Afera mięsna i poczucie sprawiedliwości społecznej

Opublikowano: 05.02.2016 | Kategorie: Gospodarka, Publicystyka | RSS komentarzy

Przeczytano 42 razy!

Minęła rocznica osądzenia najsłynniejszej z afer PRL — mięsnej. 2 lutego 1965 sąd skazał na karę śmierci dyrektora Miejskiego Handlu Mięsem Warszawa Praga, zapadło też szereg wyroków więzienia i konfiskat majątków dla pomniejszych figur.

Aferolubna III RP dokłada wszelkich starań, by przedstawić skazanych aferałów jako ofiary „mordu sądowego”. Zgodnie z tą logiką rodzinie skazanego przyznano w ostatnich latach kilkaset tysięcy odszkodowań. Tymczasem prawda jest taka, że skazany dopuścił się gigantycznych malwersacji mieniem publicznym. Przepadkowi uległ nie tylko dom i mieszkanie, ale i kilka kilogramów złota, które pan dyrektor uciułał w chudych latach PRL. Skazany wcale nie negował faktu swoich malwersacji, opowiadał, że nagromadził tak dużo majątku, że nawet go zakopywał. Tymczasem jego syn — dziś znany aktor — snuje w mediach narrację: „ojca uwikłano”.

Co mówi nam ten proces poza tym, że w wielkiej aferze zapadł najwyższy ówczesny wymiar kary? Dawniej kradzieże były powszechniejsze, lecz drobniejsze, bardziej tolerowano zjawisko drobnej kradzieży, wychodząc z niepozbawionego podstaw założenia, że będzie ono sukcesywnie maleć wraz z rozwojem zamożności ludzi. W III RP nie toleruje się kradzieży pracowniczych, lecz „menedżerskie” i polityczne, które swą skalą drenażu mienia publicznego znacznie przekraczają skalę z okresu PRL.

Nie jestem zwolennikiem opresyjnego systemu karnego, wprost przeciwnie, uważam, że nasze więzienia są przepełnione. Niemniej jednak surowe kary dla ludzi pełniących funkcje publiczne powinny podkreślać skalę odpowiedzialności jaką biorą na siebie. I takie kary mogą mieć cudowną moc. Przykładowo, często jako przykład barbarzyństwa rewolucji francuskiej podaje się egzekucje generałów jako kary za przegrane bitwy. To, czego się nie dodaje to fakt, że te drakońskie kary były skutecznym środkiem tłumiącym lekkomyślność. I Francja stworzyła wówczas armię, której nie były w stanie pokonać wojska całej Europy. Stworzyli najefektywniejszą machinę wojenną. Nie można było przegrywać, więc nie przegrywano.

A contrario, system, który toleruje afery i jest całkowicie bezkarny wobec malwersacji funkcjonariuszy państwowych, siłą rzeczy musi się stać najbardziej niewydolny i nieefektywny.

III RP to system aferolubny, gdyż nie wymierzono sprawiedliwości w żadnej z wielkich kradzieży, wielkich afer. III RP nie tylko wybiela skazanych w aferze mięsnej 1965, ale i hołubi świeżych bohaterów afer. Przed utratą władzy rzutem na taśmę poprzedni parlament uchwalił skrócenie okresów przedawnień, co wyrzuciło do kosza kilkaset poważnych spraw. W oparciu o tę zmianę, wyczyszczono też zarzuty w aferze Art-B, zaś jej bohater Andrzej Gąsiorowski bryluje od kilku miesięcy w mediach, gdzie budowany jest jego image jako sprytnego przedsiębiorcy. A że wydudnił z polskich jeszcze banków gigantyczne sumy, to tylko dowód udanej inżynierii finansowej. Trudno oczekiwać, by system potępiał takich zaradnych „inżynierów”, skoro następcy Bagsika i Gąsiorowskiego dokonali w późniejszych latach kompleksowego skoku na polski sektor bankowy (nazywając tę operację dla niepoznaki prywatyzacją). Ów legalny skok według szacunków kosztował polski budżet 200 mld zł strat.[1]

