Medycyna alternatywna

Opublikowano: 24.08.2014 | Kategorie: Publicystyka, Zdrowie

Liczba wyświetleń wpisu: 6

Data publikacji: 09.05.2007

Współczesna medycyna potrafi dokonywać prawdziwych cudów, jeśli chodzi o ratowanie zagrożonego życia. Chirurgia urazowa osiągnęła poziom, który graniczy z magią. Niestety, są choroby, których lekarze leczyć nie potrafią i długo jeszcze sobie z nimi nie poradzą, ponieważ nie znają ich przyczyny. Szpitale pełne są cierpiących, których nie tylko nie ubywa, ale wręcz przybywa. W tej sytuacji trudno mówić o sukcesie. A jednak medycyna i lekarze cieszą się ogromnym szacunkiem.

Usiłując wyleczyć niektóre choroby, lekarze okaleczają i mordują ludzi w majestacie prawa, ale nikomu nie przyjdzie do głowy, żeby zanegować założenia medycyny. Mówi się co najwyżej o bałaganie i złej organizacji. Utrzymuje się nas w przekonaniu, że ci, którzy zmarli pod troskliwą opieką medyków byli po prostu nieuleczalnie chorzy i nie można im było pomóc. Dotyczy to szczególnie środowiska onkologów, którzy słyną ze swej nienawiści do wszelkiej “szarlatanerii” (jak sami nazywają ze złością wszystkich tych, którzy leczą skutecznie i bez skutków ubocznych). Gdyby któryś z ich pacjentów, skazanych przez medycynę na “nieuleczalność”, w odruchu desperacji i wiedziony instynktem samozachowawczym poszedł np. do lekarza homeopaty, dowiedziałby się, że lansuje szkodliwy zabobon oraz popełnia zbrodnię przeciwko swojemu zdrowiu. Takie postępowanie wzbudza gwałtowny gniew zdecydowanej większości szacownych profesorów, dla których nie ma żadnego znaczenia fakt, że homeopata jest takim samym, akademickim lekarzem jak oni.

Widocznie uważają, że doprowadzenie do śmierci pacjenta w majestacie wielkiej akademickiej medycyny jest zasługą, a uzdrowienie dokonane przez rzekomego “szarlatana” jest zbrodnią.

Ja sama doświadczyłam na własnej skórze takiej nietolerancji, gdy ośmieliłam się działać niekonwencjonalnie w obronie zdrowia mojego dziecka.

U mojego, wówczas ok. 10-letniego synka, badanie USG, przeprowadzone w Centrum Zdrowia Dziecka, wykazało niewielki kamień w nerce. Oczywiście ta diagnoza wywołała moje przerażenie, a gdy spytałam lekarkę, w jaki sposób można się tego kamienia pozbyć, moje przerażenie wzrosło jeszcze bardziej. Widząc moją minę pani doktor powiedziała, że ma telefon do lekarza homeopaty i jeśli jestem zainteresowana niekonwencjonalnymi metodami działania, to mogę spróbować zadzwonić do niego i spytać, czy może mi pomóc. Zgodziłam się z radością i już wkrótce siedziałam z dzieckiem w poczekalni.

Lekarz obejrzał wyniki badań, po czym zadał dziecku całą serię dziwnych i nietypowych pytań, np. czy nerka bardziej boli gdy się schyla, gdy stoi w pozycji pionowej, czy gdy się położy. Po badaniu otrzymaliśmy kropelki i małe kuleczki do ssania. Po jakimś czasie zgłosiliśmy się na badanie kontrolne. Syn znów odpowiadał na dziwne pytania i znów otrzymał lekarstwa, tym razem inne.

Po kilku miesiącach lekarz kazał zrobić kontrolne badanie USG. Udaliśmy się więc ponownie do CZD. Poproszono nas o pokazanie wyników poprzedniego badania, a dziecku kazano położyć się na leżance. Przeprowadzający badanie lekarz sprawdzał kilkakrotnie kable, stukał w monitor i kręcił głową ze zdziwieniem, po czym stwierdził, że chyba aparat się popsuł. Kazał więc dziecku przejść do innego. Tam sytuacja się powtórzyła. Gdy i trzeci aparat nie wykazał obecności kamienia, lekarz poczuł się sfrustrowany i stwierdził, że kamienia nie ma, a więc musiało go nie być już przedtem i że ktoś postawił złą diagnozę. Patrząc na nas ironicznym wzrokiem oświadczył lekko pogardliwym tonem, że najprawdopodobniej poprzednie badanie było przeprowadzone przez niewłaściwie przeszkoloną osobę, w gabinecie nie posiadającym stosownych uprawnień i na niedobrym sprzęcie.

