Autobus i minister

Opublikowano: 15.09.2017 | Kategorie: Historia, Publicystyka, Społeczeństwo

Liczba wyświetleń: 962

Ursus. Kiedyś bogate miasto graniczące z Warszawą, dumne ze swojej ogromnej fabryki traktorów eksportowanych do 56 krajów świata. W najlepszych czasach ciągnik schodził z taśmy co kilkadziesiąt sekund. Polski rolnik, jeśli nie zapłacił łapówki, czekał na przydział traktora kilka lat. Ze względu na ciągły wzrost zapotrzebowania, fabrykę rozbudowywano. Wszystko do czasu.

Kiedy w ramach tzw. planu Balcerowicza żydostwo zaczęło totalnie likwidować polski przemysł nie oszczędzono i Ursusa. Piękną, nowoczesną fabrykę zamordowano. To tak w skrócie.

Dziś cały teren wygląda jak po nalocie dywanowym. Ursus z wielkoprzemysłowego miasta zszedł do roli sypialni Warszawy. Owszem, buduje się tu kilka bloków rocznie, gdzie mieszkania latami stoją puste, bo ceny tych lokali są jak na Manhattanie, a zarobki znacznie poniżej tych w Zimbabwe. Dlatego ci, którzy mieszkania mają, zadłużyli się w żydowskich bankach na całe życie, posprzedawali samochody i muszą dojeżdżać do innych dzielnic autobusami, bo w Ursusie zarobić można, ale tylko w mordę.

Rano na przystanku tłum. Ludzie przestępują z nogi na nogę i niecierpliwie spoglądając na zegarki w telefonach, wyglądają autobusu. Niektórzy ukradkiem palą papierosa rozglądając się bacznie czy na horyzoncie nie widać radiowozu. Rząd w trosce o zdrowie narodu wprowadził zakaz palenia w miejscach publicznych. Nie każdy o tym wie, ale palenie na przystankach jest bardzo poważnym wykroczeniem zagrożonym mandatem do 500 zł. Rząd pozwala jeszcze zaciągać się chmurami czarnego dymu z rur wydechowych starych, rozklekotanych pojazdów. Do tego stale oddychamy pyłami metali ciężkich i innych trucizn zrzucanych z samolotów (chemtrails), o czym rząd udaje że nie wie.

Autobus się spóźnia. Ludzie się niecierpliwią, gdyż nikt nie chce się spóźnić do roboty. Bo autobusem jeździ się do szkoły albo do roboty. Ci, którzy mają jakąkolwiek pracę, to szczęściarze. Są eksploatowani jak w żydowskich i niemieckich fabrykach dziewiętnastowiecznej Łodzi, ale pracują. Tylko to się liczy. Zapomnieli już o wczasach i koloniach dla dzieci. Oby tylko wystarczyło na opłaty. Ci starsi niegdyś walczyli z komuną. Strajkowali, śpiewali z rozcapierzonymi paluchami w kościołach. Dziś wypominają sobie jacy byli głupi, jak dali się oszukać chazarskim łotrom. Teraz ich smutne oczy, osadzone w zmęczonych, ponurych twarzach, wypatrują autobusu. Niektórzy miętoszą przed chwilą kupioną gazetę. Często „Koszerną” – największy ogłupiacz gojowskich umysłów.

Wreszcie zza zakrętu wynurza się stary solaris. Tłum wpada do środka. Szczęśliwcy, którym udało się usiąść, zatapiają oczy w lekturze plugawego szmatławca. Przeglądają kretyńskie reklamy, śledzą program zażydzonej telewizji, czytają antypolskie artykuły.

Z każdym przystankiem ścisk w autobusie wzrasta. Zaduch, smród. Jakaś kobieta stanęła facetowi na palcach. Poszła wiącha, potem druga. Baba zamiast przeprosić – pyskuje. Za chwilę w pracy, cała w ukłonach, będzie się kajać przed swoim szefem – Chazarem, gotowa na wszystko. Dosłownie. Byleby tylko dalej pracować.

