Buddyzm nie zabija?

Opublikowano: 21.12.2017 | Kategorie: Publicystyka, Wierzenia

Liczba wyświetleń: 2

Jak zrozumieć i zinterpretować buddyjską przemoc wobec muzułmańskich Rohindżów w Mjanmie?

Buddyzm jest powszechnie uważany, i nie bez ważnego powodu, za najbardziej pokojową spośród wielkich światowych religii. Podobnie jak inne religie wywodzące się z pnia indyjskiego podkreśla zasadę ahimsy, czyli nie szkodzenia i nie zadawania cierpień innym żywym istotom. Buddyjskie nauki podkreślają również, że przemoc szkodzi duchowo także sprawcy, a nie tylko ofierze. Złośliwe i agresywne myśli, słowa i czyny są przez buddystów uważane za przeszkodę w procesie duchowego rozwoju, na drodze do nirwany, samoświadomości, która jest punktem końcowym wszystkich duchowych przedsięwzięć. Wczesna historia buddyjska zawiera silne przesłania pacyfistyczne. Założyciel wiary, Gautama Siddharta, nazwany Buddą, podobno powstrzymał zbliżającą się wojnę o zaopatrzenie w wodę z rywalizującym klanem Koliya. Po nawróceniu się na buddyzm, indyjski cesarz Aśoka, który rządził południową Azją w trzecim wieku p.n.e., podobno czuł głęboką skruchę z powodu rozlewu krwi, którego dokonał wcześniej w swoim życiu budując i rozszerzając imperium.

Bardziej współczesna historia jest jednak nieco inna. W Azji mnisi buddyjscy byli i są w wielu miejscach na pierwszej linii krwawych konfliktów między społecznościami, głównie jako podżegacze, ale nawet jako uczestnicy. Na celowniku buddyjskich mnichów są zwłaszcza muzułmanie, którzy mają opinię podatnych na fanatyzm i skłonnych do przemocy i którzy wszędzie odznaczają się szczególnie wysoką dzietnością. Na Sri Lance szczególnie gorliwe grupy, takie jak Bodu Bala Sena (Buddyjska Moc Siły), propagowały pogląd, że niewielka tamtejsza społeczność muzułmańska stanowi śmiertelne zagrożenie dla integralności kraju jako narodu stricte buddyjskiego. Muzułmanie bodaj wszędzie, także w konfrontacji z chrześcijanami, hinduistami, a także w Chinach, budzą najbardziej ostre reakcje i najwięcej obaw. Jednakże najbardziej twardogłowi buddyjscy mnisi przyjęli także bardzo bojową antytamilską postawę podczas bardzo krwawej i okrutnej wojny domowej na Sri Lance, która zakończyła się w 2009 roku, mimo że Tamile to nie muzułmanie, a hinduiści. W zeszłym miesiącu został aresztowany na wyspie buddyjski mnich oskarżony o atak na ośrodek dla muzułmańskich uchodźców. W ostatnich latach wojujący mnisi atakowali także meczety, muzułmańskie rzeźnie i szkoły koraniczne. Również w Tajlandii mnisi buddyjscy byli ofiarami i bohaterami konfliktu, który szalał w trzech południowych prowincjach, gdzie etnicznie malajska populacja jest głównie muzułmańska. Nie jest też niczym nieznanym, że tamtejsi mnisi często noszą broń pod szatami. Zabicie tam dwóch mnichów w 2004 roku spowodowało eskalację walk miedzy tajską armią rządową a malajskimi irredentystami.

Jednakże szczególnym miejscem, gdzie ostatnio przemoc buddyjska stała się znana jest Mjanma zwana dawniej Birmą. Mnich o imieniu Ashin Wirathu stanął tam na czele żądań ostrej reakcji na postrzegane zagrożenie muzułmańskie. Jego organizacja, Ma Ba Tha, została jakoby formalnie zakazana, ale nadal naciska na władze, by podjęły poważniejsze działania przeciwko muzułmanom z ludu Rohindża, których już ponad 600 000 wypędzono do Bangladeszu, skąd wywodzili się ich przodkowie. Ma Ba Tha głosi pogląd, że dominująca większość buddyjska w Mjanmie jest zagrożona przez mniejszość muzułmańską. Co więcej, twierdzi ona – a wydają się to potwierdzać spekulacje części światowej prasy – że rebelia Rohindżów to wynik międzynarodowej intrygi, inspirowanej z państw Zachodu, a skierowanej przeciwko rosnącej roli Chin, które budując korytarz transportowy przez Mjanmę, z ujściem portowym właśnie na terenie Arakanu, gdzie mieszkają Rohindżowie, chcą powstrzymać chińską ekspansję gospodarczą, co przy okazji krzywdzi Mjanmę. Stanowisko to jest krytykowane przez niektórych innych buddystów w Azji. Dalajlama, wygnany przez władze Pekinu duchowy przywódca Tybetu, który jednak ma dość powszechnie – nie tylko w Chinach – opinię agenta Zachodu, zgromił swoich współwyznawców za prześladowanie Rohindżów, mówiąc, że powinni “pamiętać o Buddzie”. Twierdził, że założyciel ich wiary „na pewno pomógłby tym biednym muzułmanom”.