Choć większość dawnego majątku została przejęta, wciąż jednak jest co kosić. Polska ma jeszcze łakomy kąsek do którego chce się dobrać, tj. 100 mld dol rezerw walutowych i odbywa się gra na wielu instrumentach, by dobrać się do tych rezerw.[2]

Dlatego rocznice afery mięsnej mają przypominać, że nie wszystkie wielkie afery uchodzą płazem. Obecnie polskie społeczeństwo cierpi na poczucie braku sprawiedliwości w polskim sądownictwie. Sądom w Polsce nie ufa aż 61% Polaków.

Skala tej bezkarnej patologii w zakresie malwersacji mieniem publicznym jest tak duża, że jest realnym problemem społecznym, który będzie blokował dalszy rozwój Polski. Nie wystarczy bowiem po prostu zmienić podejście do gospodarowania mieniem publicznym. Społeczeństwo będzie pamiętać, że cały majątek gospodarczy Polski, którą z gruzów podniosło i odbudowało powojenne pokolenie naszych ojców i dziadów, został zwyczajnie rozgrabiony i wyniszczony przez kilkanaście rewolucyjnych lat transformacji. Czy nowe pokolenie będzie miało chęć do budowania czegokolwiek wspólnego, skoro tak łatwo to rozkraść? Co najgorsze — bez żadnych konsekwencji.

System jaki stworzyła transformacja w zakresie wymiaru sprawiedliwości był dolegliwy głównie dla słabych. Wielkich malwersantów sądzić ma „Bóg i historia”.

To całkowicie demoralizuje wszelkie instynkty wspólnotowe w Polsce. Dlatego przebudowa wymiaru sprawiedliwości powinna opierać się na zmniejszeniu presji na ściganie drobniejszych spraw i zwiększeniu nacisku na sprawy najgrubsze, ciężkogatunkowe. A bohaterowie dawnych i niedawnych afer powinni poczuć oddech Temidy. Nie może być tak, że majątek wypracowany siłami całego społeczeństwa w opresyjnym systemie powojennym, zostaje potraktowany jako łup wąskiego kręgu wtajemniczonych w arkana inżynierii ekonomicznej transformacji, a winnych brak. Pozostawienie tego w ten sposób może spowodować trwałe upośledzenie poczucia sprawiedliwości społecznej w Polsce.

Nie domagam się oczywiście kar śmierci, ale nie można projektować żadnej sensownej praworządności kraju, ignorując społeczne poczucie sprawiedliwości. Nie dajmy sobie wmówić, że nie ma odpowiedniej formuły prawnej dla naprawienia poczucia sprawiedliwości w Polsce, a tym samym odzyskania niezbędnego autorytetu przez wymiar sprawiedliwości.

Autorstwo: Mariusz Agnosiewicz
Źródło: Racjonalista.pl

PRZYPISY

[1] http://www.bankier.pl/wiadomosc/Polski-budzet-stracil-na-prywatyzacji-bankow-200-miliardow-1469454.html

[2] http://www.youtube.com/watch?v=CgPbtOXy1y8

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

TAGI: , ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU: Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

5 komentarzy

  1. ZIWK 05.02.2016 19:07

    Artykuł wybielający mordercę w todze – tow. sędziego Romana Kryże.
    Sam proces miał społeczeństwu wyjaśnić brak mięsa – na prawdę efekt kontrybucji ZSRR i niewydolności gospodarki centralnie sterowanej.

    Dla przypomnienia – jego syn, tow. sędzia Andrzej K. (- „sędzia dyspozycyjny” – ferował wyroki wg zaleceń Partii) został w uznaniu zasług (?) mianowany prokuratorem Prokuratury Krajowej przez Prezydenta RP. Lecha K. na wniosek ministra Zbigniewa Ź.
    Jako prokurator zajmował się reformą prawa karnego – jak widać w jakim kierunku nasze prawo ma zmierzać „… ile Partia każe…”.

