Dlaczego suplementy diety są szkodliwe dla zdrowia

Opublikowano: 13.09.2009 | Kategorie: Zdrowie

Prócz ewidentnych objawów chorobowych będących w rzeczywistości późną konsekwencją toksemii organizmu, w zasadzie nie wspomina się o fazie wczesnej, tj. tej, w której organizm wszelkimi sposobami stara się jakoś wydalić nadmiar toksyn, zanim zdecyduje się (jest zmuszony) odłożyć je w postaci groźnych złogów toksycznych, albo wyrządzą one niepowetowane szkody, które następnie trzeba leczyć (czytaj: zarabiać na cudzych chorobach).

Ponieważ praktykowane od niepamiętnych czasów leczenie lekami pochodzenia naturalnego dawało efekty raczej mizerne, medycyna postawiła na sztuczne substancje chemiczne mające jakoby przyczynić się do zdrowia. Ponieważ ten zwrot spodziewanego efektu w postaci zdrowia nie przyniósł, a jedynie nowe choroby, medycyna wykonała kolejny zwrot, a więc powróciła do punktu wyjścia, czyli do lekarstw pochodzenia naturalnego, które (dla niepoznaki) zwą się obecnie suplementami diety; taki to już oszukańczy proceder, ta medycyna.

Tak zwane (celowo mylnie) suplementy diety są po prostu lekami. Lepszymi od chemicznych, bo wywierającymi mniejsze niepożądane działania uboczne, ale jednak lekami. A co innego jest w leczeniu, jak nie maskowanie objawów choroby? Przecież nie usunięcie jej przyczyny… Jeśli zaś pozostawimy przyczynę, to czy brak objawów będzie oznaczał, że choroby nie ma?

Weźmy na przykład witaminę C, która ma zastosowanie w obniżaniu stężenia w krwi cholesterolu, który jest tłuszczem. W jaki logiczny sposób witamina może wpłynąć na stężenie w krwi tłuszczu? Pożera go, czy co?

Otóż kolejną rzecz należy tu wyprostować, a mianowicie tę, że witamina C należy do tzw. przeciwutleniaczy (zwanych dla zagmatwania antyoksydantami), które w rzeczywistości są utleniaczami, czyli stosunkowo łatwo łączą się z tlenem. Utleniacze wykorzystywane są przez wszystkie organizmy żywe do wyłapywania wolnych rodników tlenowych, tj. tych, które uwolniły się spod kontroli; stały się wolne.

WOLNE RODNIKI TLENOWE

Rodniki tlenowe to cząsteczki tlenu zawierające w swoim składzie atom z niesparowanym, a więc wciąż wzbudzonym elektronem. Ze względu na ów niesparowany elektron, rodniki bardzo szybko wchodzą w reakcję chemiczną z innymi cząsteczkami, ale wzbudzony elektron uniemożliwia stworzenie trwałego związku chemicznego, toteż rodnik natychmiast uwalnia się i nadal jest gotowy do kolejnej reakcji z inną cząsteczką. Ze względu na ową cechę nietrwałości związków, z jednoczesnym dążeniem do tworzenia nowych związków, rodniki określane są mianem cząstek wysoce reaktywnych; nadreaktywnych cząstek, bowiem ich zachowanie przypomina przejście słonia z zespołem ADHD przez skład porcelany.

W organizmach żywych rodniki, gdy wymkną się spod kontroli, uszkadzają wszystko co napotkają na swej drodze, więc dokonują poważnych szkód, a przede wszystkim niszczą zdrowe komórki wymuszając tym samym przyspieszoną ich regenerację i – co za tym idzie – przyspieszają wykorzystanie puli, która przewiduje około pięćdziesięciu kopii, po których w aparacie kopiującym komórek zostaje tracony ostatni odcinek łańcucha DNA i następuje etap naturalnego starzenia się. Inaczej mówiąc, bardziej obrazowo: niekontrolowane (wolne) rodniki przyśpieszają tykanie zegara biologicznego. Innym negatywnym aspektem aktywności rodników jest możliwość uszkodzenia łańcucha DNA komórki, w wyniku czego może dojść do jej degeneracji, zwanej mutacją. Jeśli zmutowana komórka zachowa zdolność podziału, to w jego wyniku powstaje w organizmie zupełnie nowa tkanka; nowy twór, potocznie zwany nowotworem albo rakiem.