Ale oto autobus zaraz wyjedzie z Ursusa. Tu mija ostatnie elementy jeszcze polskiej własności i krajobrazu: stara osiemnastowieczna kapliczka, kilka domków jednorodzinnych, resztki kwitnących niegdyś ogrodów, jakieś rozbite szklarnie. Dalej cmentarz, jedno z niewielu miejsc do którego Chazarzy nie wnoszą pretensji, że stoi na ich gruncie. Dalej ostatni polski sklepik, zajezdnia autobusowa i na tym Polska się kończy.

Autobus zatrzymuje się w pobliżu Wyższej Szkoły Marketingu i Zarządzania. Student o słowiańskiej urodzie, z nosem zadartym ku górze, wyskakuje z solarisa i biegnie na zajęcia. Biedny chłopak. Myśli, że kiedyś zostanie dyrektorem i będzie zarządzał. Z takim nosem, to w Polsce można zarządzać tylko miotłą albo łopatą. Tym bardziej, że twoi rodzice wybierają Chazarów lub zwykłych złodziei do władz państwowych – pomyślałem.

Żeby „w tym kraju zarządzać”, to trzeba jedną część ciała mieć, a innej bezwzględnie nie posiadać. Trzeba mieć nochal jak hak na świńskie ścierwo i zdecydowanie pozbyć się napletka. Ale już mieć tatusia lub dziadka (brat lub wujek też wystarczy), który po pachy unurzał ręce w krwi Polaków działając w NKWD lub UB, to jest przepustka do naprawdę wielkiej kariery. Autobus rusza i skręca w Al. Jerozolimskie. Tu zaczyna się inny świat. Od peryferii miasta, aż do Wisły, ok. 10km, po obu stronach jednej z głównych arterii niegdyś polskiego miasta – geszefty. Od ul. Łopuszańskiej, aż do Dworca Zachodniego ani jednej polskiej firmy. Och pardon, jest jedna polska instytucja i to jeszcze nie sprywatyzowana. To Jednostka Prewencji Policji – byłe ZOMO – banda ogłupionych Gojów używana do rozpędzania tłumu niepokornych Gojów.

Następny przystanek. Stąd blisko do trzech ogromnych hipermarketów. Tu wysiada kilkanaście kobiet, które pędzą na szychtę do swoich obozów pracy. Wpadają kanary. Wszyscy mają bilety za wyjątkiem jednego bezdomnego. Na następnym przystanku wywlekają go z autobusu i biją. Piąchami. Tak postępuje Polak z Polakiem!

Autobus wjeżdża do Śródmieścia. Za oknami solarisa nowe banki, ogromne biurowce i hotele połyskujące granitem, lśniące marmurami. Na parterach sklepy dostępne tylko dla demonów władzy i innych złodziei. Chazarskie geszefty rozrastają się nieprawdopodobnie szybko. Pączkują. Wystrzelają wieżowcami w chmury. Jakże egzotycznie w tym krajobrazie wyglądają tabliczki z nazwą głównej ulicy miasta na peryferiach EUROKIBUCU: Aleje Jerozolimskie. Ta ulica, to przecież YERUSHALAYIM – STRASSE! A stary autobus przy tych granitach i marmurach wygląda jakby wjechał ze Strefy Gazy do Jerozolimy.

Pasażerowie autobusu w milczeniu podziwiają chazarskie bogactwo żując gumę. To świat niby na wyciągnięcie ręki, ale dla nich niedostępny, nieosiągalny jak wnętrza luksusowych apartamentów z amerykańskich seriali. Stąd ta masowa obsesja przejawiająca się w żuciu gumy. Prawie wszyscy żują. Nawet babcia posiadająca jeszcze trzy zęby, miarowo rusza gębą. Oto choroba społeczna, przywleczona od sfrustrowanych amerykańskich kołtunów.

Żujące gęby są bardziej kretyńskie niż w rzeczywistości. Ale każdy gołodupiec chce wyglądać jak przygłupi Amerykanin, żreć jak Amerykanin i głosować na Amerykanin. Bo co z tego, że w Polsce łamie się Prawa Człowieka, szczególnie Pakt Praw Gospodarczych i Kulturalnych? Mamy przecież wolność i demokrację! O polska głupoto, o biedni i ślepi ludzie…

– Gdzie wy macie tę wolność? Przecież Prawa Społeczno – Ekonomiczne Obywatela są tak samo deptane, jak były deptane Prawa Polityczne Obywatela w okresie stalinizmu! Sejm uchwala ustawy, które funkcjonują wybiórczo, a czasem wcale. Urzędnicy państwowi, albo sądy interpretują sobie ustawy jak chcą i nie ma na to siły. Dżungla. Miała być druga Japonia, później Irlandia, a mamy jakąś republikę bananową. Jeszcze ze dwie powodzie, jedna susza i będzie Haiti.