    Co do nieobecności afer we „wspaniałych czasach PRL-u”:
    Istniał urząd zwany GUKPIW – czyli pełna cenzura wszystkich mediów – z zachowanych kawałków wytycznych wiadomo, że prasie nie wolno było pisać o wykrytych aferach, procesach z nich wynikłych i wyrokach.
    Dla tego afer po prostu w świadomości społeczeństwa BRAK!

    Samo prawo jest dziś bardzo kulawe – to czy dana działalność jest dopuszczalna, czy przestępcza zależy od dowolnej interpretacji przepisów przez indywidualnego urzędnika. Sam urzędnik nie ponosi ŻADNEJ odpowiedzialności za swoje czyny – a jeśli jednak sąd uzna, że ktoś został poszkodowany, to odszkodowanie wypłacamy MY – jako udziałowcy Skarbu Państwa.
    Samych przepisów opisujących różne sfery życia jest dziś ok. 12 000 000 – czyli na każdą sytuację są co najmniej 2 sprzeczne (+ interpretacje!) – a jakie zostaną zastosowane zależy od urzędnika.
    Oczywiście urzędnicy są ludźmi – jedni nagną przepisy lub ich interpretacje dla dobra społeczeństwa, inni dla dobra własnego. A w razie zmiany decyzji – i tak na petencie spoczywa cała wina i odpowiedzialność.

    Wystarczy popatrzyć się na Kodeks Cywilny – przygotowany dla społeczeństwa socjalistycznego i uchwalony za czasów Władysława Pięknoustego (rok 1964!) i na przykład jawnie dzielący obywateli na 2 kategorie:
    1 – poważanych pracowników na etacie państwowych zakładów pracy
    2 – prywaciarzy, spekulantów inne niebieskie ptaki, pracujących na zlecenie itp. elementy z marginesu, którym nie przysługują żadne prawa konstytucyjne.

    Przez ostatnie ćwierć wieku NIKT nie wykazał najmniejszej WOLI do przygotowania nowego Kodeksu Cywilnego na miarę Wolnej Polski.

  2. balcer 05.02.2016 21:13

    @Admin przydałaby sie jakaś wtyczka do WPressa z fb.com czy innego tsu.co (antymainstreamowego), bo za ten komentarz dałbym ZIWK wielkiego plusa.

  3. robi1906 06.02.2016 14:23

    ZIWK
    kłamiesz i manipulujesz, albo z niewiedzy albo celowo.
    Mordercami sądowymi byli Niemcy którzy skazali pocztowców Gdańskich na śmierć (tych którzy przeżyli oblężenie).
    Mordercą sądowym był Stefan Szechter (brat tego Michnika od Wyborczej).
    W PRL za złodziejstwo była kara śmierci (tak jak obecnie w Chinach),
    a w tym artykule żeby wskazać na morderstwo sądowe trzeba udowodnić celowe fałszerstwo w oskarżeniu, a tego w „aferze mięsnej” nie było, przynajmniej za mojej wiedzy.
    Masz dowody ZIWK że dowody spreparowano na potrzeby tej sprawy,
    no to już, tutaj możesz to upublicznić,
    pierwszy będę ci bił brawo, bo jak na razie ja nic nie widzę, widzę tylko twoje opinie.

    I druga sprawa, Konstytucja za Gomułki nie dzieliła Polaków na „pracowników” i „prywaciarzy”, pozbawić praw obywatelskich mógł tylko Sąd za najcięższe przewinienia przeciwko życiu albo mieniu.

