Obserwacje naukowe ostatnich lat wskazują na dobroczynny wpływ diety wegańskiej na rozwój dzieci i na zmniejszone ryzyko zachorowań na choroby wieku dorosłego w późniejszym okresie życia. Dlatego też Zespół Kliniki Pediatrii CZD zaprasza dzieci wegańskie w wieku od 3-10 lat do udziału w badaniu weryfikującym pozytywny wpływ diety roślinnej na rozwój dzieci.
Według Kliniki, badania pozwolą na:
* ocenę diety przez specjalistkę zajmującą się dietami wegańskimi
* ocenę stanu odżywienia (z pomiarami)
* ocenę podstawowych badań krwi (za zgodą rodziców)
* ocenę rozwoju psychoruchowego
W ogłoszeniu napisano również: „W trakcie badania otrzymają Państwo pełną informację o rozwoju dziecka, a w razie Państwa życzenia – także poradę lekarską oraz dietetyczną od specjalistki medycyny żywienia, wieloletniej weganki. Wyniki badań są całkowicie anonimowe. Wizyta w Poradni Żywienia i badania są bezpłatne.UCZESTNICTWO TWOJEGO DZIECKA W TYM BADANIU MOŻE PRZYCZYNIĆ SIĘ DO SZERZENIA WIEDZY NT POZYTYWNYCH ASPEKTÓW DIETY WEGAŃSKIEJ ZARÓWNO WŚRÓD LEKARZY JAK I OGÓŁU SPOŁECZEŃSTWA”
Zgłoszenia przyjmowane są od 2.01.2010. Terminy wizyt: w okresie: 15.02.2010 – 31.05.2010. Możliwe jest też indywidualne uzgodnienie terminu mailowo: wege.poradnia@czd.pl lub telefonicznie: – tel. 606-48-75-81 (mgr Małgorzata Desmond)
Źródło: Viva.org.pl






Hmm…
Osobiście sugerowałbym bardziej odpowiedni slogan motywacyjny dla owej, całkiem w gruncie rzeczy zacnej, kampanii: „UCZESTNICTWO TWOJEGO DZIECKA W TYM BADANIU MOŻE PRZYCZYNIĆ SIĘ DO SZERZENIA WIEDZY NT POZYTYWNYCH ASPEKTÓW KONSUMPCJI PESTYCYDÓW ORAZ ROŚLIN MODYFKOWANYCH GENETYCZNIE PRZY WYBORZE DIETY WEGAŃSKIEJ ZARÓWNO WŚRÓD LEKARZY JAK I OGÓŁU SPOŁECZEŃSTWA”
Proszę mi wybaczyć dozę złośliwości, ale kto jak kto – lekarze powinni wiedzieć lepiej. Pominę już fakt, że jesteśmy z natury wszystkożerni (nikt nie mówi o jedzeniu mięska dwa, a nawet raz w tygodniu, ale od czasu do czasu, szczególnie przez okres zimowy/wczesnowiosenny konsumpcja pokarmów pochodzenia zwierzęcego w pewnych, ograniczonych ilościach, jest czymś jak najbardziej wskazanym), bo to, zdaje się, w natłoku emocjonalnych pseudoargumentów, całkowicie umyka czyjejkolwiek uwadze. Skupmy się więc na rzeczach łatwiejszych do zauważenia: diety. No cóż… – niech to starczy za cały komentarz. Współcześnie prowadzone badania nie są w stanie udowodnić wyższości JAKIEJKOLWIEK diety w sposób obiektywny. Dlaczego? Już podaję przykładów garść:
1) Rośliny są nafaszerowane pestycydami, sztucznymi nawozami (tak, tak – roślinka pobiera sole z gleby, proszę państwa…!), zawartymi w glebie odpadami po produkcji Nowego, Lepszego Świata (chociażby glin i bar z oprysków typu ‘chemtrail’, czy taki np ołów – tak, tak – współcześnie woda zawiera ok 8 razy więcej ołowiu, niż ta w rzymskich akweduktach…!), hormonami oraz lekami i produktami ich przemiany, zawartymi w wodzie (vide: co dzieje się z estrogenem z tabletki antykoncepcyjnej, którą przyjmie Sz.P. Kowalska? – nic – większość wysiusia, następnie ten estrogenik i e/w inne cudeńka przejdą przez oczyszczalnię nietknięte, a następnie do kraniku i… mniam, mniam!) i in.;
2) Rybki zawierają szeroką gamę pozostałości po naszym procesie ulepszania wszystkiego – dominuje oczywiście rtęć, ale grzechem byłoby zapomnieć o związkach węglowodorowych (tak, tak, wycieki ropy i odpadów z fabryk to nie tylko jeden wypadek na dekadę…), a także o tysiącach ryb ‘prosto z morza’, hodowanych na przepastnych fermach, z jedzeniem dobarwianym koszeniliną, świerszczami, skorupkami kryla i in, by uzyskać zdrowiutki kolorek (łososie np…) oraz wodą napompowaną hormonami w celu przyspieszenia wzrostu rybki (ciekawostka dla zainteresowanych: ze względu na cenę oraz wysokązawartość azotu furorę robi żeński (nie tylko ludzki, oczywista) mocz, zawierający spore dawki estrogenów!