Rodniki pełnią także pozytywną rolę w organizmach żywych, które ich specyficzną nadreaktywność wykorzystują w ważnych procesach życiowych. W mitochondriach komórek rodniki tlenowe są niezbędne do inicjowania spalania tłuszczu, dzięki czemu wyzwalana jest energia. Rodniki tlenowe używane są również w procesach krzepnięcia krwi oraz w apoptozie, czyli zaprogramowanej śmierci komórki. Ze względu na ich zabójcze właściwości, także białe krwinki systemu odpornościowego wykorzystują rodniki do niszczenia o wiele większych od siebie drobnoustrojów, wymierzając przeciwko nim swoją „wolnorodnikową artylerię”.

Jak widzimy, praktycznych zastosowań rodników jest sporo, więc każda komórka posiada ich po kilkadziesiąt. W normalnych warunkach aktywność rodników jest ściśle kontrolowana, a dla obrony organizmu przed tymi, które wymkną się spod kontroli, zwanymi wolnymi rodnikami, natura opracowała odpowiednią strategię. Otóż jedynym sposobem okiełznania niesfornego rodnika jest unieczynnienie go poprzez związanie w trwały związek ze specjalną cząsteczką, zwaną przeciwutleniaczem, w rzeczywistości będącą utleniaczem. Wszystkie organizmy żywe wypracowały własną strategię obrony przed destrukcyjną aktywnością wolnych rodników tlenowych wykorzystując do tego utleniacze, czyli cząsteczki posiadające zdolność trwałego wiązania wolnych rodników tlenowych. Głównymi utleniaczami wykorzystywanym przez rośliny są witaminy C i E, zaś u zwierząt i człowieka rolę tę z powodzeniem pełni cholesterol LDL.

UTLENIACZE WOLNYCH RODNIKÓW TLENOWYCH

Kłamstwem jest, albo nieporozumieniem; dezinformacją wprowadzoną do powszechnej wiadomości, że natura dała nam witaminy C i E jako witaminy młodości w… organizmach roślin. Natura dała je roślinom dla ochrony przed wpływem środowiska zewnętrznego, szczególnie tlenu atmosferycznego, który jako produkt przemiany materii roślin, działa na nie destrukcyjnie. Owszem, ludzki organizm jest w stanie te utleniacze roślinne wykorzystać, ale doraźnie, jako substytut zdrowia maskujący prawdziwą przyczynę choroby. Naszym unikalnym utleniaczem jest cholesterol LDL, o którym nic pozytywnego się nie mówi. Ale niby dlaczego? Czy w tym przypadku natura popełniła jakiś błąd? Że niby jesteśmy mniej obdarowani od roślin i większości zwierząt, bo one otrzymały witaminę C, zaś nasz organizm, ani bakterie acidofilne ludzkiego przewodu pokarmowego, jako jedynej, nie potrafią tej witaminy wyprodukować. Czy to znaczy, że naturę trzeba poprawiać?

ROLA WITAMINY C W ORGANIZMIE LUDZKIM

Spośród 4.000 gatunków ssaków tylko organizmy ludzi, większości naczelnych, świnek morskich oraz niektórych gatunków nietoperzy nie syntetyzują witaminy C. Okazuje się jednak, że w toku ewolucji nasze gatunki wypracowały niezwykle wydajny mechanizm znakomicie kompensujący tę rzekomą ułomność. Otóż w zamian za zdolność syntezy kwasu askorbinowego występuje u nas bardzo wydajny mechanizm wychwytywania utlenionej formy witaminy C, czyli kwasu dehydroaskorbinowego (DHA) – związku powstającego z witaminy C w wyniku reakcji z wolnymi rodnikami tlenowymi. W większości świata ożywionego używającego witaminę C jako narzędzie obrony przed niszczycielskim wpływem wolnych rodników tlenowych kwas DHA jest traktowany jak związek zużyty, a więc niepotrzebny. W organizmie człowieka zostaje on jednak pochłonięty przez czerwone krwinki (erytrocyty), a następnie powtórnie przetworzony do aktywnej formy witaminy C używanej do zgoła innych celów, niż wyłapywanie wolnych rodników tlenowych.

Mamy zatem koronny dowód, że organizm ludzki nie wykorzystuje łatwo utleniającej się witaminy C jako typowego utleniacza w obronie przed niszczycielskim wpływem wolnych rodników tlenowych, jak to ma miejsce wśród organizmów syntetyzujących tę witaminę, gdyż jest ona wykorzystywana do zgoła innych celów, a mianowicie:

- jest podstawowym składnikiem kwasu hialuronowego niezbędnego do syntezy kolagenu oraz w procesach kostnienia;

- jest nieodzowna w przyswajaniu żelaza i syntezie hemoglobiny # uczestniczy w procesach odpornościowych utrudniając wirusom przenikanie przez ściany komórkowe zdrowych komórek;

- pełni ważną rolę regulacyjną we wzroście i rozwoju wszystkich komórek organizmu.

