Udały mi się te dzieci

Opublikowano: 04.08.2008 | Kategorie: Społeczeństwo | RSS komentarzy

Przeczytano 5 razy!

2 + 12, czyli wzorowa katolicka rodzina Zakrzewskich. Mama niestety nie będzie już rodzić. Umarła z przerodzenia.

W Kraszewie dwa dni po dwunastym porodzie zmarła – jak wiadomo – 37-letnia kobieta. Powód: wycieńczenie organizmu. Dziennikarze tłumnie rzucili się do małej wiochy pod Działdowem, by porozmawiać z wdowcem po pani Barbarze i dyskretnie rzucić okiem na biedę oraz dziatwę państwa Zakrzewskich. Z 20-metrowego domku wylewały się kolejne ekipy reporterskie. Publiczna tefałka, prywatne telewizje, tabloidy i pisma kobiece odpowiadały na pytanie: Kto zawinił? Oczywiście nie wielodzietność. Dziecioróbstwo bez umiaru jest teraz chwalone i zalecane.

Głowa rodziny, pan Grzegorz, nie jest idiotą. Jest patriotą. Przez 19 lat małżeństwa pracował dla kraju płodząc kolejnych obywateli. Jako że zajęty był misją, nie mógł pracować. Od lat był bezrobotny i nadal deklaruje uparcie: – Mnie do roboty nie opłaca się chodzić, bo stracę dodatek 420 zł za opiekę nad chorym dzieckiem.

Zakrzewscy od państwa dostawali dwa i pół kafla miesięcznie i nie wiodło im się najgorzej. W walącym się domu mają cyfrową platformę Polsatu i trzy telefony komórkowe. Dzieci jedzą w szkole, która zapewnia im również podręczniki. Kościół pomaga. W podzięce za stado owieczek ksiądz i organista nie wzięli pieniędzy za pogrzeb pani Barbary. Teraz Zakrzewscy będą dostawali jeszcze więcej pomocy, bo po śmierci żony panu Grzegorzowi należy się dodatek dla samotnie wychowującego ojca. Poza tym dzięki mediom jest najsławniejszym ojcem dwanaściorga pociech i telewizja zbiera dla niego pieniądze.

* * *

Według najbardziej prawdopodobnych informacji pan Grzegorz spłodził sześć dziewczynek i pięciu chłopców. Ojciec opowiadał o nich z sercem, ale odrobinę nieuważnie.

* Kamila – najmłodsza pociecha Zakrzewskich i pamiątka po żonie Barbarze – ma trzy tygodnie. Ktoś uznał, że złym pomysłem będzie oddanie córki panu Grzegorzowi. Mała ma trafić do rodziny zastępczej.

– Siostrzenica z Olsztyna wstępnie zgodziła się ją wziąć – mówi Zakrzewski.

* Patrycja, 3 lata. Pan Grzegorz nie pamięta dokładnie jej daty urodzenia.

– Jakoś w marcu chyba czy w kwietniu. Nie mogę powiedzieć, co ona mogłaby w życiu robić. Jak dorośnie, to coś się wymyśli.

* Patryk, 5 lat. – Pani go nie pyta o nic, on się wstydzi – stwierdził ojciec po tym, jak zapytałam dziecko o to, ile ma lat. Uciekł. – On to nie lubi ludzi. To takie żywe dziecko jest.

* Szymon, 8 lat. Jest chory na białaczkę, ale lubi podróżować. Raz w miesiącu pan Grzegorz jeździ z nim do Olsztyna na badania i płukanie cewnika. Dzięki chorobie i pobytom w szpitalach jest kontaktowym dzieciakiem.

* Mateusz, 9 lat. Też jest chory na białaczkę. Cierpi także na upośledzenie umysłowe w stopniu umiarkowanym. Codziennie do szóstej wieczorem spędza czas w Ośrodku Rehabilitacyjno-Edukacyjno-Wychowawczym w oddalonym o 3 km Iłowie.

* – Wymieniłem już Pawła? – pogubił się pan Grzegorz. Paweł ma 7 lat, ale lekarze porównali jego rozwój do poziomu 4-latka. W ośrodku w Iłowie nauczono go spuszczać wodę po zrobieniu kupy i smarować chleb masłem.

* Karolina, 10 lat. Chodzi do czwartej klasy podstawówki.

– Jest żywa – tyle na jej temat powiedział najbardziej dziś znany polski reproduktor.

* Krystyna, 13 lat. Upośledzenie w stopniu umiarkowanym. Chodzi do szkoły specjalnej w Działdowie.

