Bractwo Apokalipsy – 20

Opublikowano: 28.10.2017 | Kategorie: Opowiadania | RSS komentarzy

HAARP WSPÓŁCZESNA LEGENDA

Ważne rozstrzygnięcia, często decydujące o losach większości, podejmowane są przez nielicznych. Zostali oni wybrani i wtajemniczeni, co do nadrzędnych celów. Takie spotkania, okryte tajemnicą i brakiem jakiegokolwiek rozgłosu odbywają się i dziś. Kiedy ci ludzie chcą wprowadzić nowe przepisy prawne bądź regulacje międzynarodowe tworzą problem a media go nagłaśniają. Z czasem cała atmosfera dojrzewa w społeczeństwie. Strach oddziałuje na ludzi oczekujących jakiegoś rozwiązania. Ale jakiego rozwiązania?

Rozwiązania problemu, który został sztucznie wytworzony przez pewną elitę zwaną globalistami. Dochodzi do paradoksu, gdzie nieświadome społeczeństwo zwraca się do polityków o pomoc w zażegnaniu zaistniałego kryzysu, w ten sposób koło zostaje domknięte. To jeden z mechanizmów, jakimi się kierują, czyli aby osiągnąć oczekiwany cel stworzą fikcyjny problem, który sami rozwiązują. Tą metodą otrzymują dokładnie to, co sobie założyli na początku, pod przykrywką realizowania oczekiwań społeczeństwa.

Zostaną bohaterami, ponieważ kolejny raz zażegnali kryzys, który sami zapoczątkowali. Tym razem rozmowa mająca za moment się rozpocząć nie będzie prowadzona w atmosferze szkodzenia i dążenia do realizacji ukrytych planów, lecz będzie bazowała na dobru ogólnym człowieka, ponieważ Tom Kraver i Antonio Mazar są przepełnieni jedynie czystymi intencjami.

Mocne pukanie do drzwi hotelowych było niczym odgłos dzwonu ponaglającego do reakcji.

– Witaj Antonio, proszę wejdź – otworzył na oścież drzwi zapraszając przyjaciela do środka. – Czekałem na ciebie tak naprawdę od wczoraj, ponieważ nieprzespana noc połączyła oba dni w jeden. Wiele rozmyślałem nad tym, co wczoraj powiedziałeś, dzisiaj liczę na jeszcze więcej.

– Tom zbyt cię szanuje by trzymać w niewiedzy. Niestety są rzeczy, których jeszcze nie mogę powiedzieć, nie otrzymałem stosownego pozwolenia. Jednak wież mi opowiem ci na tyle by rozwiać przynajmniej niektóre wątpliwości – po tych słowach obaj pomaszerowali do małego pokoju, tego typu pomieszczenia przeważały w świecie hoteli średniej klasy.

– Wybacz skromne warunki – westchnął Tom, po czym wyjaśnił. – Może następnym razem spotkamy się w pensjonacie mającym w nazwie więcej gwiazdek niż nocne niebo.

– Nie ma takiej potrzeby, przychodzę do ciebie a nie do murów tego budynku – Antonio ze szczerym uśmiechem poklepał Toma po ramieniu. Dwie pogodne twarze zasiadły przy stole naprzeciw siebie. Młodsze i starsze pokolenie, dwa odmienne style myślenia, za jednym i drugim stały tajemnice życia prowadzonego przez tyle lat na tej ziemi. Nadszedł czas by kurtyna częściowo opadła, zdawali sobie z tego sprawę, jednak nie było to proste. Opory, które narosły przez lata były ciężkie do przezwyciężenia. Tom otwarty na ludzi sam często pozostawał zagadką, Antonio kiedyś otwarty teraz tajemniczy i zamknięty, nie mówił więcej niż sytuacja tego wymagała. Oboje musieli skruszyć niewidzialny mur gdyż mieli mniej czasu niż mogli przypuszczać.

– Tom ofiarowałeś swoją pomoc, dziękuję ci za to, jesteś jedyną osobą, której mogę w pełni zaufać. Przez wszystkie lata mojej pracy od czasu, kiedy widzieliśmy się po raz ostatni, otaczali mnie ludzie, często będący wilkami czyhającymi w ukryciu. Sprawy, jakie powierzono mi i organizacji, której przewodzę są na tyle delikatne, że wzbudzają zainteresowanie pewnych nie przychylnych elit – Antonio zwrócił wzrok w stronę okna. – Opowiem dziś o rzeczach, o których, na co dzień świat milczy, tak naprawdę nie mówi się o nich prawie nigdy. Są one sprowadzone do poziomu legend lub wyimaginowanych teorii spiskowych. Tak jest najłatwiej zamieść problem pod dywan.