Organizmy zdolne do syntezy witaminy C są niezdolne do wychwytywania z krwi DHA, więc są zmuszone produkować ogromne ilości kwasu askorbinowego zużywając na to mnóstwo energii. O ile człowiekowi wystarcza pobranie z pożywienia 1 mg witaminy C na kilogram masy ciała, to na przykład kozły są zmuszone wytwarzać we własnym ciele 200 razy większą ilość tego związku.

CHOLESTEROL LDL – WYPAŁYWACZ WOLNYCH RODNIKÓW TLENOWYCH

Wszelkie odkrycia w naukach przyrodniczych prowadzą do jednego wniosku: natura jest doskonała – niczego nie zaniedbała, o niczym nie zapomniała, a więc niczego poprawiać nie trzeba. Natura w swej doskonałości przewidziała rzecz jasna wymykanie się rodników tlenowych spod kontroli organizmu i wyposażyła nas w idealny ich wyłapywacz – cholesterol LDL. Nie może być lepszej asekuracji przed niszczycielskim wpływem tych wysoce reaktywnych cząsteczek, by nie mogły swawolić, gdy staną się wolne, czyli wymkną się spod kontroli. Cholesterol LDL jest dostarczany z pożywieniem w mięsie zwierząt mających organizmy zbudowane podobnie do naszych, a więc takie same problemy z wolnymi rodnikami tlenowymi. Toteż logicznym się wydaje, że wymiatacz wolnych rodników tlenowych pochodzenia zwierzęcego jest najbardziej zbliżony do strategii naszego organizmu. Ponadto nasza wątroba może wyprodukować go w ilościach pokrywających niedostatek cholesterolu pokarmowego, dzięki czemu w normalnych warunkach nie wchodzą w rachubę jego niedobory, nawet chwilowe. Cholesterol jest rozprowadzany wraz z krwią, a więc dociera do każdej komórki, co czyni go wszechobecnym w niemalże w każdym zakamarku naszego ciała.

Inaczej mówiąc: cholesterol LDL jest zawsze i wszędzie, więc jest idealnym stróżem bezpieczeństwa organizmu, w każdej chwili narażonego na uszkodzenie w wypadku wymknięcia się spod kontroli wysoce reaktywnych rodników tlenowych. Łatwo wchodzi w reakcję z tlenem, z którym tworzy trwały związek zwany utlenionym cholesterolem LDL. Po utlenieniu się cholesterol LDL zmienia swe właściwości i zamiast „pałętać się” po krwiobiegu, osiada na ścianach tętnic, gdzie cierpliwie czeka, aż zabierze go specjalny nośnik – cholesterol HDL (zwany dobrym cholesterolem), którego zadaniem jest zbieranie z ścian tętnic utlenionego cholesterolu LDL (zwanego złym cholesterolem) i odtransportowanie go do wątroby, skąd drogą żółciową zostaje wydalony na zewnątrz organizmu, czyli do jelita cienkiego, a następnie wraz ze stolcem trafia do środowiska zewnętrznego. Trzeba przyznać – idealne rozwiązanie, które mógł wymyślić tylko Doskonały Stwórca!

PRZYCZYNA WZROSTU STĘŻENIA CHOLESTEROLU LDL WE KRWI

Hipokrates twierdzi: „Choroby są procesem pozbywania się toksyn z organizmu. Objawy są naturalną ochroną organizmu. Nazywamy je chorobami, lecz one w rzeczywistości leczą choroby. Wszystkie choroby mają jedną przyczynę, choć objawiają się w różny sposób, w zależności od miejsca, w którym występują.” Przez z górą dwa i pół tysiąclecia nikt tego twierdzenia nie podważył, nie ma zatem jakiegokolwiek powodu, by w każdej chorobie doszukiwać się innej przyczyny (patogenu – jak robi to medycyna zainteresowana zyskiem z „leczenia” objawów chorobowych, a więc celowo odwracająca uwagę od prawdziwej przyczyny wszystkich chorób).

Skoro tak, skoro objawy chorobowe chorobą nie są, a nawet odwrotnie – leczą one choroby, to i podwyższone stężenie cholesterolu LDL chorobą nie jest, a jedynie świadectwem determinacji organizmu w usunięciu zeń przyczyny chorób – toksyn wywołujących toksemię, a więc stan, w którym ilość toksyn przeznaczonych do wydalenia przekracza możliwości układów wydalniczych, a jednym z nich jest układ wydalania tych niezwykle groźnych toksyn, jakimi są wolne rodniki tlenowe.