Bez słów pokazałam mu opis wykonany na papierze firmowym CZD i podpisany nazwiskiem szanowanego specjalisty. Lekarza lekko zatkało, po czym spytał, czy i ewentualnie w jaki sposób leczyliśmy naszego syna. Gdy poinformowałam go, że jest to wynik stosowania leczenia homeopatycznego, lekarz nie ukrywał wściekłości i po prostu wyrzucił nas brutalnie za drzwi.

Najwyraźniej był to bezkrytyczny i fanatyczny wyznawca prawd objawionych, przekazanych mu przez jakiegoś sławnego, szanowanego i będącego wielkim autorytetem nauczyciela akademickiego, dla którego medycyna alternatywna była nie czym innym, jak tylko znienawidzoną szarlatanerią. I cóż z tego, że pan doktor miał oto przed sobą niezbity dowód skuteczności homeopatii i że mógł się dzięki temu czegoś dowiedzieć i nauczyć. Dla dogmatyka obiektywna prawda się nie liczy. Jeśli dowody nie pasują do świętej teorii, to trzeba ukryć dowody.

Przed wiekami, zanim sprowadzono do Europy “cywilizację” i jedyną słuszną religię, leczeniem zajmowały się babki, zwane wiedźmami (od słowa wiedza). Nie tylko znały się one na ziołach, ale umiały z nimi rozmawiać. Nawiązywały też kontakt z duchami natury oraz ze zmarłymi przodkami i stosowały przeróżne praktyki magiczne (wiele z tych obrzędów stosuje współczesna medycyna, psychiatria i psychologia, nazywając je “placebo”, “sugestią” lub hipnozą). Wszystko to było bardzo skuteczne i chroniło ludzi przed większością chorób i urazów. Podobnie leczyli jeszcze niedawno Afrykanie, Indianie, Aborygeni i inne ludy, żyjące w zgodzie z naturą.

Niestety, siłom ciemności to się nie podobało, jak wszystko, co pozwala ludziom żyć w zdrowiu, harmonii i pokoju. Postanowiły więc to wszystko zniszczyć.

Babki nazwano “czarownicami”, a słowo “wiedźma” stało się (i jest do dziś) synonimem odrażającej szpetoty, złośliwości, złych mocy i wszystkiego, co najgorsze. Czarownice i szamani poszli na stos, zadbano też o to, by ta sztuka więcej się nie odrodziła. Pod groźbą klątwy zakazano magii i wróżb, medycynę naturalną nazwano czarami, gusłami, zabobonami i szkodliwymi przesądami, a kontakty ze zmarłymi przodkami “nekromancją”. Te zgubne dla ludzkości tendencje podtrzymywane są do dziś – co jakiś czas znajduję w mojej skrzynce mailowej groźby i klątwy od “racjonalistów” oraz “pobożnych i cnotliwych chrześcijan” wraz ze stosownymi cytatami z Biblii.

Gdy zniszczono całą wiedzę na temat naturalnego leczenia (a właściwie uzdrawiania siłami natury) uszczęśliwiono ludzkość “nowoczesną medycyną”. Po wsiach w dalszym ciągu próbowano leczyć ziołami i “zaklęciami”, jednak był to tylko żałosny i bezsilny cień tego, co umiały i czego dokonywały wiedźmy. Nic więc dziwnego, że mimo starań zielarzy i ludowych medyków ludzie, a zwłaszcza małe dzieci, masowo umierali. Wrogowie medycyny naturalnej wykorzystali to do celów propagandowych i przekonania ludzi, że ich medycyna jest lepsza i bardziej światła. Jak zwykle agresywna i natrętna propaganda oraz stosowne zapisy prawne i idące w ślad za nimi kary okazały się nadzwyczaj skuteczne: mimo braku sukcesów, a nawet mimo ewidentnych i tragicznych klęsk “nowoczesnej” medycyny, która przez stulecia masowo mordowała i okaleczała pacjentów, publika biła lekarzom brawo i stawiała ich na piedestale.

Światłe istoty próbowały coś na to zaradzić i dzięki ich wysiłkom i wbrew silnemu oporowi ciemnych sił, krok po kroku, medycyna powoli zaczęła osiągać coraz lepsze rezultaty. Niestety, do dziś nie poradziła sobie ze skutecznym i bezpiecznym leczeniem większości chorób. Stało się tak przede wszystkim dlatego, że medycyna w ogóle nie interesuje się przyczyną choroby ani jej usuwaniem, lecz wyłącznie jej objawami, które stara się gwałtem zlikwidować, nie przyjmując się często bardzo niebezpiecznymi skutkami ubocznymi i cierpieniem, zadawanym pacjentom.