  4. ZIWK 06.02.2016 21:21

    @robi1906
    Proces Wawrzykowskiego prowadzono w PKWN-owskim trybie doraźnym, co było niezgodne z Konstytucją – z ograniczonym prawem do obrony i bez prawa do apelacji. Za to ewidentnie przyspieszało procedurę (jak Partia pozwala kogoś skazać, to znaczy, że jest winny, więc Sąd ma wydać właściwy wyrok!)
    Skład sądu też dobrano starannie i niezgodnie z prawem dla tego typu spraw – z zasłużonych dla władzy ludowej stalinowskich sędziów.

    Oto co mówią lepsze do mojej głowy prawnicze:
    http://www.sn.pl/sites/orzecznictwo/orzeczenia1/ii%20kk%20332-03.pdf

    Nie chodzi o fakt, że Wawrzecki brał udział w Aferze, bo co do tego nigdy nie było wątpliwości, ale wyrok śmierci zapadły był – z mocy obowiązującego wtedy prawa – jawnym bezprawiem.

    Ten wyrok śmierci za aferę gospodarczą był JEDYNYM orzeczonym i wykonanym
    po wprowadzeniu „małego” Kodeksu Karnego, który takiej kary po prostu nie przewidywał!.

    Sędzia Kryże – nie bez powodów było powiedzenie: „sądzi Kryże – będą krzyże” – to oddzielna historia – warto się z nią zapoznać – to też był morderca sądowy.

    Konstytucja nawet Gomułkowska nie, ale wydane wówczas i obowiązujące do dziś przepisy jawnie to robią: przykład ekstremalny – komornik:
    Konstytucja gwarantuje np:
    – Równość obywateli wobec prawa (art 32).
    KC – jawnie wprowadza kwotę wolną od zajęć komorniczych tylko dla pensji itp., za to wypłaty z tytułów umów o dzieło, czy zleceń mogą, i SĄ zajmowane w 100% czyli na takiej osobie i jej rodzinie można wykonać wyrok śmierci głodowej – co znów narusza artykuły konstytucji:
    art 38 – ochrona życia
    art 40 – nieludzkie taktowanie – w sumie to zdrowa głodówka :( pod mostem
    art 45 i 78 – prawo do sądu – skarga na czynności jest PŁATNA, jak nie masz na chleb dla dziecka, to za co opłacisz skargę?
    art 71 – dobro rodziny – nie ma rodziny nie ma kłopotu…
    art 233 – cenzus majątkowy – masz pieniądze – możesz się sądzić…
    itd.

  5. robi1906 07.02.2016 13:42

    ZIWK
    przeczytałem twój pdf (co prawda na szybko) tak że możesz mnie poprawić gdybym się pomylił, ale tam nie ma nic o tym że oskarżenie było zbudowane na fałszywych podstawach.
    A tylko w takim przypadku możemy mówić o „zbrodni sądowej”, i tylko wtedy możemy o tym mówić, jeśli sędzia, prokurator wiedzą o tym że skazują niewinnego człowieka na podstawie fałszywych oskarżeń.

    Tu wkleję cytat z, http://forum.ioh.pl/viewtopic.php?t=20767
    „Warto w związku z tym przypomnieć, iż w okresie II Rzeczypospolitej przestępstwa tzw. „urzędnicze”, a taki właśnie charakter nadano w 1964 roku „aferze mięsnej”, zagrożone były surowymi karami, do kary śmierci włącznie.
    Tak drakońskie kary wynikały z postanowień ustawy z dnia 30 stycznia 1920 roku w przedmiocie odpowiedzialności urzędników za przestępstwa popełnione z chęci zysku. (Dz. Ustaw Nr 11 poz. 60)”.

    Jeśli były jakieś uchybienia formalne to nie ma to nic w stosunku do zarzutów,
    żebyś zrozumiał, to tak samo jakbyśmy uniewinnili jakiegoś mordercę złapanego nad ciałem ofiary, bo mu jakiś policjant nie przeczytał jego praw.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.

pl Polish
X