Autobus dojeżdża do Centrum. Staje w korku. Obok zatrzymuje się rządowa limuzyna. Kierowca w dobrze skrojonym garniturze, obok góra mięcha z pistoletem wielkości armaty. To ochroniarz z BOR-u. Wiozą ministra Kopaczki do przytulnego gabinetu. Bezpiecznie, wygodnie. Stłoczeni wyrobnicy z zazdrością spoglądają na członka rządu. Członek lekceważąco, z pogardą patrzy w twarze pasażerów autobusu.

– Wglądają jak przeżuwające krowy – służalczo wybąknął BOR-owik.

– Tyko bez koryta – zauważył kierowca.

– Co się nabijacie z obrońców krzyża! Niby skarcił ich minister.

– Ha, ha, ha! – śmieją się już wszyscy.

Oto Goje, żujące bydło robocze. To elektorat. To mój elektorat – pomyślał z najwyższą odrazą dygnitarz, wykrzywiając pogardliwie chazarską mordę.

– Wacek, wyrwij się z tego korka, bo nie zdążę na wczorajszą rozmowę odnośnie pomocy dla Ukrainy, jaką miałem w telewizji. Muszę siebie zobaczyć i przeanalizować jak wypadłem – warknął minister. A poza tym mam kaca, a tam w lodóweczce chłodzi się irlandzkie piwko!

Kierowca postawił na dachu auta koguta i z piskiem opon wyjechał na chodnik. Piesi z trwogą uciekali na boki. Później opancerzoną limuzynę wcisnął na tory tramwajowe i za kilka chwil zniknął w bramie ministerstwa. Dostojnik państwowy zdążył, by punktualnie piastować urząd i podejmować decyzje. Nie ważne jakie. I tak za nic nie odpowiada. Byleby się kręcił interes. Własny interes. A w jesiennych wyborach i tak przejdzie. Jest tego pewien. I ja jestem pewien, o czym zapewnia Was, drodzy Czytelnicy.

Autorstwo: Cezary Piotr Tarkowski
Źródło: Patriota-Tarkowski.blogspot.com


TAGI: , ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

12 komentarzy

  1. ZIWK 16.09.2017 00:32

    Autor tego “wynurzenia” jest ZDECYDOWANIE zbyt młody by znać prawdziwe przyczyny upadku takich molochów gospodarki centralnie sterowanej jak np Ursus, FSO, Polkolor czy stocznie…
    Pewnie nie zdaje sobie sprawy, że zakład tłukący dziesiątkami lat ten sam wyrób (Ursus C330 rocznik 1960 i 1985 niczym się nie różniły!), pozbawiony decyzjami z lat 50 i 60 prawdziwego biura konstrukcyjnego, produkujący byle jak – byle się PLAN zgadzał “… i nie wprowadzajcie mi tu żadnych nowości!” nie mógł przetrwać.
    Centralny plan zakładał zamówienie każdego elementu (rury, blachy) z KILKULETNIM wyprzedzeniem i bez gwarancji, że za te 2 lata będzie to dostępne.
    Dlatego uwalono wprowadzanie w latach 70, własnych nowocześniejszych ciągników rodziny “U”, za to kupiono pasującą – jak świni siodło – kompleksową licencję na Masseya-Fergusona (bo na negocjacje się latało do Londynu i jeszcze brało łaaaaapówki).

