedy będą w takiej samej sytuacji albo kilka razy gorszej niż Polska.

  3. pikpok 08.01.2023 16:07

    Syjoniści w końcu rozpętają tam piekło na ziemi ! A sami uciekną do UkroPolinu ?
    Kabalistom marzy się III wojna światowa ?

  4. pikpok 08.01.2023 19:20

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.