Bier, aber immer weniger

Opublikowano: 11.09.2017 | Kategorie: Gospodarka, Publicystyka

Zbliżają się coroczne dni piwa Oktoberfest w Monachium. Tymczasem z każdym rokiem Niemcy piją coraz mniej piwa. Nad niemieckim browarnictwem zbierają się ciemne chmury…

Każde większe pijaństwo wieczorem, kończy się kacem następnego ranka. Kiedy Niemcy obudzą się po tegorocznym, już 184. Oktoberfeście w Monachium, największy ból głowy mieć będą zapewne, tak jak już od wielu lat, niemieccy Braumeistern – piwowarzy – a to z powodu coraz mniejszego spożycia piwa w Niemczech. Osobiście wcale się temu nie dziwię, napoju tego bowiem nie lubię, a jako zaprzysięgły miłośnik kefiru i maślanki, picie piwa od dziecka uważałem za odmianę urynoterapii, no, ale Niemczury zawsze przecież chlały to paskudztwo hektolitrami i jeszcze się tym chełpiły przed całym światem twierdząc, że jest to gesundlich und kulturell.

Najwięcej, bo aż 142 litry na głowę, przeciętny Niemiec wypił piwa w 1991 roku. Odtąd jednak jego spożycie w Niemczech stale i systematycznie spada. W roku 2009 spadło poniżej 110 litrów per Kopf, co oznacza że piwa pije się tam już mniej niż w Czechach, Irlandii lub Austrii. Spada zresztą dalej, i jeśli trend utrzyma się w tym samym tempie do 2030 roku, to Niemcy będą wtedy rocznie pić mniej niż 80 litrów piwa na twarz. Dla 1300 niemieckich browarów i browarków (a jest ich tam w sumie więcej niż w pozostałych krajach Europy razem wziętych) taka perspektywa to katastrofa.

Jakie są tego powody? Starzejące się i kurczące liczebnie społeczeństwo etnicznych Niemców pije mniej piwa i jest to właściwie prawo fizyki: do mniejszej liczby brzuchów można wlać mniejszą ilość płynu ogółem. Ale zmieniają się także zwyczaje. Niemiecka młodzież nie uważa już piwa za napój ciekawy, twierdzi, że piwo tuczy i obniża sprawność fizyczną, woli trunki egzotyczne i napoje bezalkoholowe, poszukuje nowych smaków i przygód kulinarnych. Zamożni Niemcy też coraz bardziej gustują w winach i likierach. Piwo staje się symbolicznym napojem biedniejszego i mniej wyrobionego pospólstwa. Zanika zwyczaj picia piwa przy obiedzie. Pojawił się dowcip: „Dlaczego po wypiciu piwa człowiek siusia szybciej niż po wypiciu mleka? Bo organizm ma dużo mniej do przerabiania: nie musi zmieniać ani koloru ani smaku…”.

Tendencja taka daje się zauważyć nie tylko w Niemczech, ale i na wszystkich rynkach „dojrzałych” tj. w krajach zamożnych. W Niemczech ma ona jednak znaczenie szczególne, bo tam piwo uważa się niemal za symbol narodowy. Browarnictwo w Niemczech chlubi się wieloma wiekami nieprzerwanej tradycji i najstarszym na świecie prawem regulującym jakość żywności, tzw. Reinheitsgebot (prawo czystości) jeszcze z 1516 roku, które odnosi się właśnie do piwa. Ale paradoksalnie, to właśnie ta dbałość o jakość obróciła się przeciwko piwu. Niemcy bowiem powszechnie gardzą piwem w puszkach, produkowanym masowo przez wielkie światowe browary, nazywając je pomyjami (Spülwasser). Trzej najwięksi producenci piwa na świecie (Anheuser-Busch InBev+SABMiller połączone w 2016 roku, Heineken i Carlsberg) wzięły jak dotąd mniej niż jedną piątą niemieckiego rynku piwa, podczas gdy globalnie mają już prawie połowę. W Niemczech wciąż dominują mali, lokalni i tradycyjni producenci piwa, podobno dobrej jakości, co czyni z tego kraju najbardziej pokawałkowany duży rynek piwa na świecie. Konkurencja wśród takiego planktonu jest zażarta, ceny są więc niskie, marże jeszcze bardziej, i większość browarów ciężko robi bokami.

Ogólnie biorąc Niemcy nadal kochają piwo. Są zdecydowanie największym rynkiem spożycia piwa w Europie i piątym w skali świata. W ubiegłym roku podczas Oktoberfest w Monachium wypili – razem wzięci – ponad 7 milionów litrów piwa. Ale ogólnie biorąc spadek konsumpcji w skali całego kraju, choć powolny, jest nieubłagany i perspektywy dla branży rysują się ponuro. Mark-Oliver Huhnholz, szef niemieckiego stowarzyszenia piwowarów Deutscher Brauereienverband nie ma więc wesołej miny: „Coraz więcej browarów trzeba będzie zamykać. Nie wiemy dokąd nas to zaprowadzi”.

Autorstwo: Bogusław Jeznach
Źródło: NEon24.pl

TAGI: , ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU: Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

Komentarze można dodawać przez 7 dni od daty publikacji
2 komentarze

  1. zly123 12.09.2017 11:04

    Reinheitsgebot blokuje skutecznie rozwój craftu w Niemczech – o tym autor zapomniał (albo nie wiedział).
    Sklepy z piwem specjalistycznym na zachodzie wyglądają lepiej jak ekskluzywne sklepy z winem w Polsce. W Niemczech po prostu tego nie ma (Reinheitsgebot) więc klient się znudził lagerem i do niego nie chce wracać (tym bardziej jak dostęp do alternatyw ma skutecznie zablokowany od 500 lat).

  2. Krokodylowy 12.09.2017 11:29

    Swoją drogą w naszym kraju widzę od kilku lat ciekawą zależność. Jakieś 3-4 lata temu wraz z partnerką ograniczyliśmy spożycie alkoholu o jakieś 95%. Z weekendowych flaszeczek i winek przeplatanych codziennymi wieczornymi piwkami ograniczyłem się do przeciętnie browarka lub jednego drinka raz, max dwa razy w miesiącu (a moja połowa w ogóle spożywa alkohol raz na parę miesięcy – głównie od święta). Nie będę się rozpisywał nad pozytywnym aspektami tych zmian choćby zdrowotnych ale i nie tylko. W każdym razie czasem zdarza nam się zerkać w alkoholowe działy i oboje zauważyliśmy, że choć na przestrzeni tych paru lat mocno podrożała żywność, to jednak piwa staniały o jakieś 25-30%. Dziś za „polskie” koncernowe siki można czasem zapłacić mniej niż 2 zł, gdzie te parę lat temu 3 zł były psychologiczną barierą tzw. „dobrego” piwa. Przypadek? Otumanionym społeczeństwem jednak łatwiej manipulować. I pomyśleć, że kiedyś ludzie wychodzili na ulicę jak wódka podrożała.
    A swoją drogą równie ciekawie i śmiesznie wygląda rynek mocniejszych alkoholi. Swego czasu wzbogacałem lubelską gorzelnię z tymi ich przeróżnymi cytrynówkami i innymi wynalazkami. Za „moich” czasów flaszka 0,5 o mocy 38% kosztowała 2 dychy. Obserwowałem powolne gotowanie żaby przejawiające się cyklicznym obniżaniem zawartości alkoholu w ich produktach. Dziś mają już tylko po 30%, ale za to cena poszła do góry.