    Oczywiście Autor nie ma pojęcia o prostocie rozliczeń w “Złotych Dewizowych”, “Rublach Transferowych” i o “wkładach dewizowych w wyroby”, ministerialnych kredytach i spec-przydziałach drutu miedzianego.
    Dodatkowo Ursus jak i pozostałe molochy utrzymywał: własne ośrodki wczasowe, własne świniarnie (sic!), własną orkiestrę itp… Do tego setki ludzi nieprodukcyjnych w biurokracji…

    I nagle jak “Jaruzelskiemu z reform jaja wyszły” bo skończyły się gierkowskie kredyty i PGR-y nie “kupowały” bo nie miały za co, a na Polską Wieś zaczęły trafiać o niebo nowocześniejsze ciągniki dostosowane do małych gospodarstw, specjalistyczne i w lepszym stanie po 20 latach eksploatacji niż te prosto z fabryki, to Ursus stanął oko w oko z rynkiem…
    Place zastawione niesprzedawalnymi wyrobami, dział zbytu, który zamiast przyjmować hurtowo łapówki za ciągnik poza kolejnością “… i byle nie wyprodukowany w poniedziałek…” nagle nie wiedział co robić.
    Jedyne co to narzekać: “Produkcja idzie świetnie, tylko ten markjeting nic nie sprzedaje”.
    Związki Zawodowe i Rada Zakładowa tylko walczyły – “żadnych zwolnień i żadnych zmian!”
    A zamówienia na produkcję inną niż C330 zwyczajnie olewano – np. było zamówienie na wykonanie odlewów i obróbkę 30 000 szt. bloków silników. Zwyczajnie tak to przeciągano, że kontrahent zrezygnował (Ursus miał dobrą odlewnię).

    I co dalej – kto miałby płacić za utrzymanie 35000 pracowników, dziesiątków budynków itd NIE ZARABIAJĄCYCH na siebie?

  2. xc1256 16.09.2017 09:00

    jak dla mnie trafne spostrzeżenia.

  3. robi1906 16.09.2017 14:19

    Bo, Wrzodak się opamietał,
    z tego co wiem, to sam sobie pluje sobie w brodę, że w Ursusie,
    w którym przewodził jako działacz Solidaruchów, doprowadził do ruiny swój zakład, jak i kraj.

    I z tego co wiem pan Wrzodak, to Polak,
    który uwierzył chazarskim “ściemniaczom”, mistrzów robienia ludziom wody z mózgów,
    mistrzów ściemniania i kłamstwa, dla korzyści których,
    matoły poddane temu praniu mózgów, niszczą swoje państwa.

    bronisz chazarów?,
    ja już od dawna wiem w czyim interesie piszesz, jaśnie panie “o”.

  4. robi1906 16.09.2017 14:43

    Przecież napisałem, że Wrzodak “przewodził”,
    uczą was w tego, w Tel-awiwie, czasu przeszłego, w polskim?.

    A tu obecnie, co myśli Wrzodak (i co oczywiście popieram),
    http://wrzodakz.neon24.pl/post/108937,polacy-rosjanie-ukraincy-slowianie
    (oczywiście nie wszystko, a co związane z chrześcijaństwem).

  5. robi1906 16.09.2017 17:04

    Oczywiście, że nie sprawdzimy,
    przecież piszę tu od zawsze,
    że pasożyty, za pomocą usłużnych “pomocników” niszczą mój kraj,
    a ty zdziwiony?,

    jak zdziwiony zółw?,
    obudziłeś się teraz?.

    Udajesz gniewnego?, gniewny, to jestem ja,
    więc nie wchodz w moje buty.

  6. ZIWK 16.09.2017 17:20

    @Admin

    ” „Autor tego „wynurzenia” jest ZDECYDOWANIE zbyt młody by znać prawdziwe przyczyny…”
    Autor ma 64 lata. ”

    Być może, ale to o niczym nie świadczy wystarczy popatrzyć się na posła, który do dzisiaj nie umie zrobić samodzielnie zakupów, i z którym mamusia latała na zakupy do Londynu
    Pamiętam też sondę uliczną w TVP (z czasów, kiedy tam jeszcze pracowali DZIENNIKARZE) z pytaniem, “Kiedy zniesiono w Polsce kartki na benzynę?”
    Jeden z uczestników tej sondy powiedział, że kartek NIGDY nie było!, a na dociekliwe pytanie dziennikarki co robił w Stanie Wojennym z dumą odpowiedział, że był w ORMO.