Dziś pacjenci wywalczyli sobie prawo do rzetelnej informacji na temat swojej choroby, sposobów jej leczenia i co najważniejsze – do żądania odszkodowania w przypadku popełnienia błędu lekarskiego. Powoli, pod wpływem nacisków społecznych, udaje się również zmusić lekarzy do powrotu do bardziej naturalnych metod, jak ziołolecznictwo, akupunktura, homeopatia, bioenergoterapia, kręgarstwo itp. Wrogość i opór są wprawdzie niezwykle silne, a obelgi miotane pod adresem “szarlatanów” mocne i niewybredne, ale pewien postęp daje się już zauważyć. Pacjenci stają się coraz bardziej świadomi i wymagający, a przy tym nauczyli się korzystać z przysługujących im praw, a to zmusza lekarzy do wyjścia naprzeciw ich oczekiwaniom. W ślad za tym postępują zmiany prawne, zmuszające lekarzy do uznania metod medycyny naturalnej. W krajach Unii Europejskiej koszty zabiegów medycyny alternatywnej są refundowane przez ubezpieczalnie. Wkrótce i my będziemy mieli te wszystkie prawa i przywileje.

Autor: Maria Sobolewska
Źródło: Gabinet Astropsychologii

Print Friendly, PDF & Email

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...



5
Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
darian

wystarczy sięgnąć po starą i wysłużoną chemiczną wiedzę, bo na niej opierają się lekarze z farmaceutami. Ta szajka stosuje wiedzę bez jej zrozumienia.

medyka3

Na początku chciałbym zaznaczyć, że praktycznie od zawsze leczyłem się i leczę metodami naturalnymi. Bardzo rzadko zdarza mi się iść do lekarza chyba że po zwolnienie L4.
Moja Mama od zawsze leczyła całą rodzinę ziołami i innymi specyfikami robionymi na bazie naturalnych składników. Przez lata nauczyłem się części z tych metod i teraz sam już z nich korzystam polecając każdemu.
Nie podoba mi się jednak w tym artykule wrzucanie do jednego worka “ziołolecznictwo, akupunktura, homeopatia, bioenergoterapia, kręgarstwo itp”
a do tego jeszcze magii, wróżb i kontaktów ze zmarłymi co uważam za całkowicie nie związane z tematem. Postaram się krótko wypowiedzieć na temat tych praktyk.
Ziołolecznictwo:

medyka3

Na początku chciałbym zaznaczyć, że praktycznie od zawsze leczyłem się i leczę metodami naturalnymi. Bardzo rzadko zdarza mi się iść do lekarza chyba że po zwolnienie L4.
Moja Mama od zawsze leczyła całą rodzinę ziołami i innymi specyfikami robionymi na bazie naturalnych składników. Przez lata nauczyłem się części z tych metod i teraz sam już z nich korzystam polecając każdemu.
Nie podoba mi się jednak w tym artykule wrzucanie do jednego worka “ziołolecznictwo, akupunktura, homeopatia, bioenergoterapia, kręgarstwo itp” a do tego jeszcze magii, wróżb i kontaktów ze zmarłymi co uważam za całkowicie nie związane z tematem. Widać że autor jest osobą w pewien sposób wierzącą przynajmniej w siły wyższe i życie pozagrobowe. Ale jako osoba również wierząca nie chcę mieszać kwestii medycyny z magią. Bo te same osoby zajmujące się kiedyś magią wypędzały z ciała demony które uważały za sprawców chorób. W tym samym czasie była również olbrzymia liczba opętań i zniewoleń. Autor jako osoba w pewien sposób wierząca powinien się ze mną zgodzić, że istnieją siły które są nastawione przyjaźnie do człowieka jak również przeciw człowiekowi. Z tymi drugimi lepiej nie igrać. A nie wiadomo do której siły odwołuje się osoba która sprawuje nad tobą „czary”.
Postaram się krótko wypowiedzieć na temat ziołolecznictwa, akupunktury, homeopatii, bioenergoterapii, kręgarstwa.
Ziołolecznictwo:
Wywodzi się z wiedzy praktycznej zgłębianej przez lata polegającej na doświadczeniu na co pomaga dana roślina bez zastanawiania się nad jej składem chemicznym. Wiedza ta była przekazywana przez wieki i z tego uzbierała się cała wiedza zioło lecznicza.
Wraz z rozwojem chemii zaczęto badać skład roślin i odkrywać związki chemiczne które odpowiadają za dane działanie lecznicze. Na początku farmaceutyka zajmowała się wyrobem wyciągów z roślin próbując wyselekcjonować dany składnik. Dopiero później zaczęto produkować składniki syntetyczne które są stosowane obecnie. Największym problemem obecnych czasów jest to że całkowicie odchodzi się od wyrobu leków z roślin a zastępuje się je syntetycznymi (gorzej przyswajalnymi) zamiennikami. A lobby farmaceutyczne próbuje zniszczyć leki ziołowe starając się chociażby aby prawo nakazywało takie same testy i badania dla leków ziołowych jak syntetycznych.
Akupunktura:
Stosowana od wieków opiera się również na doświadczalnym poznaniu ludzkiego ciała i receptorów znajdujących się na nim. Według mnie może być jak najbardziej skuteczna.
Homeopatia:
W tym przypadku jestem sceptyczny ponieważ leczenie substancjami wielokrotnie rozrzedzanymi nie jest niczym innym jak odwrócona farmaceutyka, i podawaniem coraz mniejszych dawek substancji które powodują objawy jakie występują u pac jęta.
Nie mogę się także zgodzić aby była to medycyna naturalna jest to raczej medycyna niekonwencjonalna która nie opiera się na wiedzy nabytej przez lata praktyki. Jej założenia powstały dopiero pod koniec XVIII w. Jest to więc dość młoda dziedzina.
Bioenergoterapia:
Nie posiadam dostatecznej wiedzy aby się na ten temat wypowiadać. Jestem jednak sceptyczne nastawiony do tego typu praktyk. Wieżę jednak, że zdarzają się przypadki wyleczenia tą metodą przypisuje je jednak działaniu placebo i temu, że moc ludzkiego mózgu jest kompletnie niezgłębiona a pozytywne nastawienie i wiara w wyleczenie może uaktywniać dotąd nie aktywne jego obszary.
Kręgarstwo:
Jest to metoda także oparta na doświadczeniu i poznaniu ludzkiej anatomii. Kręgosłup jest rurą przez którą płyną sygnały do całego ciała jeśli jakieś schorzenie lub uraz zaburza ten przepływ to człowiek może cierpieć na różnego typu niewyjaśnione dolegliwości. Kręgarze po prostu nauczyli się jak powinny być poukładane kręgi kręgosłupa i wkładają je na miejsce. Uważam tą metodę jako jak najbardziej skuteczną.
To chyba tyle. Na koniec proszę abyście rozróżniali medycynę od wpływu wszelkiego rodzaju duchów oraz sił nadprzyrodzonych.

Stasiu26

@medyka3
Rozumiem zastrzeżenia co do homeopatii, a zwłaszcza mówienie o niej jako o naturalnej jest na wyrost.

Jednak co do bioenergoterapii, to oddziaływanie nawet widać, nie mówiąc już o tym, że wyraźnie się to czuje.

Co do duchów – ludzie wierzą w różne rzeczy. Nie muszą być przez nic opętani, ale jeśli wierzą, że są to prawie na pewno będą mieć jakieś symptomy chorobowe. Samym przekonaniem można wyleczyć się z przeważającej większości chorób, jak w również w przeważającą większość nich wpędzić.

medyka3

Tak jak pisałem nie mam wiedzy na temat bioenergoterapii, chociaż nie ukrywam, że słyszałem o przypadkach kiedy coś takiego pomogło.
A Co do opętań to wieżę, że są siły i duchy które chcą człowiekowi zaszkodzić. Ale raczej zależy im na tym aby człowiek tego nigdy nie odkrył, że jest zniewolony. Bo wtedy nie może się w żaden sposób bronić. Problem z wróżkami, wiedźmami, czarownicami czy jak by je nie nazwać jest taki że przychodząc tam pokładamy nadzieję w wyleczenie na siłach którymi one władają a nie wiemy jakie są ich intencje. Wieżę, że coś takiego może pomóc na problem czy chorobę z którą się ktoś w tej chwili boryka ale nie wiemy jakie będzie miało skutki później.

A to o czym piszesz, że sama wiara może uleczyć lub wpędzić w chorobę to co do uleczenia to można je przypisywać jakiejś sile wyższej lub placebo a chorobę interwencji duchów lub autosugestii.

pl Polski
X