10.000 p.n.e.

Opublikowano: 18.11.2008 | Kategorie: Paranauka

Liczba wyświetleń: 1235

Katastrofy to niezbyt lubiany przez archeologię temat. Mimo tego niezmiennym pozostaje fakt, że kilka cywilizacji w historii człowieka czekał nagły koniec. Wszystkie z nich miały miejsce ok. 12.000 lat temu. Dziś niektórzy naukowcy sądzą, że w tym okresie rzeczywiście dojść mogło do katastrofy, przy której wybuch tunguski zdaje się być niczym. Czy to ona mogła przyczynić się do powstania mitów o Noem, Potopie lub Atlantydzie?

Przez wieki największą katastrofą znaną Europejczykom był biblijny potop – wielka powódź, zesłana rzekomo przez samego Boga, która miała na celu zniszczyć ludzkość i pozwolić na odrodzenie się świata. Przyglądając się kilku datom mogącym pomóc w określeniu czasu opisanych w Biblii wydarzeń potop miał miejsce być może ok. 2300 r. p.n.e.

Jednak nawet jeśli biblijna chronologia jest w stanie rzucić trochę światła na jego ramy czasowe, faktem pozostaje, że nie istnieją dowody archeologiczne ani geologiczne wskazujące, że taki kataklizm miał miejsce na Bliskim Wschodzie lub w skali globalnej. W rzeczywistości źródła historyczne i archeologiczne wskazują jasno, że ludzkość jako całość miała przez ostatnie tysiąclecia raczej „spokojną drogę”.

Bardziej prawdopodobne jest jednak to, że „potop” przyniósł kres nie światu fizycznemu, ale zasygnalizował koniec epoki, którą określają zmiany na niebie. Mówiąc krótko, wielka powódź oczyściła raczej niebiosa, niż rozpościerająca się pod nimi ziemię.

Wraz z upadkiem chrześcijańskiego zainteresowania katastrofizmem, pojawił się jego naukowy odpowiednik, zaś wymarcie dinozaurów przyciągało bodajże najwięcej uwagi. Jednak archeolodzy wciąż niechętnie mówią o katastrofach i nie biorą ich pod uwagę w rozpatrywaniu tego, w jaki sposób przyczyniły się one do zniknięcia niektórych cywilizacji czy społeczeństw. Nawet gigantyczna eksplozja Tery rzadko widziana jest jako jedyna przyczyna kresu cywilizacji minojskiej.

Wśród wielu różnych dat głównych katastrof na miarę globalną popularny jest okres ok. roku 10.000 p.n.e., który oczywiście zbiega się z historią Platona o Atlantydzie – cywilizacji, która wyprzedzała wszystkie inne. Mówi się, że zniszczyła ją seria katastrofalnych powodzi, choć wymienia się również osłabioną przez wojny i upadek moralny jedność tamtejszego społeczeństwa. Ponieważ nie wiemy nawet, gdzie mogła znajdować się mityczna Atlantyda, stąd też głosy o jej istnieniu i zniszczeniu nie mogą być podważone żadnymi dowodami.

Ale na polu alternatywnej historii data 10.000 p.n.e. pozostała wybitnie popularna, w dużej mierze z powodu dwóch teorii. Jedna z nich bazuje na proroctwie Edgara Cayce, lub innymi słowy na reinterpretacji historii, mówiącej o tym, iż uciekinierzy z Atlantydy zbudowali Wielką Piramidę oraz Sfinksa, zaś on z kolei zawiera (w sobie lub gdzieś w okolicach) tzw. Komnatę Zapisków, w której znajdują się dowody potwierdzające słowa Cayce’go o przedpotopowym społeczeństwie. Poszukiwanie „dowodów” na nieznaną historię Sfinksa stało się od tego czasu obsesją niektórych badaczy, z których wielu podziela interpretację Roberta Schocha, który wskazał, że posąg wykazuje ślady działania pogody, która wydaje się być nietypowa dla klimatu Egiptu w czasach historycznych. Oczywiście często zadawane pytanie dotyczy tego, czy linia klimatu może być zwyczajne błędna.

Do tego wszystkiego dochodzą obserwacje Roberta Bauvala, który twierdzi, że wzrok Sfinksa wbity jest w konstelację Lwa, zaś cały kompleks to znak wskazujący na rok 10.400 p.n.e. Wraz z tymi dwoma argumentami łatwo jest stworzyć mieszaną teorię sugerującą, że w mniej więcej okresie czasu, gdy zniszczeniu uległa Atlantyda, uciekinierzy z niej znaleźli się w Egipcie i rozpoczęli projekt budowlany, który obejmował stworzenie posągu Sfinksa oraz Wielkiej Piramidy, która w jakiś sposób stanowić miała pozostałość po utraconej wiedzy zaginionej cywilizacji. Jakkolwiek przekonująco nie brzmiałyby te teorie, żadna z nich nie uwzględniła nigdy w sobie Piramidy Chefrena, co wydaje się głównym przeoczeniem w każdej teorii dotyczącej płaskowyżu w Gizie i tamtejszych budowli, gdyż jej konstrukcja wydaje się być podobna do konstrukcji Wielkiej Piramidy.