    Co do mitycznego nie-semity, jadącego z nadzieją do szkoły w Warszawie… wsiada do Solarisa 🙂
    A firma Solaris jakoś nie pasuje do czarnego obrazu:
    – jest polska
    – powstała ciężką pracą – prawie z niczego
    – jest 5 producentem autobusów w Europie – uznanym i zaczynającym dyktować warunki
    – ma własne nowoczesne konstrukcje
    – rozwija się
    – panienki z działu handlowego nie nadążają uzupełniać listy referencyjnej wygranych przetargów i zrealizowanych zamówień 🙂 .

    @robi1906
    Wrzodak!!! – nie mogłem sobie na szybko przypomnieć tego boCHatera obrony przed pracą!
    Nie tylko Wrzodak się opamiętał…
    Przecież słynne Lepperowskie hasło “Balcerowicz musi odejść!” sam Lepper – na koniec zamienił na “Balcerowicz musi… ZOSTAC!” – gdy zrozumiał w jakim stanie była Polska w ’89 i z nad jakiej przepaści została zawrócona.
    Owszem, koszty (społeczne i ekonomiczne) były ogromne, błędów popełniono masę – ale nie było czasu, ani środków na lepsze przemyślenie i zorganizowanie kuracji! Zresztą NIKT NA ŚWIECIE nie miał doświadczenia w radykalnym przejściu z real-socu do normalności – gospodarki rynkowej, stabilnej waluty (i to wymienialnej!)… To była pionierska operacja, która jednak przyniosła realną poprawę
    w polskiej ekonomii.
    Jeśli ktoś chce dowodu – to proszę: Ile kosztuje do dziś zjednoczenie Niemiec?
    Myśmy nie mieli żadnej “Republiki Federalnej Polski 😉 “, która by była w stanie pompować dziesiątki i setki miliardów DM i € w małą cząstkę terytorium. Każdą złotówkę my musieliśmy SAMI wypracować…

  7. robi1906 16.09.2017 17:52

    Ziwk,
    twój problem polega na tym, że nie masz punktu odniesienia,
    może to subiektywnie oceniam, ale,
    w przyszłym tygodniu, upublicznię teksty młodzieży chłopskiej z lat powojennych,
    zobaczysz, co to znaczy bieda.

    Dzięki panu Kosseckiemu (raczej, nie dzięki niemu, on to tylko publicznie ogłosił),
    wiem o tym, że w PZPR,
    była potężna, polska frakcja.

    żydzi tego nie zawłaszczyli, ani nie zohydzili.
    Polakom chwała,
    za tydzień mam nadzieję zacznę cykl wspomnień ludzi, z którzy z nędzy wyrwali sie do “piniędzy”.

    Nie, nie do żadnych “piniędzy”, to są tylko opowieści ludzi,
    którzy przeżyli biedę, a dzięki polakom z PZPR, doszli do czegoś.

  8. ZIWK 16.09.2017 18:50

    @robi1906
    “… a dzięki polakom z PZPR, doszli do czegoś.” – jeśli piszesz o Polakach – to do cholery pisz Z DUŻEJ LITERY.

    Bieda…
    Nie mam punktu odniesienia, bo nie żyłem w latach zaraz powojennych (choć znam z opowieści rodzinnych), nie wiem też, czemu tak piszesz że mam z tym problem.
    Co do tego, że powojenna Polska i jej różne organizacje (ZMS,ZMW… i cała masa innych) umożliwiła awans społeczny, dała szanse na rozwój itp. tego nie można negować.
    Tylko co to ma do wątku w dyskusji o zrujnowanym Ursusie i przyczynach takiego stanu? Bo problem nie leżał w partii, tylko w systemie gospodarki centralnie planowanej – o olbrzymiej bezwładności i z założenia nieelastycznej i niewydolnej.

    Nie twierdzę NIGDZIE, że nieboszczka PZPR była monolitem – były frakcje, grupki, poglądy, stanowiska (w sprawach, a nie stołki!) itp. jak w każdej dużej zbiorowości.
    Do partii lub jej przybudówek, zapisywali się różni ludzie i z różnych powodów: ideowcy, karierowicze, wygodniccy, szemrane byty, albo z musu, ale też i działacze, którym legitymacja ułatwiała zrobienie CZEGOŚ dobrego dla społeczności.