Tutaj nasuwa się pytanie: skoro przyczyną wszystkich chorób jest toksemia, to jaka jest przyczyna toksemii? Czy tylko toksyny endogenne – powstające w organizmie jako odpady procesów metabolicznych? Otóż nie. Do wydalenia produktów przemiany materii nasze układy wydalnicze są ewolucyjnie doskonale przystosowane. Przyczyną toksemii są toksyny egzogenne – wnikające do organizmu w sposób niekontrolowany z zewnątrz, najczęściej z przewodu pokarmowego przez nadżerki nabłonka jelitowego. Do tej nienaturalnej sytuacji natura nas nie przystosowała, tymczasem w wyniku pojawienia się w naszym środowisku sztucznych substancji chemicznych istnienie licznych nadżerek nabłonka jelitowego stało się obecnie zjawiskiem powszechnym.

Stan toksemii organizmu wpływa na dysfunkcję wszystkich organów i układów, w tym także mechanizmów utrzymujących rodniki tlenowe w ryzach, więc ilość wolnych rodników tlenowych wrasta proporcjonalnie do wzrostu toksemii. Toteż wzrost stężenia w krwi cholesterolu LDL nie jest chorobą, a jedynie objawem determinacji organizmu w usunięciu nadmiaru tych groźnych toksyn, jakimi są wolne rodniki tlenowe.

ROLA WITAMINY C W OBNIŻENIU CHOLESTEROLU LDL

Witamina C nie jest w naszym organizmie magazynowana, więc jej nadmiar jest wydalany, ale zanim to nastąpi, krąży przez pewien czas w krwiobiegu, a jeśli napotka wolny rodnik tlenowy – utlenia się. Tym sposobem duże dawki witaminy C wpływają na zmniejszenie ilości wolnych rodników tlenowych, a więc organizm nie musi już utrzymywać w krwi zwiększonej ilości cholesterolu LDL do dezaktywacji i wydalenia wolnych rodników tlenowych, co skutkuje spadkiem jego stężenia w krwi.

Zwolennikiem stosowania dużych dawek witaminy C był Linus Pauling, amerykański fizyk i chemik, dwukrotny laureat nagrody Nobla (1954 w dziedzinie chemii, za badania fundamentalnych właściwości wiązań chemicznych, i 1962 – nagroda pokojowa Nobla za wkład w kampanię przeciwko próbom z bronią jądrową). Sam zażywał 18 g witaminy C dziennie, a za jego przykładem nastała moda na zażywanie olbrzymich ilości witaminy C. Entuzjazm Paulinga dla witaminy C nie znalazł potwierdzenia w faktach, gdyż sam zmarł na raka prostaty, więc moda na ten sposób łatania zdrowia na jakiś czas zanikła, aż do teraz, gdyż producenci tzw. naturalnych suplementów diety znów ożywiają tego trupa próbując na ludzkiej niewiedzy robić interes. By jakoś uzasadnić fiasko poprzedniej mody na witaminę C, pada argument, że Pauling zalecał i sam stosował witaminę C syntetyczną, oni zaś proponują naturalną, rzekomo lepszą. W rzeczywistości nie ma to istotnego znaczenia, gdyż nadmiaru witaminy C organizm i tak nie przyswaja (nie wykorzystuje na potrzeby metabolizmu) lecz ją wydala. A więc czy wydali sztuczną witaminę C, czy naturalną – jaka to różnica? To zwyczajna ściema, bo cóż z tego, że wskutek zażywania dużych dawek witaminy C, kilkusetkrotnie przewyższających zapotrzebowanie organizmu, spadnie stężenie cholesterolu LDL? Czy usunie to przyczynę choroby, czy tylko zamaskuje objawy świadczące o prawidłowym funkcjonowaniu naszego organizmu?

ŁATANIE DZIUR W ZDROWIU

Przykład z witaminą C w maskowaniu objawów chorobowych, bez usunięcia ich przyczyny, można odnieść do wszystkich modnych obecnie tzw. naturalnych suplementów diety. Ich działanie nie ma nic wspólnego ani z profilaktyką zdrowotną, ani ze zdrowiem w ogóle. Jest to działanie stricte medyczne, a więc nastawione na robienie biznesu na ludzkiej niewiedzy przy pomocy fałszywych informacji. Przede wszystkim fałszywe jest nazywanie leków, czyli substancji wywierających aktywny wpływ na funkcjonowanie organizmu… suplementami, czyli dodatkami diety. To doprawdy szczyt bezczelności, gdy do „suplementu diety” dołączona jest ulotka z długą listą chorób, które ten specyfik… leczy, ale lekiem on nie jest, tylko… takim sobie dodatkiem; przyprawą do posiłku.