3) Mleczko…! Pij mleko, będziesz wielki…! ZERO przyswajalnego wapnia (jak i niemal cały nabiał, bowiem mleko użyte do jego produkcji jest pasteryzowane, zazwyczaj więcej, niż raz…) oraz całe mnóstwo bonusów: bydlęcy hormon wzrostu, antybiotyki, ropa (czyli pyszny kwas podchlorawy i chloryny… ups…! Rakotwórcze… a to ci pech…! Ćśśś…), produkty oddziaływania krowy z genetycznie modyfikowaną żywnością (np. udowodniono, że krówki karmione GMO kukurydzą są… bezpłodne :) 1) Czemu karmią je kukurydzą, a nie trawą? No cóż – a bo to mój pomysł jest? 2) Co konkretnie wywołuje tą bezpłodność? Zgadliście – nikt nawet nie odważy się sprawdzić. Dość już, że sam fakt się ‘wysypał’… W każdym razie – czy to coś może się znaleść w mleczku? Albo takie np przeciwciała na białka, zawarte w zbożach, szczególnie tych poprawianych i nienaturalnych dla krówki… I czy my aby na pewno, albo, co gorsza małe dzieci, nie mogą sobie tych wszystkich… no właśnie. Po co dalej pisać – sami się domyślacie ;) Pyyyycha…!
3) Mięsko: przetłuszczone odpady produkcji przemysłowej, zawierające przetworzone wszystkie ww. zanieczyszczenia, którymi się zwierzątka karmi i poi. Do tego gratis: przeoczone pasożyty jako nieodłączny skutek uboczny chowu masowego; dodawane do niemal wszystkich przetworów mięsnych: fosforany (znów odwapnienie… no co za psikus, no…! Tu odwapnienie, tam odwapnienie… a ludzie tacy słabi, i odpornosć już nie ta, kości miękkie… jakieś pomysły, skąd to?), woda (a właściwie przezroczysta ciecz wraz z dodatkami), benzoesan sodu i/lub azotan III/V (myśleliście, że Aspartam jest rakotwórczy? :D Nie w porównaniu z ww… istnieją tylko dwa zasadniczo wprowadzone konserwanty na Świecie… przed ich wprowadzeniem zasadniczo o nowotworach nie słyszano, a już z pewnością – nie na masową skalę. Zagadka za 100 punktów – zgadnijcie, o czym mowa…!), ulepszacze smaku i zapachu (glutaminian – ten sam składnik, co w Aspartamie; inozyniany i/lub adenozyniany i/lub gualnylany – fantastycznie zmasakrują wam serduszko: dla niewtajemniczonych: inozyna/adenozyna i inozyaniany/adenozyniany to antagonistyczne regulatory siły skurczu mięśnia sercowego…), a także: skrobia modyfikowana, białka sojowe, lecytyna sojowa i in. (wszystkie zbawienne plusy GMO, a także pretekst do użycia konserwantów – no chyba nie myślicie, że kiedyś kiełbasy się nie psuły miesiącami tylko dlatego, że nie spełnialy norm unijnych…? A jednak – jakby były z mięska i uwędzone na normalnym, naturalnym dymie, to też by się nie psuły…). Jednym słowem – pyszności.
4) Jajka? Miód? – możecie sobie doczytać sami.
Wnioskując: jeżeli dowodzimy, że np wegaństwo jest lepsze, dowodzimy jedynie, że jedzenie toksyn, które są w roślinkach zawarte, jest mniej szkodliwe, niż zastąpienie ich części toksynami, zawartymi w mięsku/mleczku/rybce/jajuszku. Jak chodzi o wartości odżywcze, to wszystkie ww. mają je na poziomie podobnym, czyli niewiele wyższym od żadnego. Taka to jest wiarygodna i rozsądna nauka…
Pozdrawiam,
Prometeusz
Prometeusz – wszystko prawda, a więc- co jeść? Nadzieja, że człek istotą zdolną- w jakimś stopniu się przystosuje i trucizny spożytkuje dla swego dobra…
Prometeusz, to co napisałeś to prawda. Ja to też wiem. Ale Twoje wnioski są dziwne. Próbujesz dowieść, że jedzenie warzyw to tylko więcej toksyn ale przecież nieważne czy jesteś weganem czy nie i tak nasz pokarm jest toksyczny i to problem ogólny. W warzywach na pewno nie ma większego zła. Kumpel jest weganem i wie jedno. Ta dieta daje w cholerę sił i mocy mentalnej. Coś w tym jest tylko zbadać tego nie potrafimy. Ale co z tego? Dla mnie nie trzeba wszystkiego badać żeby dowiedzieć się jak co działa. czepiasz się weganizmu a opisujesz problem który dotyczy całego jedzenia w ogóle.