  9. lboo 16.09.2017 22:19

    @ZIWK: “Bo problem nie leżał w partii, tylko w systemie gospodarki centralnie planowanej ”

    Podziel się swoją opinią na temat centralnego planowania z zarządcami dowolnej międzynarodowej korporacji. Napisz im że każdy z działów powinien pracować niezależnie i produkować co che i jak chce. Że nie ma sensu planować w długiej perspektywie, że nie ma sensu koordynować działań organizacji jako całości. Że nie ma sensu planować strategii. To wszystko jest gospodarką centralnie planowaną w skali najczęściej mniejszej niż perspektywa jednego kraju.

    Drugi przykład, porównaj sobie centralne planowanie np Nowej Huty, gdzie może budynki nie zachwycają już świeżością ale wszystko jest na miejscu są szerokie drogi i miejsca parkingowe dla ilości samochodów niewyobrażalnych w momencie projektowania tej dzielnicy. Porównaj sobie to z “wolną amerykanką” budowlaną na nowych osiedlach Krakowa (przypuszczam że w innych miastach jest podobnie), gdzie miejsc parkingowych nie starcza nawet dla samochodów właścicieli, o gościach już nie wspominając. Wszędobylskie płoty robią z przemieszczenia się 100 dalej pół godzinny spacer z błądzeniem między płotami. Wiesz że za PRLu architekci projektowali ciągi powietrzne w celu przewietrzania miasta?
    A dzisiaj co? Współcześni wolni kapitalistyczni ideologowie walczą teraz dzielnie z problemem smogu którzy sami stworzyli w imię zysku zabudowując każdy skrawek ziemi który się dało.

    Można by tak wymieniać.

    “Przecież słynne Lepperowskie hasło „Balcerowicz musi odejść!” sam Lepper – na koniec zamienił na „Balcerowicz musi… ZOSTAC!” – gdy zrozumiał w jakim stanie była Polska w ’89 i z nad jakiej przepaści została zawrócona.”

    Po wojnie Polska odbudowała z praktycznie największych zniszczeń wojennych kraj gospodarczo liczący się w całym świecie. Dziś jesteśmy montownią i rezerwuarem taniej siły roboczej. To są fakty. Gospodarka PRL była nieefektywna i często traktowała obywateli poniżej poziomu godności człowieka. Ale gdyby nie to co zbudowała to późniejsza “wolna” Polska zbankrutowała by szybciutko, bo nie było by czego sprzedawać. A schyłkowe lata kryzysu PRLu były złożeniem wielu elementów, ale spora rolę grały tu siły który chciały i doprowadziły do zdemontowania gospodarek sowieckiej przestrzeni we własnym interesie.
    Za PRLu nieskuteczna gospodarka pracowała na ZSRR i przy okazji odbudowała Polskę i stworzyła silny przemysł. Współczesna gospodarka natomiast jest tak nieefektywna, że podobno pracujemy juz tylko na siebie, a nie jesteśmy w stanei utrzymać się z dnia na dzień i musimy sprzedawać majątek który nieefektywny PRL wytworzył.

  10. ZIWK 17.09.2017 12:28

    @Iboo
    Jeśli jesteś takim zwolennikiem doskonałości gospodaerki centralnie planowanej – to proszę wytłumacz Mi i wszystkim te zalety takiej gospodarki:
    przydziały materiałów, kartki na cukier mięso buty, “załatwianie”, kolejki po papier toaletowy, puste półki, wyroby czekoladopodobne, talony samochodowe, 20 stopień zasilania, PEWEX-y, “Zamawiam międzymiastową Warszawę”…

    Co do Krakowa – mnie, jako wieloletniemu mieszkańcowi Alei koło Nowego Kleparza nie musisz tłumaczyć 🙂 .
    Nowa Huta (okolice pl. Centralnego) powstała jako pojedynczy, skończony projekt – zrealizowany w 70%. Tam brano pod uwagę nie tylko wygodę mieszkańców, ale i względy obronne (pola ostrzałów, flankowanie dróg, kwartały zabudowy jako twierdze…).
    Sama budowa Huty im. Lenina wraz z miastem – miała zapewnić wykorzystanie świetnych do ciężkich inwestycji terenów osadów rzecznych, bogatych złóż rudy żelaza w Garbie Świątnickim i złóż węgla pod Zielonkami. 😉
    (Dla nie-krakusów – w Krakowie i okolicach: NIE MA – węgla (najbliżej Górny Śląsk), wody (Wisła się nie nadaje), rudy (Krzywy Róg w ZSRR), Czarnoziemy I klasy to nie są grunty pod ciężkie budowle przemysłowe)…
    Decyzja o budowie nowoczesnej (z czasów wiktoriańskich 😉 ) huty była centralna, wyłącznie polityczna i przez to bardzo, bardzo droga.