By wcisnąć, dosłownie: wcisnąć swoje produkty, dystrybutorzy wmawiają nabywcom, że przyczyną chorób jest niedobór jakichś substancji. No, to już jest oczywista bzdura! Owszem, wśród substancji odżywczych niezbędnych dla prawidłowego funkcjonowania organizmu są takie, których niedobór wywołuje objawy niedoboru. Ale są to właśnie objawy niedoboru, a to nie to samo, co choroba będąca następstwem nieodwracalnego uszkodzenia tkanek jako efekt niszczycielskiego oddziaływania toksyn, których organizm nie zdołał się pozbyć, gdyż wszystkie próby ich wydalenia są blokowane. A jeśli likwidujemy wszelkie objawy świadczące o samooczyszczaniu się organizmu z groźnych toksyn, to co się z nimi dzieje? Otóż kumulują się w organizmie i uszkadzają tkanki ważnych organów, czyli że wiodą do jednego finału – choroby.

Wiele badań wskazuje, że osoby systematycznie zażywające jakieś substytuty; erzace zwane suplementami diety, a w rzeczywistości będące lekami bez recepty służącymi do maskowania objawów chorobowych (swoistych wentyli bezpieczeństwa), o wiele częściej od pozostałych zapadają na choroby cywilizacyjne – cukrzycę wieku dorosłego, nadciśnienie, choroby z autoagresji czyli agresji systemu odpornościowego skierowanej przeciwko komórkom własnego organizmu, wreszcie raka będącego totalną katastrofą organizmu jako całości. I nie może być inaczej!

Autor: Józef Słonecki
Źródło: Biosłone

Komentarze można dodawać przez 7 dni od daty publikacji
165 wypowiedzi

  1. taka-tam 17.09.2009 19:37

    przepraszam za błąd w nazwisku
    oczywiście chodzi o pana Słoneckiego

  2. Velevit 17.09.2009 21:13

    @Taka-tam

    Kopę lat : ) Witaj z powrotem.

  3. Ralda 17.09.2009 23:20

    @Rek
    „A co z selenem, cynkiem, magnezem przecież one w wielu przypadkach są niezbędne organizmowi? Szczególnie selen przy problemach z tarczycą musi być dodatkowo przyjmowany jako suplement bo w pożywieniu jest go za mało. ”

    Wtedy są one lekami.

  4. Józef Słonecki 18.09.2009 15:53

    Rek napisał: „Wtedy są one lekami.” Ja dodam: lekami podtrzymującymi życie, a więc do suplementów rozumianych jako dodatek do żywności (diety) mają się nijak. No, chyba że ktoś przyczynę chorób upatruje w niedoborze w organizmie… leków.

  5. Jaga 18.09.2009 22:01

    A kim z zawodu jest Pan Jozef Slonecki??
    Pytam ,bo nie widze przed nazwiskiem zadnego tytulu.Skad taka wiedza skoro dr Rath i dr Niedzwiecki znawcy medycyny komorkowej mowia zupelnie cos innego ,niz Pan Slonecki.
    Mam takie zdanie jak Velvetin i tez nie uwazam,ze nalezy sie suplementowac,ale wiadomo,ze brak witamin tak ja niedobor powoduje choroby.

    szkorbut u nas nie wystepuje,ale ciagly niedobor wit C powoduje choroby tj,zawaly i udary.

    Nie doczekalam sie od Pana Sloneckiego odpowiedzi co wtedy jak mineralow i witamin w pokarmach brakuje…a brakuje.Zywnosc jest wyjalowiona i napasiona toksynami poprzez nawozy,GMO.,antybiotyki.

    Wejscie kodeksu zywnosciowego spowoduje np napromienianie zywnosci a to wiaze sie ze starta witamin i enzymow i co wtedy??

    W naszym kraju nie ma mozliwosci zdrowej zywnosci ,bo wszsyko jest w mniejszej lub wiekszej mierza wyjalowione i skazone.Nie zyjemy jak pierwsi ludzie ktorzy nie musieli sie suplementowac.

    Czytalam wiele ksiazek poczawszy od Tombaka ,h.Clark i podobnych ,ale to,ze ktos mowi,ze nie pownno sie suplementowac diety,bo dostarczy sie to w diecie oraz,ze witaminy podawane w suplementach powduja,ze chorba sie tli i odklada sie jz w czasie to pierwsze slysze.

    Nie przemawia to do mnie,gdyz NIE MA ZDROWEJ ZYWNOSCI U NAS.Diety Garsona opartej na produktach organicznych nikt tu nie zastosuje.

    Jestem za oczyszczaniem organizmu i owszem ale ,ze witaminy odsuwaja chorobe …niestety nie wierze.