Co można zrobić. Jeśli masz kawałek ziemi to jesteś szczęściarzem. Ja jestem:) Sadzisz swoje warzywa i masz wszystko w d…e. Nikt Cię nie zatruwa.
Niestety ludzie muszą jeść mięsko, a zwłaszcza dzieci – z jednego prostego powodu ,nie wszystkie składniki odżywcze dostarczą nam rośliny ,zwłaszcza witaminy D12 .A do tego wszystkiego mięsko jest smaczne i nikt mnie nie przekona ,ze sałatka może być lepsza.Chodzi tylko o zachowanie odpowiednich proporcji .
a eskimosi to jedzą (jedli?) samo mięsko. i żyją (żyli?). pewnie to mentalne wraki… .. .
No co ty, to Eskimosi jeszcze żyją? Myślałem, że już dawno mięsna dieta ich wykończyła :)
@ Joanna d’Arc:
Cóż. Przystosować już się przystosował. Pozwolę sobie tylko na dwa przykłady:
1) Kości. Nasze kości zawierają 8 razy więcej ołowiu, niż kości starożytnych Rzymian, którzy pili wodę z… ołowianych akweduktów. Owszem, dzieci są słabsze, głupsze, bardziej upośledzone, kości słabsze… ale żyjemy. Tylko czy aby na pewno to dobre rozwiązanie…? No nie. Ale przeżyć – da się.
2) Ogólne tolerancja metali ciężkich. Pochodzę ze Śląska, który jeszcze 30-40 lat temu był najbardziej zanieczyszczonym miejscem na ziemi (nawet dzisiejszy Mumbaj się chowa – nie tylko pyły, ale też metale ciężkie, aerozole organiczne i nieorganiczne etc… zresztą, nawet dziś to nie krynica. W każdym razie stało się, że kilka lat wstecz transport pięknych, różowiutkich malinek wprost z okalających aglomerację lasów, oraz ulokowanych w niej łąk i ogródków działkowych trafił do Skandynawii. 1000 osób z objawami zatrucia, w tym ponad 100 – ciężkiego, trafiło do szpitali. 10 zgonów, kilkadziesiąt-kilkaset trwałych uszczerbków na zdrowiu. Przyczyna? Ołów, a jakże, ale także KILKASET razy przekroczone normy: dioksyn (!!), kadmu (!!), rtęci (!!), niklu (!!) i paru jeszcze innych witaminek, jak tlenki siarki itp. A jednak Hanysy żyją, mają się dobrze, i wtryniają malinki i inne cuda natury co roku kilogramami i nic im nie jest. Tylko to samo co w punkcie powyżej, krótsza średnia długość życia, osłabienie itd., itp…
Podsumowując: co jeszcze można zrobić? Spróbowac uciekać. Zainwestować wszystko, co się ma, zakupić dostatecznie duży areał ziemii, by móc się samemu wyżywić (i dostatecznie daleko od, Boże uchowaj, ‘cywilizacji’*) i cieszyć się życiem samemu, z dala od tego wszystkiego. Są jeszcze miejsca, i to nawet w Polsce, gdzie nieba nie zasnuwają polimerowe chmury, gleby są świetnej jakości, a płytko pod ziemią są źródła wody. Odcięcie się od Świata może tylko wyjść na zdrowie. Trzeba po prostu wiedzieć, czego się wystrzegać. I to, w nieco ironiczny sposób, staram się z grubsza uwypuklić. Dla chcącego – nie ma nic trudnego :)
@ Wreg:
Bynajmniej. Nie twierdzę, że więcej. Twierdzę tylko, że nieco inne. Przykład? Badania znajomych w Skandynawii (Finlandia). Niby taki czysty kraj a proszę – stężenie pestycydów we krwi matek-wegetarianek jest tak niesamowite, że w ogóle nie powinny karmić piersią. Mam na myśli, że nie ważne, co jemy, to z chemicznego punktu widzenia, jeżeli są to produty masowej fabrycznej produkcji, to stanowią niemal jednorodną, toksyczną papkę. Oczywiście – im więcej surowych, nieprzetworzonych, dobrze dobranych składników, tym lepiej. Nie przeczę. Również możemy podyskutować o wadach konsumpcji mięsa i przetworów, związanych z tym, że zwierzęta giną w ubojni w strasznych męczarniach, strachu, i warunkach urągających czemukolwiek – i cała ta negatywna energia, cierpienie – to wszystko znajduje się w naszym pokarmie i, później, w nas. Zupełnie ineczej ginie zwierzę, zabite w polowaniu (nie dla zabawy, ale