* Iwona, 14 lat. Bez upośledzenia. Najlepsze oceny ma z wuefu. Często kłóci się z najstarszą Eweliną o autorytet w oczach rodzeństwa.

– O! Ona! Ta to na olimpiadę kiedyś pojedzie, zdolna dziewczyna.

* Łukasz, 16 lat. Ojciec nie potrafił powiedzieć o nim nic więcej.

* Ewelina, 17 lat. Jest w pierwszej klasie technikum gastronomicznego. Po śmierci matki ona i teściowa pana Grzegorza przejęły odpowiedzialność za opiekę nad ogniskiem domowym.

* Daniel, 21 lat. Upośledzenie w stopniu lekkim. Panieńskie dziecko pani Barbary. W ciągu roku stracił dziadka, ojca i matkę.

– Co można o nim powiedzieć? To już jest całkowita sierota, nie ma nikogo – oświadczył pan Grzegorz. Daniel siedział obok niego.

* * *

Pan Zakrzewski jest porządnym człowiekiem: nie pije alkoholu, nie gra w karty. Tylko dzieci robi. Za żadne skarby nie zgodzi się na rozbicie stadka i oddanie dzieci do domu dziecka. Sam zna to piekło. Jego rodzice oddali go do bidula, gdy miał 2 lata. Nie dawali sobie rady z wychowaniem i utrzymaniem ośmiorga dzieci. Pan Grzegorz nie chce popełniać błędów rodziców.

Mężczyzna, który stał się gwiazdą telewizyjną znaną głównie z rekordowego zapładniania żony, wie, że po jej śmierci wszystko jest w jego rękach. Teraz ma swoje pięć minut i jest świadomy, że trzeba je dobrze wykorzystać. Przez tydzień, który minął od pierwszego programu w TVN, wydarzyło się wiele. Wójt przyznał rodzinie mieszkanie, fundacja zbiera dla niej pieniądze, ludzie oferują pomoc, przysyłają paczki z ubraniami.

– Ja z tymi ubraniami nie mam już co robić – załamuje ręce pan Grzegorz.

Wszystko się dobrze zapowiada. Ojciec dwanaściorga dzieci został doceniony, dzieci widziały się w telewizji, zobaczyły aparat fotograficzny. Tylko panu Grzegorzowi trochę kobiety brakuje.

– No bo to jest tak jakby połówka, nie?

– Czym żona Pana ujęła 19 lat temu, gdy się zakochaliście?

– Trudno powiedzieć. Zakochałem się. Po prostu spotykaliśmy się i po prostu zapadła decyzja, żeby się ożenić. Przed żoną miałem jeszcze jedną kobietę. Bo mi się podobają takie, co mają długie włosy, najlepiej brunetki.

– Jest Pan romantyczny?

– Oficjalnie to nie. Się nie interesowałem kobietami, raczej byłem skryty.

– Pan to chyba lubi seks. W związku seks jest ważny?

– No, przede wszystkim. Niektóre rzeczy to, wie pani, można, a z innymi można się obejść. Ale znam małżeństwa, które się rozwodziły bez seksu. Wynikało, jak wynikało.

– Jak Pan lubi się kochać?

– Jestem przeciętnym mężczyzną. Najważniejsze są pieszczoty. A tak w ogóle to jak w tej piosence: pytała się pani pewnego doktora, czy lepiej z rana, czy lepiej z wieczora. Dobrze jest z wieczora i z rana, bo będziesz zadowolona i wyspana.

– Jeśli mieli Państwo tyle dzieci, a Pan dalej miał ochotę na seks, zaś żona się nie zabezpieczała, to może warto było zdać się na siebie i masturbację?

– Nie, nie. Ta technika to nie. Ja nie mówię, że lepsza graba niż twoja baba. Czasami było tak, że żona nie chciała, ale częściej chciała. Wie pani, warunki były takie. W ósemkę spaliśmy
tutaj w tym pokoju. I ja z żoną też. Po prostu… W nocy to jak wszyscy spali, pod kołdrą i po cichu. Najczęściej to po bożemu, od tyłu raczej nie. Czasami dzieci przeszkadzały, bo siku chciały. Czasami teściowa w nocy wstała. Ale tak to my się dużo nie kochaliśmy.

– Potrafi Pan powiedzieć, po którym stosunku rodziło się jakie dziecko?

– Raczej tak.

– To jak powstawała Patrycja?

– No pamiętam, ale powiem szczerze, że nie była planowana. To było w nocy, bo w dzień to my się nie kochaliśmy.

– Jaka jest Pana recepta na seks skuteczny i owocny.

