Polska nie czyta

Opublikowano: 28.04.2016 | Kategorie: Kultura i sport, Wiadomości z kraju

Według danych przytaczanych przez NIK, 63 proc. Polaków nie przeczytało w 2015 roku ani jednej książki. To o 5 pkt proc. więcej niż rok wcześniej.

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego wydało na wzrost czytelnictwa 268 mln zł w ciągu trzech lat; za te środki sfinansowano ok. 20 programów. Jednak pieniądze te nie przełożyły się na to, że czytamy więcej książek – wręcz przeciwnie, liczba osób, które w ciągu roku sięgnęły po chociaż jedną lekturę, spadła z 42 do 37 proc.

Jak pisze w swoim raporcie Najwyższa Izba Kontroli, najwięcej sensu miały działania promujące czytelnictwo wśród dzieci, np. wydanie i dystrybucja książki “Pierwszej książki mojego dziecka”. “Badania i wyniki ekspertyz w zakresie czytelnictwa dzieci i młodzieży, wskazują bowiem, że po książki częściej sięgają i czytają właśnie te osoby, które polubiły ich czytanie w dzieciństwie.” – piszą autorzy dokumentu.

Działania MKiDN w żaden sposób nie dotyczyły e-booków i audiobooków, tymczasem – mimo braku jakiejkolwiek kampanii w tym kierunku – to właśnie te formy stają się coraz bardziej popularne – NIK radzi, żeby zainicjować kampanię, dotyczącą książek elektronicznych.

Fatalnie wygląda stan i popularność polskich bibliotek – okazuje się, że wypadamy znacznie gorzej niż inne społeczeństwa europejskie. Zaledwie 25 proc. Polaków korzystało kiedyś z biblioteki publicznej, dla porównania książki wypożycza 75 proc. Szwedów, 66 proc. Finów i 63 proc. Duńczyków. NIK przyznaje jednak, że w ostatnich latach prowadzona jest powolna modernizacja zbiorów, prowadząca do powolnego zwiększania czytelnictwa.

NIK wytyka ministerstwu przede wszystkim niedokładną sprawozdawczość z prowadzonych programów, ich niską rozpoznawalność i niejasne cele. Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa nie ma nawet swojej strony internetowej, kampanie są całkowicie nieobecne w mediach tradycyjnych i społecznościowych.

Autorstwo: JS
Źródło: Strajk.eu

TAGI: , , ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU: Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

8 komentarzy

  1. rurek 28.04.2016 11:53

    Od lat nie przeczytałem ani jednej książki papierowej. Nie czuję się z tego powodu poszkodowany, nie jest mi źle, nie mam depresji z tego powodu. Kiedyś czytałem bardzo dużo. Ale to do życia nie jest w ogóle potrzebne – zwłaszcza głupkowate romansidła czy też książki pokroju „50 twarzy greja” – to jest szmelc.

  2. sandvinik 28.04.2016 19:58

    A tak na powaznie to ile ksiazek wartych czytania wyszlo w ostatnim roku? Albo ostatnich 2-3 latach?

  3. Szurnięty Mędrzec 28.04.2016 21:22

    sandvinik- dość sporo, Stalowe Serce, Kochanka Himmlera, Ribbentrop Beck, ze starszych Diuna, nie ma sensu narzekać.