Jak każda inna ważna religia w historii, buddyzm rodzi silne uczucia ochronne wśród swoich wyznawców, zwłaszcza gdy święta historia splata się z historią narodową, tak jak to ma miejsce na Śri Lance. W zbiorowej pamięci buddystów Sri Lanki, początki ich narodu – Syngalezów (Singhala) – są postrzegane jako powiązane z początkiem ich wiary w epoce cesarza Aśoki, jeśli nie wcześniej. Podobnie jest w Mjanmie lub Tajlandii, gdzie buddyzm jest ważną podstawą narodowej tożsamości. A ilekroć ludzie odczuwają zagrożenie dla swej tożsamości i źródła ich pochodzenia, łatwo ich nakłonić, by zawczasu rozprawili się z tym zagrożeniem reagując z nieproporcjonalną siłą, tak samo jak średniowieczni chrześcijanie, którzy szli na wojnę w krucjatach, kiedy powiedziano im, że zbezczeszczone zostały najświętsze miejsca ich wiary w Jerozolimie. Co więcej, podobnie jak w przypadku każdego rozległego kanonu świętych tekstów i annałów, w tradycji buddyjskiej można też znaleźć uzasadnienie przemocy, przynajmniej w samoobronie. Na przykład średniowieczna Japonia znała buddyjskich mnichów-wojowników. Podobnie było w Chinach (słynny klasztor Szaolin). I nawet Dalajlama zgadza się przecież, że można podjąć ograniczone działania w samoobronie. Kiedyś powiedział, że jeśli ktoś w ciebie wymierzy broń, ty możesz strzelić pierwszy, ale raczej starając się zranić niż zabić.

Autorstwo: Bogusław Jeznach
Źródło: NEon24.pl

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

TAGI: , , ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

5
Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Radek
Użytkownik
Radek

Zdrowo reagują na to co muzułmanie robią u nich w kraju. Jakby nie było, to muzułmanie zaczęli tam mordować buddystów. Miarka się przebrała i tych najeźdźców wygnali. Nic nadzwyczajnego. Zdrowy odruch samoobronny którego brakuje w UE.

MasaKalambura
Użytkownik
MasaKalambura

Mordowanie niewinnych dzieci i kobiet i cywili to zdrowy odruch? Weź złóż proszę swoją dłoń w pieść i walnij się z całej siły w głowę. Możesz użyć do tego młotka.

MasaKalambura
Użytkownik
MasaKalambura

Coś w tym stylu:
https://youtu.be/6pJC0FLA3Sk

Radek
Użytkownik
Radek

Więc dlaczego Rohindża zaczęli mordować lokalnych? Zdrowym odruchem jest obrona mordowanych ludzi lokalnych przed społecznością zewnętrzną agresywnie nastawioną. Nawet kosztem cywilów. Co prawda w Islamie niekoniecznie mordowanie buddystów jest grzechem, tego nie wiem.

Radek
Użytkownik
Radek

Był kiedyś artykuł na WM opisujący kiedy się pojawili i kto ich przysłał. Nie są tak nowi tam, już kilkadziesiąt lat siedzą i tak jak w wielu innych krajach muzułmanie używani są do destabilizacji państwa. Nie jestem przeciwko muzułmanom, jak koledze Masa może się wydawać, ale również wiem jakie są problemy jak oni zaczynają się domagać swoich praw. Robią to bezwzględnie.

Inna sprawa, że obecnie tylko USA i Europa i “Eskimosi” czują, że mają prawo mordować cywili, ale to dla demokracji, więc wolno. Ale o tej hipokryzji, to całe księgi można by pisać.