– Nie mam recepty. Jakoś tak. Recepta jest na chorobę, a to nie choroba. W życiu się tylko leczyłem na nerwicę, ale żona o tym nie wiedziała.

– Lekarze uprzedzali, że kolejna ciąża może zakończyć się dla żony tragicznie. Zabezpieczaliście się?

– Żona kiedyś brała zastrzyki, ale potem policzyliśmy, że za drogo to wychodziło. Musieliśmy wybierać, czy dać jeść dzieciom, czy dać zastrzyk. Próbowaliśmy z tym kalendarzem, ale żona miała jakoś tak nieregularnie miesiączki.

– Zastanawiał się Pan nad poddaniem zabiegowi czasowego wstrzymania płodności.

– Znaczy przechodziło mi przez myśl, ale praktycznie to nie chciałem tego.

– Dlaczego nie pójdzie Pan do pracy, przecież kiedyś skończy się ten szum i będzie Pan musiał być odpowiedzialny za dzieci. Teściowa może się nimi zajmować…

– Mi się podoba ten szum. Wydzwaniają do mnie ludzie, żebym do pracy poszedł, ale ja wszystkim odmawiam. Muszę się dziećmi zajmować.

– Jest Pan zadowolony z rodziny?

– No powiem szczerze, że nie. Wolałbym mieć trójkę czy czwórkę dzieci. Ale udały mi się dzieci, nie mogę powiedzieć. Najważniejsze w życiu to nic nie planować. Ja w życiu nic nie planuję. Wszystko jest tak jakby losowe. Różnie bywa, wolałbym ustąpić, niż do czegoś dojść.

Pan Grzegorz mimo tragedii wie, że potrzebna mu kobieta i jest otwarty na nowe znajomości. Podczas gdy błyszczy przed kamerami narzekając na mieszkańców i władzę, która obijała się 11 lat z przyznaniem Zakrzewskim większego mieszkania, mieszkańcy Kraszewa ostrzą kosy. W wiosce jest wiele rodzin wielodzietnych. Mają po czworo, pięcioro dzieci. Żeby dzieciaki ubrać, wyżywić i wysłać do szkoły, oboje rodzice zapieprzają w polu i u prywaciarzy, by dorobić do pierwszego. Z żalem patrzą na Bogu ducha winne dzieci pana Grzegorza. Jednak mają poczucie rażącej niesprawiedliwości. Podczas gdy Zakrzewski troszczył się o przedłużenie rodu, oni tyrali po to, by utrzymać dzieci, które Zakrzewskiemu utrzymuje państwo.

Autor: Malina Błańska
Źródło: Tygodnik „NIE”

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

4 komentarze

  1. fiufiu 05.08.2008 00:06

    Ot i bol nie do zniesienia-dla szmaty i szmatlawca- ze ta pierwsza musi pisac na lamach tego drugiego o materiale normalnym czyli o ludziach ktorym prawo boskie i ludzkie sumienia nie pozwalaja mordowac nienarodzonych! O ilez „radosniej”- i bez jadu z pewnoscia- napisalaby ten pani Salcie -Malina Jezyna o dwunastej aborcji i tyrajacym np w kamieniolomach ojcu ktory poprzysiagl ze dotad bedzie pracowal az nazbiera desek na jedna komorke w ktorej jedyna tel -awizja bedzie TVN a jedyna rozrywka bedzie dostepna Gazeta Wyborcza i Dziela wszystkie Lenina. A zamiast posilkow ojciec po trzykroc dziennie bedzie sie sycil pokarmem NIE,dymiac matke w tempie dzwigni napedowej kola od parowozu i wysylajac regularnie na skrobanke. Wtedy na pewno by przezyla …. dlugo i szczesliwie

  2. fiufiu 05.08.2008 00:26

    Acha!!!

    I zapomnialem dodac ze wzorem dla wszystkich rodzin powinne byc BEZDZIETNE!!!! rodziny zydowskie dla ktorych dwanascie dziecek to jak nie ma dziecek! …. „24 dziecek to dopiero jeden dziecek! Wygina jak dinozaury bezpotomnie bo po prostu im sie nie chce tak ciezko na rodzine je….c. znaczy tak lekko i swobodnie sobie poje…c ,tak! Tak zeby i Salcie byla pelna i Ickowi bylo dosc!… A pieniadze na utrzymanie ??? .. przeciez na to je…ia juz GOYE….

  3. detonator 05.08.2008 13:57

    Powinno się rodzić po 2-3 dzieci, ani za duzo, ani za malo..

  4. Gobi 07.08.2008 10:28

    fiufiu – coś ćpasz czy po prostu taki głupi jesteś?

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.

pl Polish
X