– Zaraz, zaraz… – Tom uniósł ręce ponad głowę, już miał wybuchnąć śmiechem, opanował się jednak i dodał. – Będziemy rozmawiać o legendach? To chcesz powiedzieć?

– Nie. Tylko o jednej legendzie, która niestety jest prawdą dotyczącą naszych czasach – odparł Antonio.

Tom czuł lekkie zażenowanie, jego sceptyczne nastawienie do teorii spiskowych czy legend już na starcie stawiało go w pozycji nieprzychylnej. Legendy to bajki, pomyślał Tom, a bajki serwujemy dzieciom. Coś tu zdecydowanie nie grało.

– Antonio wiem, że jedni obwiniają rząd, inni czarnych by ostatecznie obwinić za wszystko kosmitów. Wybacz, ale nie wierzę w takie rzeczy.

– Tego się spodziewałem – przerwał na chwilę kiwając głową. – Konwencjonalne podejście.

Tom nie wiedział czy traktować to jako komplement czy też zupełnie odwrotnie. Mimo to postanowił słuchać dalej. Z przymrużeniem oka i pewnym dystansem wysłuchać owej legendy.

– Antonio przyjacielu kontynuuj, naprawdę zaciekawiłeś mnie – puszczając oczko splótł palce obu dłoni przyjmując pozę zainteresowanego słuchacza.

– Legendy Tom, legendy. Prawdę można przekazać na wiele sposobów stosownych do okoliczności i czasów, w których przyszło żyć człowiekowi. Starając się oswoić strach przed nieznanym nadajemy informacji dobrze znane formy legend bądź spisków – nastała cisza i wyczekiwanie, Antonio obserwował Toma sprawdzając czy cały czas nadąża. Tykanie zegara przerywało ciszę licząc czas. – Tom słyszałeś o człowieku imieniem Nikola Tesla? Był szanowanym badaczem i naukowcem.

– Tak, powiem więcej, uczyłem się o nim w szkole.

– Dobrze – Antonio nie krył zadowolenia. – A wiesz, co to jest projekt HAARP.

– Nie – Tom nie wierzył własnym uszom, przecież nigdy o czymś takim nie słyszał i w ogóle jak to szło, pomyślał układając na przemian literki w głowie… HAARP… HŁAAP…

– To niedobrze – Antonio odchrząknął nie kryjąc rozczarowania. – Wiesz, co to jest kometa? – ciągnął dalej.

– Tak wiem, ostatnio jest o nich głośno – Kraver nie wiedział, do czego prowadzi to przesłuchanie, ale spodobało mu się.

– Tom opowiem ci teraz legendę dotyczącą tych trzech spraw, które życie połączyło w jedną apokaliptyczną całość.

Apokaliptyczna całość? To już drugie tak wyraźne nawiązanie po ostatniej pieczęci, do apokalipsy Świętego Jana. Tom nie mógł rozgryźć czy to przypadek czy celowe działanie.

– Jak wiesz żyjemy w czasach ostatecznych, mówią o tym liczne proroctwa oraz dostrzegalne znaki. Tom jednak ku naszemu przerażeniu okazało się, że ktoś chce przyspieszyć nadchodzącą apokalipsę.

SAMOTNY PIELGRZYM

Uriel podróżował miejskim autobusem na wyznaczone spotkanie, cierpliwie stojąc pośród tłoczących się ludzi. Jakaś młoda para gorączkowo wymieniała zdania nie zwracając uwagi na stojącą obok starszą kobiecinę. Staruszka przy każdym zakręcie autobusu chwiała się na lewo i prawo niczym topola targana mocnym wiatrem. Ktoś inny słuchał głośno grającej muzyki. Uriel słysząc trzaski i piski nie mógł w żaden sposób zaliczyć owych dźwięków jako składny kawałek melodii, były to bardziej szczekające psy, a nawet wścieknięte psy uciekające ze schroniska, pomyślał.

Autobus podjechał na kolejny przystanek, masa ludzi pchanych odśrodkową siłą zaczęła coraz szybciej lgnąć w stronę wyjścia. Nikt nie został oszczędzony, w ruch poszły łokcie, kolana a nawet groźby, każdy chciał zdążyć wysiąść. Uriel nie wiedział czy ci ludzie robią to, bo lubią czy może rzeczywiście myślą, że kierowca kierujący pojazdem jest na wyścigach i postój potrwa jedynie kilka sekund.