    Podsylam linki do zywnosci komorkowej prosze obejrzec filmy jak powstaje rak a jak choroby serca i na jakim tle.

    http://www.medycynakomorkowa.com/index.php?option=com_content&task=view&id=48&Itemid=68

  6. Robert 19.09.2009 15:09

    @Jaga,
    a czytałaś wszystkie komentarze do tego artykułu? Bo mam wrażenie, że nie.
    Nikt nie kwestionuje, że we współczesnej żywności jest mniej witamin i minerałów niż kiedyś. To fakt. Pytanie tylko, ile człowiek potrzebuje tych witamini iminerałów? Nie będę tutaj wyznaczał takich norm, bo one są bez sensu.
    Powiem tylko tyle, że organizm zużywa witaminy nie tylko jako katalizatora w szeroko rozumianym procesie trawienia, ale jako odtrutki dla toksyn. Wykorzystywanie ich jako odtrutki ma pierwszeństwo przed innymi zastosowaniami. Więc jeżeli organizm jest mocno zatruty, to i zużycie witamin i minerałów będzie dużo większe. Suplementacja tymi witaminami i minerałami może być na jakiś czas rozwiązaniem. Człowiek czuje się wtedy lepiej, ale przyczyna chrób pozostaje. Toksyny dalej dostaja sie do organizmu i NISZCZĄ organy. Dlatego zamiast suplementacji proponujemy usunięcie ponadnormatywnej toksemii. Skutkiem tego spada zużycie witamin i minerałów do utylizacji toksyn a organizm może je wykorzystać do odżywiania.
    Pan Słonecki nie ma tytułu naukowego, ale dziwię się, że jest tu w ogóle podnoszony ten argument. Czyż to nie ci z tytułami naukowymi doprowadzili ludzi do takiego stanu? Przecież ci utytułowani lekarze uważają, że choroby biorą się z niedoboru leków w organizmie, czyż nie? Tylkmo ktoś spoza tego środowiska jest w stanie spojrzeć w sposób świeży na organizm ludzki. Wielu lekarzy naturalnych, którzy odeszli z medycyny klasycznej m a problem, ponieważ tkwią mentalnie w okowach klasycznego (akademickiego) myślenia, że człowiek jest wybrakowany i należy go ciągle naprawiać. Tak naprawdę zamienili leki syntetyczne na te naturalne, ale myślenie się nie zmieniło. Dotyczy to Tombaka, Małachowa, Siemionowej i innych. Ich metody to dawaniie ryby, zamiast nauczenia korzystania z wędki.
    Skoro człowiek ma 200m2 skóry zewnetrznej w postaci powierzni jelit, łacznie z kosmkami jelitowymi, to oczywistym jest, żena tak dużej powierzchni dojdzie do jakichś ubytków i zaczną przedostawać się do organizmu w sposób niekontrolowany substancje trujące, które powinny być wydalone ze stolcem. Należało znaleźć odpowiedź na pytanie, czym wspomagac organizm w gojeniu tych mikroubytków. Metodą prób i błędów Pan Słonecki zauważył, ze najlepiej do tego nadaje się rozcieńczony sok z aloesu albo rozcieńczony wyciąg z pestek grapefruita.
    Pan Słonecki nie jest człowiekiem znikąd. Przez lata przyjmował jako naturopata i bioenergoterapeuta, więc pojęcie o leczeniu ma. Szukał zawsze jednej uniwersalnej metody na wyleczenie wszystkich chorób. I tak narodził się pomysł Mikstury Oczyszcającej. Reszta jest historią. Mikstura funkcjonuje już 8 lat, „wyleczyła” setki osób. Na forum Biosłone jest mnóstwo świadectw. Zamiast tyle dywagować, czy nie lepiej jest po prostu kupić oliwę z oliwek, cytryny i sok z loesu i zacząć ja pić? Efekty przyjdą bardzo szybko.

  7. Jaga 19.09.2009 19:27

    @ Robert
    Przeczytalam posty w calosci ,ale Ty nie doczytales tego co pisalam,bo ja nie neguje oczyszczania.Nie umiem tylko zrozumiec tego co piszecie.

    Obejrzyj filmy z linku ,ktore podeslalam i wtedy zobaczysz dlaczego moje zrozumienie jest inne.

    Pytam o tytul Pana Sloneckiego tylko dlatego,ze studia i staze pomagaja zrozumiec jak dziala ludzki organizm i tyle ,nic wiecej nie mialam na mysli.
    Zaufania do lekarzy ja nie mam ,wiec nie neguje,ze ktos lekarzem nie jest.