  4. ares 29.04.2016 14:48

    „Polska nie czyta”. Wielkie mi odkrycie. Tak jakby Polacy kiedykolwiek coś czytali. Zresztą prawdę mówiąc osobiście widzę coraz mniej korzyści z czytania. Kiedyś czytałem chyba dużo, tzn. tak sądzę w zestawieniu z różnymi statystykami. I wała mi to dało (jakkolwiek zresztą by owego dania nie rozumieć). Przed chwilą, tak z ciekawości, zalogowałem się na swym koncie czytelnika w bibliotece wojewódzkiej dla sprawdzenia liczby wypożyczanych stamtąd przeze mnie książek. Okazuje się, że jeszcze całkiem niedawno, parę lat temu, było tego po 60-80 sztuk na rok (przy czym WBP to w mym przypadku nie jedyne źródło książek, jest jeszcze m.in. MBP, zresztą w dwóch miastach, a także własny księgozbiór domowy). Od tego czasu czytam coraz mniej. A w obecnym roku w ogóle objąłem sobie za cel nie czytać NIC w języku polskim (nie zawsze mi się to udaje, ale staram się odwyknąć od polskiej lektury). Czytam za to zdecydowanie więcej niż kiedyś w językach obcych. Moim zdaniem przeczytanie jednej książki dajmy na to po niemiecku, angielsku czy włosku ma większą wartość niż przeczytanie stu po polsku. I to nie tylko ze względów językowych, ale niestety także merytorycznych (w przypadku prac naukowych czy popularnonaukowych) bądź że tak powiem ogólnohumanistycznych czy nawet czysto estetycznych (w przypadku beletrystyki; mówię tu oczywiście o klasyce tejże, nie o komercji).

  5. jeszcze 29.04.2016 18:58

    @Ares
    A co masz do języka polskiego?

  6. jaro 30.04.2016 19:48

    Chylę czoła ~ares, to będzie 4,5 do 6 dni na jedną książkę. I tak na okrągło, cały rok, świątek, piątek i niedzielę… Tych „… dajmy na to po niemiecku, angielsku czy włosku…” też tyle czytasz? Czy tylko tak błysnąłeś, jak (nie przymierzając) grosz w gównie??? Czy dosłownie brać wyliczenia („… ma większą wartość niż przeczytanie stu po polsku…”) i 60-80 sztuk na rok polskich zamieniłeś na 1 na rok czy półtora w innym języku???

  7. ares 01.05.2016 11:38

    @jaro 30.04.2016 19:48. Spokojnie, spokojnie. Po pierwsze, czy 4-6 dni nie wystarczy na przeczytanie książki? Wiele oczywiście zależy tu od jej objętości, ale takiej powiedzmy objętościowo przeciętnej, czyli, bo ja wiem, może dziś ok. 200-300 stron (nb. obecnie książki są na ogół objętościowo większe niż kiedyś, tzn. przed epoką internetu). Po drugie, gdzie powiedziałem, że te kilkadziesiąt książek rocznie było przeze mnie czytane w całości, do deski do deski? Skąd zresztą wiesz, jakie to książki (a chyba inaczej czyta się np. powieść, a inaczej publikację popularnonaukową lub naukową). Dla przykładu weźmy historię powszechną, a z niej niech będzie historia Szwajcarii; są takie, wydawane przez Ossolineum, popularne historie poszczególnych państw, krajów, narodów; jeśli dla przykładu interesują mnie dzieje ziem szwajcarskich pod panowaniem rzymskim albo we wczesnym średniowieczu, czytam tylko na temat tego okresu, czyli kilkanaście bądź góra kilkadziesiąt stron. To chyba jasne, nie sądzisz? Skąd poza tym wiesz, w jakim celu je czytałem. Może np. dla zrobienia potrzebnych mi do czegoś notatek. Co do książek w obcych językach: w nich tyle nie czytam, co również jest oczywiste, powiedziałbym – samo przez się. Pominąwszy już bowiem kwestię mimo wszystko pewnej jednak bariery językowej, dochodzi tu jeszcze niezbyt duża dostępność pozycji obcojęzycznych w polskich bibliotekach publicznych (te czytane przeze mnie w zdecydowanej większości pochodzą z mego księgozbioru domowego). Ps. Piątek, świątek, niedziela – a cóż to niby za różnica? W ogóle, a w szczególności dla czytania.

  8. jaro 02.05.2016 15:32

    Nie wystarczy. Chyba że masz czas, lub jest to związane z twoją pracą.
    Ja mogę sobie „wykroić” czas na przeczytanie może jednej w miesiącu. Po prostu nie mam kiedy.
    Po drugie, piszemy o przeczytaniu KSIĄŻKI, nie kilku jej kartek. „Od deski do deski”.
    W kwestii wywodu zakończonego: „To chyba jasne, nie sądzisz?”, to jak ja bym napisał, że tygodniowo czytam 50 Dzienników Ustaw, kiedy szukam w nich interesujących mnie paragrafów.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.