Zacisnął zęby by nic nie mówić. Wiedział z autopsji, to daremne, ale nie dla tego, że nikt nie posłucha nieznajomego, ale dlatego że panujący zgiełk skutecznie zagłuszy wszelkie wypowiedziane słowa. Postanowił zignorować panujący zamęt i nie reagować nawet na przejawy siły mniej lub bardziej zamierzonej. Miał ważniejsze sprawy na głowie, on powiernik wielkich sekretów trzymał w ręku losy także tych gnuśnych ludzi.

Nie rozumiał tylko jednego, dokąd oni zmierzają. Czy kiedykolwiek zadali sobie pytanie, co jest po śmierci? Czy kiedykolwiek wyszli po za ramy własnego egoizmu? Uriel nie był pesymistą mówił o sobie pesymistyczny realista, ale wiedział, że duża część ludzi to cyborgi gotowe na zaprogramowanie i wodzenie za nos. Przez resztę kursu pozostał zamyślony przebudzając się dopiero na ostatnim przystanku, jego przystanku. Zapiął na duże guziki czarny płaszcz, poprawił kołnierz dookoła szyi i wyszedł przepuszczając dzikie stado przodem. Czasem lepiej nie wchodzić po między drzwi wyjściowe autobusu a rozpędzony maniakalny tłum.

– Idźcie, idźcie szaleni obcokrajowcy – nikt nawet nie zwrócił uwagi na złośliwą docinkę. I dobrze pomyślał, szkoda czasu na was i wasze paranoje.

Z ulgą opuścił wnętrze autobusu, zadowolony z większej swobodą ruchu. Idąc dalej mijał licznych turystów robiących zdjęcia. Był czarno białą plamą przemieszczającą się w morzu kolorów ubrań, straganów, reklam i bilbordów. Samotny Pielgrzym niestrudzenie podążał ku wzniosłemu budynkowi charakteryzującemu się monumentalnym stylem i przepychem. Pokonywał kolejne schody z coraz większą lekkością, jeden duży plac i był w środku, daleko od tłumu rozwrzeszczanych gapiów.

– Jestem umówiony z jego ekscelencją – zakomunikował stojącemu przy niewielkim mahoniowym biurku urzędnikowi.

– Zaraz to sprawdzę, proszę chwile zaczekać.

Uriel pozostał sam, doskonale znał to miejsce, był tu nieraz. To tutaj tak naprawdę rozpoczął swoją misję, której poświęcił całe nowe życie otrzymane przed laty, kiedy to na nowo odrodzony porzucił starego człowieka na rzecz całkowicie nowego nad człowieka. I jak zawsze z wielką satysfakcją oglądał liczne obrazy zawieszone na ścianie.

Jego ulubiony przedstawiał dwie kamienne tablice. Dziesięć przykazań Bożych danych człowiekowi by ten przestrzegając odwiecznych zasad nie upadał. Pęknięcie, które można było dostrzec zawsze kojarzyło się Urielowi ze złamaniem wszelkich norm, nawet tych naturalnych. Świat opuścił Boga, coraz bardziej ulegając rozkładowi, można było jedynie lawirować, w którą stronę skierujemy upadek. Dziesięć Przykazań, szczytna idea pomyślał, szkoda, że tak szybko upadła.

– Ekscelencja Kardynał Rivera czeka w swoim gabinecie – urzędnik już chciał poprowadzić gościa, kiedy usłyszał.

– Dziękuję, znam drogę – w ten kulturalny sposób Uriel spławił ciekawskiego pracownika, mógł samotnie przemierzyć korytarz zakończony masywnymi drzwiami. Zapukał i wszedł do środka. W pomieszczeniu skąpanym lekko czerwoną barwą oczy Uriela mogły swobodnie odpocząć. Zamykając drzwi czuł, że świat i jego błahe problemy pozostają za nimi, przed nim rzeczywistość dostępna jedynie dla nielicznych.

– Ostatnia pieczęć – ktoś wypowiedział tajemną formułę. Uriel ani przez chwilę nie okazał zawahania, odpowiadając głośno i wyraźnie.

– Jest pośród nas, Mistrzu – słowa odbiły się lekkim echem od ścian, gasnąc w ciszy. Uriel zapomniał już jak tu jest, dawno nie odwiedzał Mistrza w jego głównej siedzibie.

– Czas jest bliski – oznajmił Kardynał Rivera, w jego głosie pobrzmiewało zadowolenie podszyte strachem. – Jakie przynosisz wieści?