    Zwyczajnie nie rozumiem tego co piszecie.Moja wiedza jest inna i to wszsytko.

  8. Robert 19.09.2009 19:32

    @Jaga
    „Nie umiem tylko zrozumiec tego co piszecie.”
    A czego nie rozumiesz?

  9. Jaga 19.09.2009 20:21

    Gdzies czytalam,ze ex z grejfruta zawiera metale ciezkie.Nie pamietam ,ale gdzies na internecie.

    Moze sprubuje tej mixtury,ale troche sie boje ,bo mam nefrokalcynoze.Zreszta mam wiele dolegliwosci np .bole kosci od kilku lat,migreny ciezkie i czeste nawet z aura.

    Moje nierozumienie wynika z tego,ze mam zbyt rozniace sie informacje od siebie bo dr Rath mowi co innego.
    Skad ja przecietny czlowiek mam wiedziec kto ma racje skoro dr Rath leczy witaminami co prawda naturalnymi,ale w suplementacji.To samo dotyczy diert Gersona czy nawet wit B!& w przypadku raka.

    To mija bezradnosc w stosunku do roznych informacji a nie negowanie .

  10. Jaga 19.09.2009 20:23

    Nie rozumiem,ze wystarczy jedzenie zamiast suplementacji,bo uwazam,ze za malo mamy witamin i mineralow w pozywieniu a w dodatku jest to odwrotnosc tego co czytalam przez dlugi czas,ze trzeba uzupelniac nieodbory.

    Robert obejrzyj te filmy co podeslalam. Zobacz ze tam jest inna wiedza.

  11. Velevit 19.09.2009 20:54

    Ja z kolei czytałem że substancje zawarte w pestkach grejfruta mają bardzo silne działanie antybiotyczne, z akcentem na bardzo… i ponoć jeżeli idzie o skutki uboczne nie ustępują w tym syntetycznym antybiotykom.

    Odnośnie suplementów dr Ratha to wątpię by były bardziej naturalne niż w przypadku innych produktów heh, i na dodatek ceny z kosmosu za te wynalazki. Ogólnie mam sporo szacunku do osoby dr Ratha za to co robi, ale tych Jego witamin to ja nie kupuje :P

    Jeżeli zaś idzie o kwestię dostarczania organizmowi witamin i minerałów to Józef Słonecki, Robert i w ogóle entuzjaści metod z Biosłonu najprościej ujmując uważają, że po oczyszczeniu jelit z toksyn wchłanialność zeń substancji odżywczych zwielokrotni się i tym samym nie będzie już istniała potrzeba ich suplementacji, ponieważ organizm będzie w stanie wykorzystać w pełni do funkcjonowania nawet niewielkie ich ilości. Czyli rzekomo organizm oczyszczony z toksyn absorbuje więcej substancji odżywczych aniżeli zanieczyszczony, dzięki czemu można pozwolić sobie na spożywanie mniejszych ilości ów witamin i minerałów. Brzmi ciekawie, ale na ile rzeczywiście toksyny przeszkadzają w wchłanianiu substancji odżywczych z jelit, tego nie wiem.

  12. Jaga 19.09.2009 21:49

    @Velevit
    Tez slyszlam duzo dobrego o citrosepcie i sama dlugo uzywalam,ale te „rewelacje” ,ze jest toksyczny wyczytalam niedawno.Jednak nie pisalo o Citrosepcie konkretnie,ale o ekstrakcie ,nie byla podana nazwa.Przypuszczam,ze to nie dotyczy kazdego ekstraktu.

    W duzej mierze moge sie zgodzic Z Panem Sloneckim i oczywiscie nawet co do filtrow z odwrocona osmoza -to byl niewypal mojego zycia,dobrze,ze nie przyplacilismy tego zyciem.
    Uzywalam filtra na co dzien -tak go zachwalali.
    Mialam go kilka lat i o te kilka lat za duzo.Pytalam lekarzy,kazdy mowil ok.Dopiero jak corce wyszly drugioe zeby i kazalo sie ,ze brak na nich szkliwa i sa bardzo cienkie zorientowalam sie ze cos nie tak,ale nie wiedzialam co.

    Dobrze,ze sie domyslilam (po ok 5 latach)i powoli corce zaczely zeby pokrywac sie warstwa szkliwa i grubnac.Polowa jest normalna druga polowa zeba dopiero dochodzi do siebie.
    Odradzam te cholerne filtry komu tylko moge.

    Co do oleju to ssamy od niedawna cala rodzinka.

    A co do witamin dostarczanych suplementacja musze sie jeszcze doksztalcic.
    Wit B17 podobno leczy raka…
    Wit C chroni serce ,mozg…

    Bardzo prosilabym aby na temat tych filmow ( jak powstaje zawal i rak)i suplementacji wypowiedzial sie Pan Slonecki.