po prostu – dla przeżycia) a inaczej tuczone, cierpiące i pozbawione jakichkolwiek warunków do życia, wegetujące, biedne skrzywdzone istnienie. Zgadzam się w całej rozciągłości. Nie popieram jedzenia przemysłowych odpadów, sprzedawanych w sklepach. Nie jestem takim szczęściarzem, mało tego – mam wielkie trudności, ale jednak robię wszystko, by do grona takich szczęściarzy jak najszybciej dołączyć. Zakupić krówkę, kozę, stao kur, króliczki, konika, zasiać orkisz w polu, ogóreczki pod inspektem… Jak najbardziej. Niczego więcej do szczęścia mi nie trzeba :)
@ aZyga:
* witamina B12
—————————————————————————
* Moim zdaniem bardzo trafny opis współczesnej ‘cywilizacji’ i człowieka. Przydługi i nużący, a więc definitywnie w stylu Prometeusza ;) :
„(…) Tymczasem Świat dzisiejszy jest miejscem doprawdy przerażającym. Wszystkie, najczarniejsze nawet wizje dawne i nowe, nie są w stanie oddać w pełni obrazu tragedii, którą zwiemy codziennością w te dni. Ludzkość osiąga właśnie dno upadku, pogrążając ze sobą cały swój Świat. Staliśmy się podłymi kreaturami, okrutną parodią człowieka; ku powszechnej aprobacie staczamy się niżej i niżej, zaś owoce owego upadku: strach, nienawiść, głód, śmierć, ogólnoświatową chorobę oraz zniszczenie wszystkiego, tak materialnego jak i niematerialnego, co może jeszcze ulec zniszczeniu, nazywamy ‘postępem’ – nieodzownym efektem ubocznym naszego, wszak jakże ‘pozytywnego’ w swym całokształcie, ‘rozwoju’. Miliardy niewolników w pocie czoła, od tysięcy lat manipulowane i nakierowywane przez te same siły, niepomne jakichkolwiek lekcji, zwieńczają właśnie dzieło im powierzone wiele pokoleń wcześniej, cel przenajświętszy swego istnienia: oto i są, poniżeni, odarci z resztek człowieczeństwa i godności swoimi własnymi rękoma, oprawcy i ofiary zarazem, wygnańcy na własnej ziemi, gnieżdżący się niczym szczury na wielkim, przemysłowym wysypisku – ostatecznym ‘dziele’ swoich rąk – z dumą nazywają oni siebie ‘cywilizacją’… [konsumpcji]. „Konsumuję, więc jestem” – można by sparafrazować słynne powiedzenie Terencjusza. Wszelka ludzka świadomość i samoświadomość zredukowane zostały, wraz z całą istotą, tak fizyczną jak i duchową, do poziomu, wyznaczanego przez granice znacznie ciaśniejsze, niż nawet biologiczne minimum przetrwania: oto na naszych oczach dokonała się ewolucja ‘człowieka współczesnego’. Prymitywnej istoty, która w nielicznych chwilach przerw pomiędzy ‘wytwarzaniem dóbr i świadczeniem usług’, pozostałości swoich wyższych potrzeb realizuje poprzez przesycenie głodu instynktów najniższych konsumpcją owoców owej ‘produkcji’ – toksycznych odpadów i resztek, przestarzałych ‘świecidełek nowej ery’: wielopostaciowej, fizyczno-intelektualnej trutki, która, poprzez systematyczne niszczenie resztek świadomości, przynosi błogą ulgę ignorancji i zaniedbania; uśmierza nieznośny ból istnienia. Powszechna, odgórna aprobata oraz propaganda samozadowolenia, wraz z dumnym tytułem ‘konsumenta’, nadają współczesnemu niewolnikowi nimbu wyjątkowości, użyteczności i produktywności, stanowiąc, wraz z zestawem uprzednio wykreowanych programów światopoglądowo-samoidentyfikacyjnych, zasadniczą podstawę jego celu i sensu istnienia (we własnym owej materii zrozumieniu). (…)”
———————————————————————————-
Zachęcam do refleksji i pozdrawiam,
Prometeusz
Sorki oczywiscie B12 – czlowiek to jest takie zwierze ,ktore sie do wszystkiego przyzwyczai
Atmosfera bez polimerów, nieskażone gleby, czysta woda, dzikiego zwierza pod dostatkiem- z dala od cywilizacji= „nieludzka ziemia”, przekleństwo zesłańców- Syberia ! Te przestrzenie…!