– Przyleciał do Włoch prosto w nasze ręce – Uriel potarł spocone dłonie o spodnie. – Próbuje nawiązać jakiś kontakt, na razie jednak nie wiem, z kim.

– Sądzisz, że będzie chciał wtajemniczyć kolejną osobę, zaryzykuje jej życie?

– Sądzę, Mistrzu, że człowiek zapędzony do rogu chwyta się każdej formy ratunku. Tak zaryzykuje kolejne życie dla swojej sprawy.

– Słusznie, Urielu – zapanowało milczenie, to jeden z tych momentów, w których następuje burza mózgów. Uriel spoglądał na swojego Mentora dociekając, co też zrobi, jakie podejmie decyzje, co rozkaże czynić. – Urielu, zajmij się nim.

– Panie jak wielką cenę ma zapłacić.

– Cenę swojego życia, i tak za długo tolerowaliśmy jego działanie.

– Ale… Dlaczego…? Teraz, kiedy nic nie może przeszkodzić temu, co nadciąga… – Uriel miał wątpliwości, po co kolejne ofiary? Są inne równie skuteczne sposoby na uciszenie niewygodnych ust.

Zimnym, przenikającym spojrzeniem Mistrz spojrzał na swojego zagubionego pielgrzyma.

– Pytanie jest nieistotne a wynik drogi, Urielu, przesądzony.

– Tak, Mistrzu. Wybacz moje chwilowe niezdecydowanie – Uriel szybko zareagował nie chciał okazać nieposłuszeństwa. Mimo to przez te wszystkie lata polubił człowieka, którego obserwował a którego teraz musiał zabić.

– Urielu, wezwałem cię też z innego powodu, przez te wszystkie lata odkąd odkupiłem twoje winy i ukierunkowałem na ścieżkę oświecenia zawsze mogłem na tobie polegać. Jestem ci za to wdzięczny.

– Dziękuję, nie jestem godzien takich słów – głęboko pochylona postawa Uriela kontemplowała zadowolenie Mistrza. Warto było dla tych kilku zdań, dla tego momentu przez te wszystkie lata ciężko pracować tułając się po całym świecie. Nie jednokrotne narażanie życia, udawanie kogoś, kim nie był, liczne oszustwa i maskarady, w których uczestniczył no i uciszanie niewygodnych ludzi podnoszących zbyt wysoko głowy, o które trzeba było je ukrócić. Było warto.

– Urielu, pragnę byś został wtajemniczony, kolejny poziom wiedzy czeka. Dowiodłeś swojej lojalności, jesteś godzien, nadszedł czas – kardynał Rivera podszedł bliżej, bacznie obserwując Uriela. – Rozmawiałem z radą. Czy jesteś gotów?

– Mistrzu, przez wzgląd na ciebie i dla projektu jestem gotów.

– W takim razie chodź za mną.

Posłusznie ruszył nie zadając żadnych pytań. Nie wiedział, co teraz się wydarzy i czy w ogóle coś się wydarzy. Był jednak pewien, nastał świt jego osobistej chwały. Urielu, jesteś wielki pomyślał, a szczery uśmiech spowił jego twarz. Schodzili po schodach wielu schodach, było to jak zstępowanie do bezkresnej studni on i jego mistrz. W ręku trzymali zapalone pochodnie oświetlające wąskie i wężowate zejście.

– Urielu, zstępujemy do szeolu, który jest nowym początkiem.

– Mistrzu, ale wrócimy stamtąd tak? – lekkie przerażenie zawładnęło sercem Uriela, któremu musiał dać upust.

– Cha, cha… – szyderczy śmiech Mistrza wypełnił zejście. – Tak, Urielu, wrócimy, ale nie będziesz już taki sam.

Zatrzymali się przy ciemnej ścianie kończącej długie i kręte zejście. Pochodnie oświetliły wielki symbol wyryty nad ich głowami.

– Chodź za mną i nic nie mów bez mojej zgody.

Iść, ale gdzie? Zdziwił się. Wtedy jak na zawołanie niewidoczne wrota rozwarły swoje skrzydła ukazując okrągłą salę. Ku zdziwieniu Uriela nie była ona pusta.

CIĄG DALSZY NASTĄPI

Autorstwo: Globalny Anonim
Źródło: Globalne-Archiwum.pl [1] [2]

TAGI:

OD ADMINISTRATORA PORTALU: Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

1 wypowiedź

  1. Light 28.10.2017 14:26

    Ciekawe opowiadanie z dobrą narracją. Gratuluję.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.