    Moze przekona takiego laika jak ja.

  13. Józef Słonecki 19.09.2009 23:30

    @Jaga: „Wit B17 podobno leczy raka…” Być może, nie wiem, bowiem trudno już teraz znaleźć rzecz, która raka nie leczy. Ale nie w tym rzecz, bowiem aby leczyć raka, a także inne poważne choroby, trzeba wprzódy na nie zachorować. My na Biosłone zajmujemy się właśnie tym – zapobieganiem chorobom, a do tego nie są potrzebne żadne wydatki na suplementy czy inne leki, stosowane w chorobie. Ja zdaję sobie sprawę, że może Pani nie rozumieć tego, co ja piszę. I to nie dlatego, że ja stawiam coś na głowie, ale dlatego, że to coś – wiedza o zdrowiu odbita w krzywym zwierciadle medycyny – stoi na głowie. Proszę spojrzeć, jak ujął te trudności Paracelsus, zwany ojcem medycyny współczesnej: „Nie tyle poznać to, czego się nie wie, ile zapomnieć to, co się wie, lub w co się wierzy, że się wie.”

  14. pyrek 20.09.2009 04:40

    Uważacie że choroby są nam potrzebne by bakterie i wirusy czyściły organizm z toksyn (o ile dobrze zrozumiałem). To tak się zastanawiam dlaczego częściej zapadają na infekcje dzieci i osoby starsze, czyżby miały więcej toksyn w organizmie lub też ich system odpornościowy był mocniejszy by pozwolić sobie na właśnie taką taktykę? Dlaczego łatwiej zachorujemy jeżeli np. będziemy wyziębieni bądź przepracowani? Odpowiedz jest prosta: bo wtedy nasz system odpornościowy jest słabszy i wtedy obce ciała w postaci bakterii i wirusów mogą łatwiej przeniknąć i się namnożyć.
    Twierdzicie że te drobnoustroje są naszymi sprzymierzeńcami i oczyszczą nasz organizm z toksyn, no nie wydaje mi się by te toksyny były dla nich czymś wartościowym. Jak wiadomo same giną one od trucizn zwanych antybiotykami.
    Nawet gdyby ta kuracja była skuteczna w regenerowaniu uszkodzeń jelit (co mnie osobiście wydaje się być wątpliwe) to i tak organizm ludzki w czasie swojej ewolucji nie zdążył jeszcze wykształcić mechanizmu który by pozwolił na to by toksyny zawarte w pożywieniu nie przenikały do niego. Dodatkowo przenikają do nie go także toksyny z powietrza jak i przez skórę.
    Niektórym może się wydawać że tak prosta metoda i na naturalnych składnikach nie może być nieskuteczna. Niestety rozwiązanie nie jest takie proste, organizm to bardzo skomplikowany mechanizm i potrzebuje odpowiednich dawek witamin, minerałów, aminokwasów i innych po to by funkcjonował prawidłowo. Rzeczą jasną jest że najlepszym rozwiązaniem było by je dostarczyć w pożywieniu, lecz często jest to rzeczą trudną do zrealizowania. Znaczną przewagą surowych warzyw i owoców nad suplementami jest to że zawierają enzymy.
    W samym artykule negowana jest rola witamin, później stanowisko jest bardziej wyważone. Zauważcie że jest bardzo akcentowane stwierdzenie iż witaminy i inne suplementy to są leki. A stąd droga by musiały uzyskać licencje jako leki co wiadomo mocno ograniczy dostęp do nich. Dodatkowo stwierdzenie że potrzeba nam dużo mniejszych dawek, czy nie przypomina to właśnie pewniej polityki…
    Propaganda sprytnie przemycona, ale da się ją wychwycić.
    Co do tej metody to uważam ją za bujdę na kółkach, mającą na celu odwrócenie uwagi od rzeczywistego celu.

  15. pyrek 20.09.2009 04:52

    Dodatkowo jedna kwestia: mały odsetek ludzi ma odpowiednio zbilansowaną dietę lub regularnie suplementuje odpowiednie składniki. Stąd właśnie ogół ma jakieś niedomagania zdrowotne. Ja sam zażywam witaminy i minerały od ładnych paru lat i od tego czasu praktycznie nie choruję. Wy pewnie będzie twierdzić że maskuje tylko zły stan zdrowia, tylko że badania twierdzą że jednak mój organizm jest w dobrym stanie. Znam nawet pewną blisko 90-cio letnią panią która wszystkie niedomagania leczy witaminą C.