    Obecna dzika zabudowa KAŻDEGO skrawka terenu wynika z celowego braku planu zagospodarowania przestrzennego – dzięki temu urzędnicy mogą pozwolić na budowę bloków: na Kanale Ulgi, na linii tramwajowej Wieczysta-Mistrzejowice, prucie pasa startowego w Czyżynach aby był trawniczek przed blokami itd. jeśli tylko deweloper “zrozumie potrzeby” właściwego urzędnika ;).

    Masz 100% racji Myśmy sami odbudowywali Polskę (decyzjami Moskwy reparacje poszły na NRD, Plan Marshala na RFN…) . Jak sam piszesz – “gospodarka PRL była nieefektywna” czyli centralne planowanie w oparciu o założenia ZPP (np. za węgiel kupimy wszystko…), nadmiernie rozdmuchany prymitywny przemysł ciężki, niewydajne rolnictwo PGR-ów – działało do czasu. Świat się rozwijał, a nikt nie chciał kupować naszych wyrobów zapóźnionych o 10, 20, 30 lat…
    Przy upadku gospodarczym komuny – aby utrzymać w całości podstawy gospodarki Polska musiała postąpić jak duża firma – pozbyć się balastów choćby ze stratą. Dzięki temu udało się utrzymać obowiązki budżetowe (np. emerytury, edukacja, bezpieczeństwo), podstawowe elementy Państwa.
    Udało się też tak zreformować ekonomię, że złotówka stała się wewnętrznie, a później i całkowicie wymienialna.

    Dla młodszych czytelników: w PRL-u był system “wkładów dewizowych” – czyli jeśli państwowy PKS Grójec kupował autobus w państwowym Jelczu, a w tym autobusie np. pompa paliwa pochodziła z II obszaru płatniczego – czyli była kupiona za $, DM, Franki czy Funty, – to PKS musiał tą część należności pokryć dewizami, a jeśli nie miał (bo skąd?), to musiał się starać o przydział zakupu dewiz w Ministerstwie i go dostawał (lub nie 😉 – proste, efektywne i wygodne ;).

  11. lboo 17.09.2017 13:18

    @ZIWK: “Jeśli jesteś takim zwolennikiem doskonałości gospodaerki centralnie planowanej – to proszę wytłumacz Mi i wszystkim te zalety takiej gospodarki”

    Zwróciłem Ci tylko uwagę na to że najsilniejsze twory gospodarki kapitalistycznej czyli korporacje stosują właśnie model gospodarki centralnie sterowanej. Nie wiem jakie cechy zadecydowały o tym co PRL osiągnął. Pozwoliłem sobie tylko zwrócić uwagę na to jaki efekt dała gospodarka centralnie planowana z czasów PRL w porównaniu z mniej lub bardziej zdecentralizowaną która nastąpiła później. Podobnie z porównaniem centralnie planowanej Nowej Huty z zabudową współczesną. Nie jest teraz istotne dla mnie co jest pod spodem, po tym jak wygląda efekt centralnego planowania (czyli w tym wypadku także planu zabudowy przestrzennej), a braku takiego planowania można ocenić skutki w praktyce. Widzę że komentować nie muszę bo efekty sam widzisz.
    Podobnie Twój organizm jako całość sterowany jest centralnie i jeśli ma realizować Twoje cele to wszystkie komórki ciała muszą dołożyć się do tego wspólnego celu swoją pracą i działać zgodnie z całościowym planem. Inaczej będzie to tylko więzienie ograniczonych wspólną przestrzenią i zasobami bytów realizujących swoje egoistyczne cele (taka analogia współczesności).