Nadal większość uwagi poświęcona katastrofie z okresu roku 10.000 p.n.e. wynika z faktu, że Ziemia rzeczywiście doświadczyła jej w tym okresie, który określany jest jako koniec ostatniej epoki lodowcowej i wiadomo jest, że stopnienie lodu spowodowało podniesienie się poziomu wód. Czy ktokolwiek nazwałby to Potopem?

Wiadomo także, że pod koniec Epoki Lodowcowej stworzenia takie, jak mamut, które niegdyś przemierzały Amerykę Północną, wyginęły niespodziewanie. Często przywoływanym argumentem, jaki pojawia się przy okazji znalezisk, jakimi są ciała mamutów na Syberii jest to, że odnajduje się je niekiedy z nieprzetrawionym pożywieniem w żołądkach, co według niektórych jest jawnym dowodem na to, że zginęły one w wyniku swego rodzaju kataklizmu. Jednakże bardziej szczegółowe badania wskazały, że owe mamuty nie zamarzły na śmierć, jak twierdzą niektórzy, ale zostały poddane procesowi mumifikacji, którzy zachodzi znacznie wolniej.

Wciąż pozostaje jednak faktem, że koniec Epoki Lodowcowej zabrał ze sobą kilka gatunków. Co ciekawe, dane klimatyczne wskazują, że w czasie gdy epoka ta zbliżała się do końca, doszło do pewnego wydarzenia, które przedłużyło ją o kolejne 1300 lat. Charakter tego zdarzenia pozostaje tematem intensywnych naukowych spekulacji, jednak geofizyk Allen West stwierdził, że winna temu była asteroida lub kometa, która eksplodowała tuż nad powierzchnią Ziemi. Twierdzenie to wydaje się wynikać jakby wprost z książek Immanuela Welikowskiego i stąd też traktowane jest z równym brakiem szacunku. Jedyną różnicą jak się zdaje jest to, że ten drugi miał odwagę i stosował swe scenariusze także do późniejszych okresów, podczas gdy West optuje za raczej bezpiecznym poletkiem, jakim jest prehistoria.

West twierdził, że do gigantycznej eksplozji doszło nad terenami dzisiejszej Kanady. Spowodowało to falę uderzeniową, która postawiła w ogniu większą część półkuli północnej. Dowodem na to, że doszło do tego zdarzenia na skalę globalną jest obecność diamentów w Ohio i Indianie. Jak się zdaje diamenty nie są tylko najlepszymi przyjaciółmi kobiet, ale i katastrofistów.

Ken Tankersley, profesor antropologii na Uniwersytecie Cincinnati badał diamenty odnalezione w tych dwóch stanach, zaś jego analizy wskazały jasno, że pochodzą one z terenów Kanady. Początkowo z racji tego, że Tankersley sceptycznie podchodził do wizji Westa wolał on hipotezę mówiącą, że za ich przybycie odpowiadają lodowce (podobnie jak w przypadku złota i srebra z Wielkich Jezior). Potem jednak szybko zmienił on swe zdanie, kiedy uświadomił sobie, że jego wnioski kontrastowały z dowodami. Aby diamenty znalazły się tak daleko na północy, dojść musiało do katastrofalnego w skutkach zdarzenia, podobnego jak proponowany przez Westa wybuch komety.

Ten uważa, że obiekt, który eksplodował nad Kanadą był długą na 3 mile kometą, której wybuch miał siłę porównywalną z 10.000 eksplozji tunguskich. Wraz z tak silną eksplozją nad okolicą zawierająca złoto, diamenty i srebro mogło dojść do wyrzucenia ich w niebo i opadu na terytoria Indiany i Ohio. West wierzy, że podobny deszcz cząsteczek mógł trwać nawetkilka miesięcy po uderzeniu. Większe diamenty mogły z kolei spadać na ziemię tuż po uderzeniu. Dla Westa jasne jest, że to wybuch był przyczyną zagłady mamutów. Ciepło spowodowane wybuchem dosłownie postawiło świat w płomieniach. Pastwiska Północnej Ameryki, futro zwierząt, włosy i odzienie ludzi stanęły w płomieniach. Ale śmierć dosięgła nie tylko mamuty. Kolejną ofiarą domniemanej katastrofy miała być kultura Clovis.

Jak wyglądała globalna katastrofa? To pozostaje nieznane. Powracając jednak do Bliskiego Wschodu widzimy, że choć nie ma dowodów na istnienie Atlantydy czy też sędziwy wiek Sfinksa, faktem jest to, że około roku 10.000 pojawiły się pierwsze oznaki cywilizacji.

W tym czasie powstało Jerycho, jak i rozpoczęto pierwsze fazy budowy świątynnego kompleksu w Gobekli Tepe. Ponadto w dolinie rzeki Jordan odkryto datowane na ten okres uprawy fig – najwcześniejsze znaki tego, co wkrótce miało stać się cywilizacją ludzką. Wielu naukowców rozważa, że to właśnie tam rodziła się cywilizacja, ale być może byli to tylko uciekinierzy – szczęśliwcy ocaleni z katastrofy – realni potomkowie Noego…?

Autor: Philip Coppens
Źródło oryginalne: philipcoppens.com
Tłumaczenie i źródło polskie: Serwis NPN


TAGI: ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.