    Czemu za PRL to nie zadziałało mogę się tylko domyślać. Wydaje mi się że głównie dlatego że nie było w celach władz wtedy tego co chce przeciętny obywatel. Pomimo ze prawdopodobnie wtedy więcej robiło się dal obywateli niż teraz to równie wiele robiło się przeciw tym obywatelom. A nawet jeśli wtedy działało się na korzyść obywateli to oni i tak wierzyli że to przeciwko nim, bo sami nie wyrazili świadomej zgody i nikt im nie wyjaśnił strategicznych celów i konsekwencji.

    “Świat się rozwijał, a nikt nie chciał kupować naszych wyrobów zapóźnionych o 10, 20, 30 lat…”
    A żeby się nasz produkcja nie rozwijała zadbał mechanizm wkładów dewizowych który opisałeś. Ktoś na zachodzie dbał o to żebyśmy nie mieli wysokich technologii. Pełna wymienialność zrobiła to co widzisz. Zamiast zacofanych zakładów nie mamy nic. Zamiast miejsc pracy mamy nisko płatne montownie zachodnich koncernów i emigracje zarobkową. Do tego wszystko co się teraz buduje leci z kredytu który pewnie nasi wnukowie jeszcze będą spłacać, pomimo że już wtedy to się dawno rozleci.
    Pochodzę z miasteczka gdzie za komuny były 3 duże zakłady zatrudniające tysiące osób i jakoś ze zbytem nie było problemu. Na rynek wewnętrzny jak i na eksport, w tym na zachód. Po zmianach nędza. Jeden z zakładów podzielił się na dwie spółki, jedna produkcyjna zatrudniająca pracowników za głodowe pensje jadąca na długach, a druga handlowa. Ta handlowa odkupowała produkty za grosze od produkcyjnej i inkasowała cały zysk. Standardowy przekręt. Za komuny takich grubych przekrętów nie było. Zresztą to tylko jeden mały przykład. Teraz żaden z zakładów ani nie stanowi wartości dla pracowników ani dla gospodarki.

  12. robi1906 17.09.2017 15:46

    Nie, bo nie,
    moja mama należała do PZPR, to ja, na jej złość odmrożę sobie uszy.
    Tyle, ma do powiedzenia Ziwk,
    a zastanowiłeś się kiedyś, ilu ludzi mieszkało w krakowskim?.

    jak im dać pracę?, zastanowiłeś się kiedyś nad tym?, czy piepszysz trzy po trzy, żeby tylko popiepszyć?.

    A jak budowano Gdynię,to też będziesz pitolił, że po co i na co?.
    Przecież obok leży Gdańsk, podobno “wolne miasto” , co to szkodzi wysyłać polskie zboże, Wisłą?,
    budowa stoczni?, a po co nam stocznie, przecież wiadomo, że to trzeba planować, handel morski jak i sprzedaż,
    po co i na co?, skoro wszystko załatwi “wolny rynek”

    A po co nam fabryki?, przecież tu też trzeba planować zbyt,
    prrzecież rynek tego nie znosi,
    on kocha prowizorkę,
    podobnie do tego jak się obecnie buduje hale fabryczne, czysta blacha,
    w zimie można zamarznąć a w lecie można się przewrócić od upału,
    ja pracuję w takim czymś, więc mi nie pitol o sztukaterii,

    czyli jak tanim kosztem, wybudować coś na kilka lat, a potem, a niech się przewraca, bo po co budować coś porządnego, przecież rynek zaraz się zmieni, a my?, na bruk, albo do innej “budy”.

    Czy dla ciebie Ziwk,
    sprzedawanie z łóżek albo z materacy, tak jak w 91-wszym, albo jak w Nairobi obecnie,
    to jest szczyt “wolnej gospodarki”?,

    A taka gospodarka, jak japońska, czyli badanie rynku co trzeba ludziom , by produkować samochody ekonomiczne (polityka powojenna), która nie zżera 30 litrów na sto (jak amerykańskie),
    tylko sześć, to jest jakieś sajensfikszyn który z realnością nie ma nic wspólnego?.

    Więc co ty pierdzielisz?.
    Możesz mi nie odpowiadać, bo z pisaniem postów ja już tutaj kończę, może nie z pisaniem, tylko z dyskutowaniem.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.